10 płyt z 2019 roku, które mogłeś przeoczyć (a szkoda by było)
Cass McCombs, Kornel Kovacs, Helado Negro/ Facebook

10 płyt z 2019 roku, które mogłeś przeoczyć (a szkoda by było)

W pierwszej połowie roku wyszło kilka znakomitych płyt, które nie doczekały się należytego rozgłosu. Czas uzupełnić playlisty o najlepszą muzykę z całego świata – od Chin, przez Hiszpanię i Danię po Meksyk.
12.07.2019

Erika de Casier „Essentials”

Nocne, klimatyczne r’n’b po europejsku. Gwiazdy tego nurtu z USA mogłyby się wiele nauczyć od Dunki, która zamiast sięgania po rapowe odrzuty i soulowe klisze chętniej stawia na szlachetne inspiracje w stylu Sade.

Czytaj też: Jakub Józef Orliński: coś całkowicie własnego

Helado Negro „This is How You Smile”

Eklektyczny pop nowojorskiego multiinstrumentalisty o ekwadorskich korzeniach? Bogactwa tej płyty nie da się oddać tak ogólnym wprowadzeniem – jest tu i folk, i bossa nova, i subtelna elektronika, i funk… I wszystko to wydaje się zupełnie bezboleśnie połączone w ciepłą, ani przez chwilę nie pozwalającą na nudę całość.

Kornel Kovacs „Stockholm Marathon”

Współczesny house niejedno ma imię. Sztokholmski producent wyspecjalizował się w połyskującej, przystępnej i niemal popowej odmianie tego gatunku. Nie dajcie się jednak zwieść – to, że ten album świetnie sprawdzi się zarówno nad jeziorem, jak i w klubie, nie odejmuje mu punktów za kompozycyjne wyrafinowanie.

James Ferraro “Requiem for Recycled Earth”

Elegia dla świata u progu ekologicznej katastrofy. Połączenie ambientu, awangardowej elektroniki i muzyki poważnej, które wymaga wytężonej uwagi, ale ostateczny efekt wynagradza zainwestowany czas.

Nilufer Yanya „Miss Universe”

Najntisowy kanon gitarowego, kobiecego popu w przygodowej wersji, meandrujący między trip-hopowymi, jazzowymi i soulowymi wpływami. Ile byśmy dali, żeby to właśnie piosenki Brytyjki królowały w rozgłośniach radiowych – a mają ku temu wszelkie predyspozycje.

 

Wasted Fates „Turbio”

Wg słów producenta jego drugi album to m.in dźwiękowa medytacja nad meksykańską narkokulturą. Znajdziemy tu elementy znane z coraz częściej dostrzeganych na Zachodzie nurtów tanecznej muzyki afrykańskiej, takich jak gqom, nie zabrakło też wpływów footworku, grime’u czy reggaetonu. Nie musicie się jednak obawiać erudycyjnej łamigłówki - ten intensywny, mroczny kolaż potrafi też nieustannie zaskakiwać melodyką, która zachwyci nie tylko fanów eksperymentu.  

Cass McCombs „Tip of the Sphere”

Klasyka amerykańskiego folku, country i rocka przefiltrowana przez wrażliwość jednego z najoryginalniejszych songwriterów swojego pokolenia. Fani The Beatles, Greatful Dead i Neila Younga powinni być wdzięczni światu za McCombsa.

Oso Leone „Gallery Love”

Od pierwszych dźwięków „Virtual U” słychać, że zespół z Hiszpanii nie ma sobie równych w pisaniu zwiewnych ballad i niestroniącego od gitar r’n’b, w którym znajdziemy też echa Talk Talk czy Durutti Column.

Różni wykonawcy „Cache 01”

Kompilacja labelu SVBKVLT z Szanghaju pokazuje, do czego tańczą klubowicze w Chinach – i świetnie sprawdziłaby się jako soundtrack do dystopijnego science fiction. Ta mieszanka wpływów z całego świata, uzupełniana o motywy wschodnioazjatyckie, brzmi naprawdę porażająco.

Body Meat "Truck Music"

Jeśli myśleliście, że wściekły, plemienny rytm perkusji, przywodzący na myśl skojarzenia z Animal Collective i Lightning Bolt oraz wokal zdradzający wpływ gigantów soulu to połączenie, które nie ma prawa zadziałać, to Christopher Taylor wyprowadzi was z błędu. Nietypowych połączeń i nowych form życia jest na "Truck Music" tak wiele, że trudno uwierzyć, że album trwa zaledwie 22 minuty. Sprawdźcie sami - o taką "muzykę przyszłości" walczyliśmy. 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie