Reklama

5 najciekawszych nowych albumów w serwisach streamingowych #3

St. Vincent, Beck, Wu-Tang Clan i jedna z najlepszych płyt roku - zobacz, czego słuchamy w tym tygodniu

5 najciekawszych nowych albumów w serwisach streamingowych #3 www.instagram.com/kingkruleuk/
Reklama

King Krule „The Ooz”

Archy Marshall jest obecnie jednym z najlepszych autorów piosenek na świecie. Kto myśli, że to zbyt mocna opinia, zapewne jeszcze nie słuchał „The Ooz” – eklektycznego i osobistego zestawu dla fanów The Clash, Blur, chicagowskiego jazzu z lat 90., waitsowskiej ballady barowej i współczesnego r’n’b… a to tylko początek. Dwudziestotrzyletni King Krule nagrał album, którego o wiele bardziej doświadczeni muzycy mogą mu tylko pozazdrościć – zróżnicowany, dojrzały, przebojowy i po prostu wybitny.


Beck “Colors”

To interesujący zbieg okoliczności, że Beck Hansen wydaje płytę tego samego dnia, co King Krule, bo w twórczości obu artystów można dostrzec wiele punktów wspólnych. Beck w latach 90. również zaczynał jako twórca – przepraszam za wyrażenie – postmodernistycznych, dźwiękowych kolaży, czerpiących tyleż z amerykańskiego folku, co z hip-hopu i elektroniki. Przed ponad dwie dekady w roli alternatywnej ikony muzyk nieco spokorniał (przykładem choćby kameralna, bardzo zresztą udana płyta „Sea Change”), ale „Colors”, przebieżka po popowej klasyce nagrana we współpracy z wszędobylskim Gregiem Kurstinem to powrót do formy po zaledwie sympatycznym „Morning Phase” z 2014 roku.


St Vincent “Masseduction”

Annie Clark, była dziewczyna Cary Delevine, ma fajnych kolegów (do których zaliczają się David Byrne z Talking Heads, udzielający się gościnnie na płycie Kamasi Washington oraz Sufjan Stevens), dobrą prasę i na swoim szóstym albumie udowadnia, że ma też sporo zgrabnych pomysłów na autorski future-pop, których nie musi legitymować argumentami pozamuzycznymi czy towarzyskimi.  I choć głosy, że nowy album St. Vincent pokazuje ją jako twórczynię łączącą w jednej osobie Davida Bowie’ego i Prince’a są mocno przesadzone i do tego nieco protekcjonalne, to warto zapoznać się z tą płytą – w międzygatunkowych eksperymentach (w tym przypadku – z uwydatnioną rolą syntezatorów) dziewczyny mają do powiedzenia równie dużo, co wspomniani wyżej Krule i Hansen.

 

Atanas Valkov, „Belfer OST”

Edward Miszczak z TVN powiedział w niedawnym wywiadzie dla Wirtualnych Mediów, że „Belfer” jest dla oferty stacji „zbyt dramatycznie umoczony w życiu” – a ponieważ każdy lubi się czasem umoczyć, warto do weekendowej playlisty dodać ścieżkę dźwiękową do serialu, przygotowaną przez Atanasa Valkova. Fani serialu znają już te „współodpowiedzialne” za duszny klimat serialu motywy, ale i po oderwaniu od macierzystego kontekstu powinni znaleźć tu coś dla siebie.

 

Wu-Tang Clan, „The Saga Continues”

Najciekawszą płytą Wu-Tang Clanu w ostatnich latach była ta, której (prawie) nikt nie słyszał – „Once Upon a Time In Shaolin”, kupiona za dwa miliony dolarów przez niestabilnego emocjonalnie biznesmena, Martina Shkreliego. Ale w wyniku klauzuli zawartej w umowie sprzedaży nie usłyszymy jej do 2103 roku, dlatego warto posłuchać co legendarny skład ma nam do zaoferowania na dziś. I tylko trochę szkoda, że niektórzy członkowie, jak Ghostface Killah, który poinformował niedawno o stworzeniu własnej kryptowaluty, mają zbyt napięty kalendarz, by nagrać wreszcie coś na miarę swoich szczytowych osiągnięć.  

 

Sprawdź też wcześniejsze rekomendacje:
Część 1
Część 2

10 najlepszych murali z muzykami

Elliott Smith, Los Angeles (USA)...

1/10

Elliott Smith, Los Angeles (USA) www.instagram.com/never1959/
Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Reklama

Inne artykuły

Reklama