Sztuka współczesna czy dziecięce bazgroły?

Sztuka współczesna czy dziecięce bazgroły?

Nie chcemy deprecjonować wartości sztuki współczesnej. Jednak okazuje się, że nawet koneserzy sztuki miewają problem z odróżnieniem, co jest dziełem uznanych artystów, a co maziajami przedszkolaków.
03.04.2015

Na początek krótki test. Dwa z poniższych obrazów są dziełami współczesnych artystów, dwa namalowały dzieci z przedszkola. Odgadnij, które z nich namalowali zawodowcy. 

Obraz nr 1:

Obraz nr 2:

Obraz nr 3:

Obraz 4:

 

Prace wielkich mistrzów pędzla jak Pablo Picasso, Gustav Klimt czy Paul Cezanne bywały sprzedawane na aukcjach sztuki za olbrzymie kwoty. Postimpresjonistyczny obraz „Nafea Faa Ipoipo” Paula Gauguin'a został w lutym tego roku sprzedany za 300 mln dol., stając się zdecydowanie najdroższym dziełem malarskim w historii (poprzedni rekord był niższy o około czterdzieści milionów i od roku 2011 należał do „Grających w karty” Cezanne'a). Co jednak zastanawiające, to studwudziestoletnie dzieło niebawem może mieć konkurencję nie wśród innych uznanych artystów, lecz współczesnych malarzy. Coraz wyższe ceny osiągają bowiem prace abstrakcyjne, które niejednokrotnie można pomylić z dziecięcymi rysunkami.  

Słynne „No. 5, 1948” Jacksona Pollock'a, jest zdecydowanie najdroższe wśród prac abstrakcjonistów – w 2006 roku wydano na nie 140 mln dol. Pollock, jako przedstawiciel action painting, musiał się przynajmniej „namachać” pędzlem. Co jednak powiedzieć o pracach Marka Rothko („Orange, Red, Yellow”„White Cloud”) czy Barnetta Newman'a („Onement V”„Onement VI”„Anna's Light”), reprezentantów color field painting, których prace w ostatnich latach sprzedawane były po kilkadziesiąt milionów każda?  

Oczywiście nie można z góry negować artyzmu uznanego przez historyków i znawców malarstwa, jednak przyznać trzeba, że obecnie w sztuce można zaobserwować przerost formy nad treścią. O ile poeci zeszli do „podziemia”, a film i muzyka po prostu skupiły się na zarabianiu pieniędzy, o tyle artyści wizualni zdecydowanie postawili na szokowanie bądź abstrakcję, często łącząc obie opcje. Jaki jest ich przekaz? W którym momencie performance, instalacja czy bazgroły są jeszcze żartem, a kiedy stają się sztuką?  

Problem ten otwarcie podniesiono już dziesięć lat temu. Stacja ABC News wzięła na cel instalację „The Getes” Christo Jawaszew'a. Przez dwa tygodnie wzdłuż trzydziestu siedmiu kilometrów alejek w nowojorskim Central Parku ustawione było ponad siedem i pół tysiąca winylowych „bramek” – wielkim entuzjastą tego rodzaju sztuki był ówczesny burmistrz miasta, Michael Bloomberg. Z kolei mieszkańcy podzielili się na zwolenników bądź przeciwników modernizmu lub też osoby, których najzwyczajniej temat ten nie obchodził. Co jednak ważne, poruszono wówczas kwestię artyzmu współczesnej sztuki. Stacja poszła jednak dalej, wykonując serię testów: początkowo o znajomość abstrakcjonizmu zapytano internautów. Na stronie ABC News pojawił się quiz zawierający cztery modernistyczne prace oraz sześć zupełnie przypadkowych, acz przypominających je zdjęć. Wynik? Zwycięstwo obrazka kupionego na wyprzedaży za pięć dolarów. 

Kolejnym krokiem była prezentacja na żywo kilku abstrakcyjnych obrazów (między innymi „Laburnum” Hansa Hoffman'a, „Coffee Thyme” Sama Gilliam'a, „A Tree in Naples” Willema de Kooning'a, czy „Black Circle” Kasimira Malevich'a), pośród które wpleciono cztery rysunki autorstwa dwóch czterolatek, Hannah i Haley. Przepytano ponad tysiąc osiemset osób: ankietowani największą wartość artystyczną wskazali właśnie w pracach dziewczynek. Honoru sztuki mieli więc bronić eksperci – w końcu Nowy Jork to światowe centrum ekspresjonizmu abstrakcyjnego od lat czterdziestych ubiegłego wieku! Do testu zaproszono więc artystów oraz historyków sztuki. Ponownie pokazano wspomniane prace: niespodzianki? Najlepszy okazał się jeden z obrazków Hannah i Haley, z kolei „A Tree in Naples” zdecydowanie nie urzekło. Najniżej oceniła go Samantha Hoover, historyk sztuki z nowojorskiej School of Visual Arts, która jednocześnie zachwyciła się przestrzenią i głębią zaprezentowaną przez czterolatki. 

Co ciekawe, zaskoczeni wynikami artyści postanowili podzielić się z dziennikarzami także swoimi przemyśleniami na temat kształtowania się rynku sztuki. Na pytanie ABC News: „dlaczego ludzie chcą wydawać miliony dolarów na sztukę abstrakcyjną, jeśli nawet czteroletnie dziecko może malować w ten sposób?” bez ogródek mówi Deborah Gilbert: „czasem artyzm potwierdzony jest przez znawców i uczonych, czasem wystarczy rozgłos w mediach”. Jeszcze dosadniej wtóruje jej inny artysta, stwierdzając wprost: „funkcją sztuki jest sprawienie, by ludzie bogaci poczuli się ważniejsi”. Czy rzeczywiście tak jest? 

 

Odpowiedzi: 

Obraz nr 1 - ten obraz namalowało dziecko.
Obraz nr 2 - dzieło Sama Gilliama - afroamerykańskiego artysty z Missisippi, absolwenta Uniwersytetu w Louisville. Jego prace wystawiane były w nowojorskiej Momie. 
Obraz nr 3 - dzieło Hansa Hofmanna, jednego z czołowych twórców współczesnego ekspresjonizmu abstrakcyjnego.
Obraz nr 4 - ten obraz namalowało dziecko.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie