Bądź zabójcą – wywiad z Donaldem Trumpem
fot. Instagram @realdonaldtrump

Bądź zabójcą – wywiad z Donaldem Trumpem

Jego majątek szacuje się na cztery i pół miliarda dolarów. Ma cztery domy, hotele, kluby golfowe i winnicę. Spłodził piątkę dzieci. Nie ćpa, nie pali, nie pije, choć w 2006 roku wypuścił na rynek wódkę Trump. Teraz chce zostać prezydentem USA i zbawić swój kraj.
14.05.2016

Jego twarz po raz pierwszy objawia mi się na żywo, kiedy mknie pełnym luster korytarzem swojej siedziby - Trump Tower - na spotkanie z fotografem „Esquire’a”. Zatrzymuje się w przelocie i z odległości paru metrów obrzuca mnie wzrokiem. – Jaki przystojniak! – rzuca, a ja dziękuję. Jego rzeczniczka prasowa informuje go, że mam na imię Scott. – Dzień dobry, miło pana poznać – wita się ze mną Trump. Mówię, że wzajemnie. I już znika na końcu korytarza. A mnie się przypomina stary kawał komika Larry’ego Davida: „Mógłbym się zaprzyjaźnić nawet z doktorem Mengele, gdyby mi powiedział jakiś miły komplement. ‘Larry, masz dzisiaj świetną fryzurę!’ Naprawdę? Dziękuję, doktorze Mengele!”

 

Powiecie, że jadę po bandzie, wyciągając tu nazistowskie obozy śmierci. No, ale dlaczego nie? Dzisiejszy „Times” krzyczy o „rasistowskich kłamstwach” Trumpa i porównuje go do Joe McCarthy’ego i George’a Wallace’a, zupełnie pomijając niewygodny, chociaż istotny fakt, że Donald Trump niewiele ma wspólnego z tymi ludźmi i że żyjemy już w innym stuleciu. Ten facet zupełnie serio ubiega się o fotel najpotężniejszego człowieka na świecie, i jak prawdziwy kandydat czasu wojny, postuluje działania, które według panujących standardów prawnych są przestępstwami w świetle konstytucji czy konwencji genewskich.

 

„Będziemy musieli robić rzeczy, których nie robiliśmy nigdy dotąd” – powiedział między zamachami w Paryżu i San Bernardino. „Na pewno nie wszystkim się to spodoba, ale sądzę, że teraz już wszyscy rozumieją, że najważniejsze jest nasze bezpieczeństwo. Jeśli chodzi o zdobywanie informacji i rozpracowanie wroga, będziemy stosować środki wcześniej w tym kraju niewyobrażalne. Będziemy podejmować kroki, jakie jeszcze rok temu były nie do pomyślenia”.

 

 

 

Donald Trump przewiduje rejestrowanie i inwigilację amerykańskich muzułmanów, stosowanie tortur, karanie rodzin terrorystów, naloty dywanowe i deportację 11 milionów imigrantów. Takie są wstępne szczegóły megakontraktu, który negocjuje z wyborcami. Więc na potrzeby dyskusji nie wycofujmy ze stołu argumentów o pełzającym faszyzmie i Hitlerze, jeśli już o tym mowa. Trump, który właśnie wydał książkę „Crippled America” [„Kaleka Ameryka”], sprzedaje nam przekonanie, że to on właśnie jest jedynym człowiekiem wystarczająco silnym, żeby przywrócić Stanom Zjednoczonym wielkość, tak jak ją widzą ci najbardziej wściekli i przerażeni spośród nas. Obiecując błyskawiczne i bezbolesne zmiany, atakując, jątrząc i nieustannie przemawiając z ekranów telewizyjnych, Trump przekuwa swoją markę i popularność niemal w kult jednostki, bez precedensu w amerykańskiej polityce. Robi to w momencie, kiedy nad światem zawisły czarne chmury (a w krajach członkowskich NATO, Francji i Polsce, wpływy i władzę zdobywają partie skrajnie prawicowe), podczas zażartej republikańskiej kampanii prezydenckiej, prowadzonej przez ludzi, którzy zupełnie jawnie głoszą taktykę spalonej ziemi. Amerykańskie ulice spływają niewinną krwią, a Donald Trump po prostu świetnie to rozgrywa. Wczoraj wieczorem był w Columbus, stolicy stanu Ohio, za kilka godzin wyjedzie do Południowej Karoliny; ma 69 lat i niespożyte siły. Ale jest też inteligentny. Wielki i wyrazisty, nawet kiedy siedzi za biurkiem. Wciąż atrakcyjny.

 

Całą ścianę gabinetu wypełniają oprawione w ramki okładki czasopism przedstawiające Trumpa. W swoim czasie był zabójczo przystojny i mówię mu to głośno.

– Czas nie stoi w miejscu, prawda? Gdy patrzę na te wszystkie zdjęcia…– wzdycha.

– O, to był mój przyjaciel, John Kennedy Jr. Wspaniała uroda! Zdjęcie zrobione dzień przed jego śmiercią. Wydawał magazyn „George”, miał zamiar startować w wyborach do Senatu. Mógł zajść naprawdę wysoko. Serce pęka, kiedy się pomyśli o tragicznej historii tej rodziny.

– Był z nich wszystkich najlepszy. A tu zdjęcie z „The Apprentice”. Reality show numer jeden w telewizji.

– Masz na koncie wiele sukcesów – mówię.

– Podoba mi się ten facet – mówi Trump do swojej rzeczniczki, która siedzi za mną, nieco z boku. – Zwykle potrzebuję góra trzech sekund, żeby się na kimś poznać. Był tu kiedyś taki jeden z… co to tam było, „GQ”? To był człowiek najgorszego sortu. Wszedł o lasce. Nie był stary, ale miał coś z nogą. Znasz go?

– Nie.

– Najgorszy gatunek człowieka. Od razu powiedziałem: „Po co marnować na niego czas?” Najwyraźniej roztropnie zrobiłem, zakładając dobrej jakości garnitur, eleganckie buty i Rolexa. Myślę, że doktor Mengele też nie lubił niedołężnych kalek.

 

 

 

Zmieniam temat: – Jak ci się udaje utrzymać takie tempo? Jak się regenerujesz?

– Uwielbiam to, co robię. Kocham wszystko, czego dokonałem. Uwielbiam handel nieruchomościami, uwielbiam pisać książki. Wiesz, mam na koncie wiele bestsellerów, a „The Art of the Deal” była prawdopodobnie najlepiej sprzedającą się książką wszech czasów o biznesie. Zapewne przejdzie do historii.

– Program „The Apprentice” był niesamowity – zrobiliśmy czternaście sezonów. NBC przedłużyło mi kontrakt na dwa kolejne sezony, ale powiedziałem, że się nie podejmę, bo kandyduję na prezydenta. Odpuściłem wielkie pieniądze nie tylko z „The Apprentice”, ale i innych interesów, które mógłbym zrobić. Muszę z nich zrezygnować, bo zajmuję się teraz czymś innym. Kampania prezydencka to coś fantastycznego. Wczoraj wieczorem w Columbus zebraliśmy 14 tysięcy osób. Dziś w Południowej Karolinie będzie 10 tysięcy. Jedziemy do Myrtle Beach. 

– Musisz ćwiczyć, żeby być w formie?

– Widzisz, zazwyczaj przemawiam na wielkich arenach, bo na nasze spotkania wyborcze przychodzą ogromne tłumy. Ci wszyscy ludzie, je jestem w nich wręcz zakochany, a oni są zakochani we mnie i w moich koncepcjach, bo po prostu wiedzą, o co chodzi. Mamy już dość tego, że rządzą nami głupcy. Tak, tacy właśnie nami kierują – ludzie głupi i niekompetentni. Zanim skończę przemówienie, w salach zwykle robi się ciepło, bo nie są pomyślane na tak wielu gości. Na przykład wczoraj wieczorem byliśmy w centrum kongresowym, które nie było zaprojektowane na 14 tysięcy osób. Kiedy przemawiam, to jest zupełnie tak, jakbym ćwiczył na siłowni, prawdziwa zaprawa fizyczna. To naprawdę ciężka praca, kiedy się człowiek produkuje przed takimi masami – dla mnie teraz 10 tysięcy to raczej małe zgromadzenie. Świetne jest to, że jestem w stanie przemawiać bez przygotowania, bez teleprompterów, ponieważ potrafię mówić o bieżących wydarzeniach.

– Dzisiaj zamierzam poruszyć wiele tematów, których nie poruszałem wcześniej. Tu, na przykład, na pierwszej stronie „The Wall Street Journal”, mamy zdjęcie Putina z przywódcami Iranu. Spójrz tylko. Czy to nie przygnębiające? To jest z dzisiaj. To jest Putin z najważniejszymi ludźmi w Iranie. Dogadali się! Połączyli siły. A Obama doprowadzi nas do III wojny światowej, bo nikt go nie szanuje. On nie wie, co robi. Popatrz na to zdjęcie. Czy to nie straszne?

– Ale można też w tym widzieć dobrą stronę, znak, że świat może się zjednoczyć.Tak długo, jak są przeciwko nam.

– Miejmy nadzieję, że nie. Mam szesnastoletniego syna. A ty masz jeszcze młodsze dziecko.

– To prawda.

– Nie chcę nawet myśleć, do czego to doprowadzi, jeżeli sprawy wciąż będą się miały tak źle.

– Racja. Jest coraz gorzej. Za to kampania świetnie nam idzie. Trump prosi rzeczniczkę, żeby mnie potem poinformowała o wynikach nowych sondaży. Pytam o jego rodzinę i o to, dlaczego firma deweloperska jego ojca nosiła nazwę Elizabeth Trump & Son.

– Elizabeth Trump była moją babką, matką mojego ojca. Fenomenalna kobieta. Przybyła tu z Niemiec z mężem, a on pojechał na Alaskę w poszukiwaniu złota i w końcu wszedł w biznes hotelarski. Zapewniał dach nad głową górnikom poszukującym złota.

– O, na Alasce?

– Tak, na Alasce. Umarł na zapalenie płuc. Wiele zdziałał. Prowadził firmę hotelarską. Kwaterowali u niego ludzie, którzy szukali złota w Klondike.

– Czapki z głów.

– Niesamowita historia. A babka była wyjątkową kobietą. Dobrze ją pamiętam. Miała troje dzieci, brat ojca został cenionym inżynierem. Wykładał na MIT. Pojechał na studia taki kawał drogi i w końcu dostał tytuł doktora. Byle kto nie zostaje doktorem na MIT, tylko wybitnie inteligentni ludzie. A on był wykładowcą. Inżynier, niesamowicie bystry człowiek. Cieszę się, że mam takie dobre geny.

– Teraz startujesz w wyścigu o najważniejszy urząd na świecie. Co na to twoja rodzina?

– Nie czuje się komfortowo. Mój ojciec nigdy nie lubił przemawiać. Gdyby mnie zobaczył, jak wygłaszam mowę do 25 tysięcy ludzi… a w Alabamie na stadionie piłkarskim zgromadziliśmy aż 35 tysięcy. Średnio na moje spotkania przychodzi jakieś 10 tysięcy osób.

– Czy jesteś zaskoczony, że bogaty biznesmen z branży nieruchomości z Queens zdobywa takie poparcie?

– Tak, chyba jestem zaskoczony, Scott. Masz na imię Scott, prawda?

– Owszem.

– Tak, jestem zdumiony, że robimy postępy w takim tempie. No ale przecież nie robię tego, żeby przegrać, prawda?

– No oczywiście.

– Niektórzy robią to, żeby przegrać. Robią to tylko po to, żeby włączyć się do gry. Jak się popatrzy na niektórych ludzi, którzy kandydują, nie mając żadnych szans, to można się zastanawiać: na co im to? Ze mną jest inaczej – uważam, że mam realne szanse. Chociaż nigdy wcześniej tego nie robiłem. Jestem politykiem dopiero od czterech miesięcy i teraz z dużą przewagą prowadzę w wyścigu o prezydenturę. Ale na pewno bym nie pomyślał, że tak szybko zdobędę takie poparcie. Trudno uwierzyć. Ten wywiad ukaże się za dwa miesiące, tak? Do którego to numeru?

– Rzeczniczka mówi, że do lutowego*.

– Świetnie. 1 lutego mamy zebranie ścisłego kierownictwa partii w stanie Iowa. Teraz jesteśmy już bardzo blisko i zobaczymy, jak to się rozwinie. Ale nie uwierzyłbym, że to się będzie działo w takim tempie.

– Mam wrażenie, że ludzie naprawdę chcą silnego przywódcy.

– Racja.

– Przywódcy z prawdziwego zdarzenia. Ale przecież jesteś człowiekiem z sektora prywatnego. Myślisz o systemie checks and balances?

– Zawsze byłem postacią publiczną. Jestem od dawna znany i rozpoznawalny. Program „The Apprentice” wywindował mnie wysoko. Całe moje życie zaprowadziło mnie bardzo wysoko. Każdy szczegół mojej biografii jest znany, nie mam przed nikim tajemnic. I może dlatego tak dobrze mi idzie. Jak popatrzysz na sondaże, które podano wczoraj w Iowa, biję wszystkich, jeśli chodzi o gospodarkę, biję wszystkich pod każdym względem, mam cztero- czy nawet pięciokrotną przewagę. W sprawie gospodarki, w sprawie granic, w sprawie bezpieczeństwa. W sprawie przywództwa.

– Ale nasz ustrój działa tak, że żaden prezydent, nawet najsilniejszy, nie może być udzielnym władcą. Trzeba współpracować z Kongresem, rzeba…

– Prezydent ma dużą władzę i samodzielność, jeśli idzie o bezpieczeństwo i granice. A ja dużo rozmawiam z ludźmi. Znam nasz ustrój polityczny. Problem w tym, że Obama nie opiera się na demokracji. Cały czas podpisuje dekrety prezydenckie. Nie potrafi nawet Demokratów zmobilizować do poparcia, bo tak naprawdę rzadko spotyka się z ludźmi.Znam ludzi z jego partii, którzy nigdy go z bliska nie widzieli, a to ważne persony.

 

 

– Czytałeś słowo od naczelnego w „The New York Times” dziś rano?

– Tak, tak… Ale naprawdę świetny wstępniak był w „The Wall Street Journal”.

– Pojawiają się nazwiska George’a Wallace’a, Joe McCarthy’ego, widziałeś?

– Widziałem.

– Co ty na to? Dość radykalny tekst.

– Rzeczywiście. Ale proszę nie zapominać: „The New York Times” upada. Kupili „The Boston Globe” za 1,1 miliarda dolarów, a sprzedali za bezcen. Sprzedali swoją siedzibę za 170 milionów dolarów. A osoba, która ją kupiła, odsprzedała za 500 milionów. To był obraźliwy artykuł, włożono mnie do jednego worka z takimi kreaturami. Ale co można na to poradzić? „The New York Times” to po prostu upadająca gazeta. Stracili poziom. Tu masz dzisiejszy numer „The Wall Street Journal”. Tu jest doskonały tekst.

– Jeszcze nie czytałem.

– No to przejrzyj. Jednego dnia poświęcają mi dwa artykuły. Kiedyś można było o tym pomarzyć!

Pod koniec naszego półgodzinnego spotkania do gabinetu zagląda Ivanka. Trump akurat mówi o poziomie przemocy na jego wiecach.

– Interesujące – ktoś inny też zadał mi dziś to pytanie. W naszym kraju źle się dzieje. Jeżeli nie będziemy mądrzy i twardzi, wielu ludzi poniesie poważne szkody. Cześć, skarbie. To moja córka Ivanka. A to dziennikarz z „Esquire’a”.

– Super – mówi Ivanka, która z bliska jest w każdym calu tak cudownajak na zdjęciach.

– Jest w piątym miesiącu ciąży – mówi Trump.

– Już prawie w szóstym – poprawia Ivanka.

– Za pięć minut będę wolny, skarbie. No to słucham, Scott.

– Mam wrażenie, że świetnie się tym wszystkim bawisz.

– Rzeczywiście, świetnie się bawię. Kontaktuję się z tyloma ludźmi. To jakby święto miłości. I naprawdę ja ich wszystkich kocham, a oni kochają mnie. Nie da się tego opisać, jeśli się tam nie było.

– Kiedy pomyślisz, że Donald Trump może zostać najpotężniejszym człowiekiem na Ziemi – czy jesteś na to gotowy?

– Jasne, pod warunkiem, że będę miał dość szczęścia, by zdobyć prezydenturę. Nie robię tego dla siebie. Startuję, bo chcę wykonać potężną robotę i obrócić ten kraj o 180 stopni. Jaki kraj mamy teraz? Liczba zatrudnionych wynosi 100 milionów, a wie pan, że rzeczywisty wskaźnik bezrobocia wynosi 25%, a nie 5,2%? Prawdopodobnie to jest 25%, bo inaczej nie miałbym takich wieców, jakie mam. Uczciwie mówiąc, gdybyśmy mieli 5% bezrobotnych, na nasze spotkania wyborcze nie przychodziłyby takie tłumy. To jedna z tych rzeczy. Odbiorę miejsca pracy Chinom, wprowadzę zmiany w opiece zdrowotnej. Tyle rzeczy jest do zrobienia, Scott. Więc powtórzę, jestem całkowicie gotowy.

– Czy często się martwisz? Dobrze sypiasz?

– Świetnie sypiam. Nie mam skłonności do zamartwiania się. Robię, co mam do zrobienia, ale nigdy się nie zamartwiam. Znam życie. Wiem, o co chodzi. Nikt nie chce się niepotrzebnie zamartwiać.

– Obserwuję, co bycie prezydentem robi z ludzi, z Obamą i wszystkimi innymi. Tak szybko się starzeją.

– Owszem, prezydentura postarza. To jedno można powiedzieć – widziałem już wielu, którzy szybko się na tym urzędzie zestarzeli. I jestem na to przygotowany. Teraz czuję się bardzo młodo. Jestem przygotowany.

 

Tekst: Scott Raab

*Wywiad pierwotnie ukazał się w numerze lutowym amerykańskiego „Esquire’a”.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie