Jak kupować (naprawdę) tanie bilety lotnicze?
fot. klasa biznes w Malaysia Airlines

Jak kupować (naprawdę) tanie bilety lotnicze?

Nie, Londyn za 500 zł to niekoniecznie dobra oferta – przekonuje nasz redaktor, który specjalizuje się w wyszukiwaniu najlepszych ofert.
14.07.2016

Autorem tekstu jest Marcin Kasprzak, w ciągu ostatnich 6 lat odbył 208 lotów, za które, jak żartujemy w redakcji, łącznie zapłacił 5 zł.

 

To nie jest tak, że latanie stało się moim hobby. To raczej wyszukiwanie tych lotów i radość, gdy udało mi się upolować coś naprawdę atrakcyjnego sprawia, że jak wpadam w trans, potrafię spędzić z wyszukiwarkami lotów nawet całą sobotę. Dlatego często zdarza się, że przychodzi ktoś do mnie i z dumą mi mówi „ha! miałeś rację z tymi tanimi lotami, udało mi się upolować bilety Wizzairem do Londynu za 800 zł”. Na widok moich wielkich oczu tłumaczy z już mniejszą dumą w głosie „ale to już z bagażem!”. Na porządku dziennym dostaję prośby typu „jakbyś mógł nam znaleźć bilety do Australii, tak do czterech tysięcy za osobę”. Wówczas na mojej twarzy gości szeroki uśmiech – dzięki takim osobom, reszta może latać taniej. Bo dobra cena dolotu do Londynu to czwarta część ww. kwoty, a za cztery tysiące za osobę da się dolecieć nie tyle do Australii, co oblecieć świat dookoła i to, przy dobrych wiatrach, nawet w dwie osoby.

 

Rozumiem oczywiście sytuacje, gdy ktoś musi lecieć nagle, z dnia na dzień, i z trudem można zredukować koszty. Rozumiem, jeśli ktoś uparł się na dany kierunek („sąsiedzi tak zachwalali te Wyspy Owcze” – tam akurat zazwyczaj jest drogo), ma wydzielany urlop w pracy i musi się zmieścić w konkretnym terminie. W tym mistrzem jest mój szef – potrafi zapytać mnie „Marcin, muszę lecieć w sobotę do Wiednia – znajdziesz mi proszę takie loty, żebym leciał lotowskim samolotem rano, ale przed 21:00 był już w Warszawie?”. Wówczas nawet najlepszy haker, który wkradłby się w wyszukiwarki linii lotniczej, nawet gimnastykując się niemiłosiernie i sprawdzając wszystkie opcje typu Miles&More, nie da się wyszukać czegoś sensownego (tym bardziej akurat na drogie lotnisko Schwechat w Wiedniu).

 

Na podstawie własnych doświadczeń spisałem wszystkie rzeczy, o których warto pamiętać, jeśli chce się latać naprawdę tanio.

 

Jak kupować tanie bilety lotnicze?

 

1. Bądź elastyczny.

 

To nie linie lotnicze dostosowują się do twoich terminów, ale ty musisz dostosować się do linii lotniczej. Sorry – to jak z szafkami z Ikei – tak przesuwasz ścianę, żeby się wpasować w ich wymiary, a nie odwrotnie. Zmiana jednego lotu, dajmy na to, z wtorku na poniedziałek, potrafi podwyższyć cenę nawet dwukrotnie. Dlatego zawsze korzystam z wyszukiwarek uwzględniających podgląd tygodniowy (kiedyś najlepszy miała Tripsta.pl, dziś różnie to u nich bywa) lub chociaż z tolerancją dnia wcześniej lub dnia później (tak robi chociażby lataj.pl czy większość stron przewoźników). Oczywiście czasem warto sprawdzić, czy takie przedłużenie wakacji o jeden dzień nam się bardziej opłaci – dajmy na to w takim Amsterdamie, gdzie hotele są bardzo drogie, z całą pewnością nie. Ale chociaż zyskujemy dzień więcej, by pojeździć rowerem, odwiedzić więcej sal w Rijksmuseum albo zjeść kolejne ciastko.

 

2. Nie czekaj

 

To najważniejsza zasada. Śmiało mógłbym napisać książkę o miejscach, których nie odwiedziłem, o podróżach, których nie odbyłem, o złotówkach, których nie wydałem, bo postanowiłem się jeszcze zastanowić, lub – co gorsze – dać się zastanawiać innym. Jeśli w wyszukiwarkę wskoczyły satysfakcjonujące ceny, wówczas nie ma co czekać i liczyć, że „przecież przez noc się nie zmienią!”. Po pierwsze – linie lotnicze zatrudniają specjalistów śledzących błędy taryfowe, po drugie jeśli „rzucili” tanie bilety to rozchodzą się one w błyskawicznym tempie, niczym torebki Wittchena w Lidlu w poniedziałkowy poranek. Tym bardziej, że w przypadku lotów po Europie to zazwyczaj małe kwoty – wyskoczył Budapeszt za 20 zł? Najpierw kupuj. Jeśli nie będziesz mógł lecieć, jedynie bilety przepadną.

 

3. Planuj z wyprzedzeniem

 

Rozumiem, że każdy ma swój rytm pracy – w moim przypadku, pracując w miesięczniku wiem plus minus, kiedy numer jest w drukarni, kiedy jest relatywnie spokojniej, czyli kiedy mogę uciec na małe wakacje. Jednak zawsze zastanawia mnie, dlaczego dorosła osoba o unormowanym życiu zawodowym zastanawia się czy pasuje jej wyjechać na tydzień w lutym, choć rozmawiamy o tym w lipcu poprzedniego roku. Z moją partnerką wyznajemy zasadę – jeśli są kupione bilety, wpisane urlopy na, powiedzmy, za pół roku, to mając to w perspektywie zawsze staramy się pozamykać nasze sprawy i z owych biletów skorzystać. Dlatego nigdy nie udało nam się polecieć na wakacje „last minute” – zawsze jest coś do zrobienia i zawsze takie wakacje można przesuwać. Zazwyczaj w nieskończoność, bo w kalendarz zdążyły wpaść inne plany.

 

4. Lataj tylko z bagażem podręcznym

 

To dotyczy nie tylko tanich linii, ale też linii rejsowych – w AirBerlin, SASie czy AirBaltic pobieranie opłat za bagaż nadawany od dawna jest standardem. Do tego grona dołączył też AirFrance, Lufthansa i nasz polski LOT. Bagaż bywa wielokrotnie droższy od biletu – o ile przy tygodniowych wakacjach jego zakup jest koniecznością, to na weekendowe city-breaki zazwyczaj wystarczy mała kabinowa walizka, a nawet – jeśli to wyjazd w ciepły kierunek, gdzie większość czasu spędzić w szortach nad basenem – tzw. „mały bagaż podręczny”, który oferuje bezpłatnie Wizzair.

 

5. Nie bój się przesiadek

 

Lecąc do Lizbony czy Maroka wystarczy się przesiąść w Bergamo czy Dortmundzie, gdzie najłatwiej upolować tanie połączenia z polskich lotnisk. Wybieraj loty z odpowiednio długą przesiadką, by w przypadku spóźnienia samolotu z Polski, nie przepadły ci bilety na drugą część podróży. Udało mi się kiedyś lecieć do Nowego Jorku za 127 zł w dwie strony. Minusy (choć dla mnie plusy!) – wylot był z Genewy, powrót do Mediolanu – wówczas musiałem tam nie tylko dolecieć, ale też w Genewie spędzić jedną noc. Tanie latanie nie jest niestety dla tych, którzy chcieliby zawsze wylatywać z Warszawy i lecieć bezpośrednio. Warto zmienić optykę – jeśli masz możliwość lecieć na Bali liniami China Airlines za 1400 zł, nie drżyj na myśl, że wylatujesz z Amsterdamu i masz dobową przesiadkę na Tajwanie. Choć musisz dopłacić za loty do Amsterdamu i hotel na Tajwanie, to niejako pobyt w tych dwóch miastach można potraktować jako przyjemny gratis. Póki oczywiście zdrowie i kondycja na to pozwolą.

 

6. Podziel rezerwację

 

Jeśli lecicie w wiele osób. Linie lotnicze często podają liczbę miejsc na lot w danej taryfie. Jeśli chcesz kupić więcej biletów – podziel rezerwację. Najpierw kup np. trzy bilety w najtańszej taryfie, potem dokup w tej nieco droższej. Inaczej system automatycznie narzuci wyższą taryfę dla wszystkich biletów. Tak było, gdy rezerwowaliśmy wakacje – bilety do Gruzji liniami EstonianAir z wylotem z Rygi i przesiadką w Tallinie kosztowały bodajże 400 zł, ale w tej puli takich biletów było tylko 6. Kupiliśmy je, następnie dokupiliśmy cztery w wyższej cenie (600 zł) i rozliczyliśmy się wszyscy na podstawie średniej arytmetycznej. Gdybym wpisał od razu 10 biletów, wówczas wszyscy zapłacilibyśmy 600 zł. Niby to nadal małe kwoty, ale dla poszukiwacza okazji lotniczych to plama na honorze.

 

7. Korzystaj z opcji multi-city

 

Czyli wylot z jednego miasta (np. z Berlina – dojedziesz pociągiem, a w międzyczasie zjesz bratwursta i sprawdzisz co tam w Martin-Gropius-Bay) powrót do drugiego (np. do Warszawy – w drodze powrotnej zwykle jak najszybciej chce się być w domu). Lub, w drugą stronę: przylot do jednego miasta (np. do Tokio), a powrót z innego (np. z Osaki). Właściwie wszystkie najtańsze bilety, jakie udało mi się upolować były w tej formule – np. przylot do Chicago, a powrót z Nowego Jorku kosztował mnie 520 zł liniami United, na jednym bilecie, z wygodną przesiadką w Brukseli. Tym bardziej, że są kierunki, które wręcz się o to proszą – lepiej polecieć do Pekinu, a wracać z Szanghaju (albo Hongkongu) niż po całej objazdówce po Chinach musieć wrócić z powrotem na lotnisko do chińskiej stolicy.

 

8. Zwróć uwagę na jakim lotnisku lądujesz

 

Niektóre porty tanich linii są znacznie oddalone od miasta, którego nazwę noszą. Wizzair przez długi czas lotnisko w Pyrzowicach nazywał „Kraków-Katowice”. Rekordzistami są lotniska Skavsta, oddalone od Sztokholmu 100 km i Oslo Torp aż 120 km od centrum norweskiej stolicy (i z tego co pamiętam nawet 250 zł za pociąg, by z niego dojechać na Oslo-Sentralstation). Zanim kupisz bilet – sprawdź opcję dojazdów do centrum miasta czy przypadkiem nie bardziej opłaca się wylądować na, dajmy na to Schipol w Amsterdamie niż w Eindhoven, gdzie lądują tanie linie (dojazd kosztuje 28 euro w jedną stronę).

 

9. Nie bój się pośredników

 

Zdarza się, że w wyszukiwarkach typu kayak.pl czy budgetair.com ceny na te same połączenia są niższe niż na oficjalnej stronie przewoźnika. Powód? Duży gracz nagania liniom wielu klientów, dzięki czemu dostaje lepsze marże. Minus? Jeśli linia lotnicza zmieniła godziny lotów, wówczas zmiany rezerwacji zazwyczaj przechodzą przez przewoźnika. Kiedyś robiłem rezerwację w DenaTravel – to duży gracz na australijskim rynku – i za jedną rozmowę telefoniczną, w której konsultowaliśmy zmiany połączenia, zapłaciłem prawie dziesiątą część ceny biletu. Mimo wszystko nie warto się przed nimi wzbraniać, chyba że firma ma wyjątkowo złą reputację.

 

10. Sam poszukaj.

 

Strony typu www.loter.pl czy www.fly4free.pl rozbudzają apetyty na podróże i podają mnóstwo praktycznych porad jak szukać połączeń. Często jednak w danej taryfie jest tylko kilka miejsc w samolocie i po wrzuceniu informacji na strony główne serwisów wyprzedają się one w kilka minut. Warto naśladować mechanizmy wyszukiwania lotów, które proponują (np. do Iranu najtaniej dolecieć Pegasusem z Lwowa) i znajdować najlepsze oferty samemu. Wyjątkiem są promocje, o których zawsze są dobrze poinformowani. Dzięki nim udało mi się kupić bilety na Malediwy za 1400 zł w promocji Emirates (były też Seszele za 1720 zł).

 

11. Nie bądź lotniczym snobem

 

Wiadomo – najwygodniej byłoby latać wszędzie Emirates, bo już z Warszawy wylatujemy samolotem szerokokadłubowym, mają przyjemny system rozrywki i duże porcje, nawet w klasie ekonomicznej. Jednak w przypadku europejskich linii lotniczych właściwie mało jest rzeczywiście złych wyborów. Ja nie rekomenduję tylko UIA – ukraińskich linii lotniczych, bo ich flota jest na tyle przestarzała, że w boeingach 767 nie ma telewizorków w zagłówkach, co przy 10-godzinnym locie do Bangkoku może być pewnym minusem (tu jednak warto dopłacić). Jakiś czas wzbraniałem się przed Aeroflotem, który miał w Polsce złą prasę. Zupełnie niezasłużenie – szybka przesiadka, nowy terminal lotniska Szeremietiewo, nowy Airbus A330-300, bardzo przyzwoity serwis, no i połączenie do Azji bardzo dobre, bo nie nadrabiamy trasy wracając się do Frankfurtu czy innego Londynu.

 

12. Zbieraj mile

 

Wprawdzie z roku na rok atrakcyjność tego programu spada, to nie warto się zniechęcać. Wprawdzie często bawi mnie, jak wpisuję w wyszukiwarkę premiowanych biletów np. połączenie Warszawa – Sarajewo i wyskakuje mi 30 tys. mil plus 1000 zł opłat lotniskowych, gdy ten sam lot w dowolnej wyszukiwarce kosztuje 700 zł, to czasem mile mogą nas uratować. A to, jeśli przyjdzie nam lecieć z dnia na dzień, a to jeśli zebraliśmy ich na tyle dużo, że możemy sobie zrobić upgrade do klasy biznes. Mile opłaca się wykorzystywać także na loty krajowe, np. wewnątrz Stanów Zjednoczonych – za lot z Chicago na Portoryko i powrotem do Nowego Jorku zostałem pozbawiony 15 tys. mil, a w gotówce za opłaty lotniskowe zapłaciłem kilkanaście dolarów.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie