Reklama

Orłem nie byłem - rozmowa z Łukaszem Palkowskim

„Nie ma rzeczy trudnych, są tylko pracochłonne” – mówi reżyser Łukasz Palkowski i jak przyznaje, w jego życiu się to sprawdza. Wierzył w sukces filmu „Bogowie”, potem serialu „Belfer” i wreszcie „Najlepszego” (premiera 17 listopada). Nie udało mu się tylko zostać gwiazdą rocka.

Orłem nie byłem - rozmowa z Łukaszem Palkowskim Fot: Robert Pałka
Reklama

Zamawia poczwórną czarną. Kelnerka upewnia się, czy aby dobrze usłyszała i pyta, w czym ma tę kawę podać. „W największym kubku, jaki pani ma” – śmieje się Łukasz. Twierdzi, że na co dzień kawy właściwie nie pije, ale jeśli musi rano wstać, to jest w stanie wypić kilka kubków. Prawie go nie poznałam, bo na spotkanie przyszedł mężczyzna gładko ogolony, a kiedy widziałam go ostatnio, miał kucyk na czubku głowy i potężną brodę.


Esquire: Gdzie twoja broda?

Łukasz Palkowski: Noszę ją, kiedy pracuję. Kończę film i się golę. Moim wyglądem steruje więc praca. Przy kręceniu „Belfra” i „Najlepszego” urosła mi ta broda do połowy klaty. Nie wyglądało to już zbyt dobrze. Ale bawi mnie moment, kiedy się golę i nikt mnie nie poznaje.  

ESQ: Nie chciałeś robić „Najlepszego”.

ŁP: Bo to kolejna biografia. A w dodatku „przyszła” do mnie, kiedy na festiwalu w Gdyni pokazywałem film „Bogowie”. Nie miałem czasu zastanowić się, co dalej. Nie chciałem zostać specjalistą od biografii, a już tak się o mnie pisze. Ale skoro się zdecydowałem, nie mogłem uciec.

ESQ: Co ci się w tym pomyśle spodobało?

ŁP: To samo, co w „Bogach”, czyli bohater, który zwycięża – nieczęsty widok w polskim kinie. Środowisko kardiochirurgów było jednak dla mnie czymś kompletnie nieznanym, natomiast narkomańska młodość Jurka Górskiego, bohatera „Najlepszego”, to obrazki z mojego podwórka. Kolegów z młodości pochowałem już chyba z ośmiu. Ktoś nie dożył 16. urodzin, inny nie miał szans na dwudzieste szóste. Z powodu narkotyków właśnie.

ESQ: Jak to się stało, że sam w to nie wpadłeś?

ŁP: Narkotyki nigdy mi się nie podobały. Próbowałem chyba wszystkiego, poza heroiną i morfiną w żyłę, ale nigdy nie czułem się komfortowo z tym, co się potem ze mną działo. Poza tym do uzależnień trzeba mieć predyspozycje i ja chyba ich nie mam. Był przecież czas, kiedy piłem alkohol w ilościach niemalże hurtowych.

ESQ: I nigdy się nie uzależniłeś?

ŁP: Nie, po prostu z tym skończyłem.

ESQ: Nie pijesz w ogóle?

ŁP: Bez przesady, nie ma powodu do uprawiania fanatyzmu, ale daleko mi do tego, co było kiedyś. Uzależnienie to chyba coś, co sprawia, że nie mamy wyboru, musimy coś robić. O siebie jestem w tej materii spokojny.

ESQ: Czy fakt, że miałeś osobiste doświadczenie z takim środowiskiem sprawił, że realizacja „Najlepszego” była dla ciebie większym wyzwaniem niż plan „Bogów”?

ŁP: Było trudniej, choć nie musiałem robić tak szczegółowej dokumentacji jak przy „Bogach”. Ale za to odzywały się duchy przeszłości – przypominali mi się dawno pochowani przyjaciele. To ich widziałem w twarzach na ekranie. Ale Jurkowi Górskiemu na pewno było jeszcze  trudniej. Ja jestem pogodzony ze swoją przeszłością.

ESQ: Nie uprawiałeś jako dziecko żadnego sportu?

ŁP: Kiedyś dużo biegałem, na rozmaitych dystansach. Uprawiałem też sztuki walki, to było niezbędne na moim osiedlu. Lepiej było umieć się bić. Dużo czasu spędziłem, trenując judo.

ESQ: Mało „uliczna” dyscyplina.

ŁP: Ale uniwersalna. Na ulicy i tak umiejętności czysto sportowe nie wystarczą. Jednak w końcu musiałem zrezygnować z judo, bo miałem kłopoty z walką w parterze – przy okazji rozmaitych podduszeń panikowałem i zaczynałem zachowywać się niesportowo. Sport ciągnąłem do liceum.

ESQ: A potem?

ŁP: Odkryłem szkolne boisko. Tym razem jednak nie jako miejsce do uprawiania sportu – siedziało się tam. Chodziłem do warszawskiego liceum im. Kołłątaja, niedaleko była hala Banacha, a zaraz przy szkole – sklep z regionalnymi piwami z całej Polski. Nie wiem, ile rodzajów piwa tam było, ale dużo. Dziesięciominutowa przerwa w zupełności wystarczała, żeby wejść do sklepu, wypić piwo i wrócić na lekcję. A że tych przerw parę było, to nawet trochę pobiegaliśmy. Na szczęście ostatnia zwykle była muzyka, którą spokojnie mogliśmy przespać.

ESQ: Jak ty przeżyłeś to liceum?

ŁP: Nie jestem pewny… Pierwsze dwa lata nie były łatwe. Orłem nigdy nie byłem.

ESQ: Skończyłeś naukę po maturze?

ŁP: Nie wiedziałem, co chcę robić. To znaczy inaczej – wiedziałem, chciałem być gwiazdą rocka i najlepszym gitarzystą na świecie.

ESQ: Ale to wymaga pracy.

ŁP: Z tego rodzaju pracą nie miałem kłopotu. Bardzo się przykładałem. Ale, na szczęście dla mnie, w końcu się domyśliłem, że muzycznego talentu jednak mi nie wystarczy na zrobienie kariery.

ESQ: Jest kilku takich na polskim rynku, którzy też nie mają wielkiego talentu, a jednak kariery zrobili.

ŁP: Dlatego właśnie się cieszę, że mnie się nie udało. Granie zostało mi tylko jako hobby.

ESQ: Czyli masz gitarę w domu?

ŁP: Około sześciu. Szukaliśmy nałogu – jest nim kupowanie gitar!

 

Rozmawiała Anna Rączkowska. Całość rozmowy znajdziesz w nowym numerze "Esquire'a". Sprawdź, co jeszcze dla Ciebie przygotowaliśmy i śledź nas na Facebooku

 

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Reklama

Inne artykuły

Reklama