Punk na bank. Jakie inspiracje ukształtowały styl Wojtka Mazolewskiego?
Fot: AKPA

Punk na bank. Jakie inspiracje ukształtowały styl Wojtka Mazolewskiego?

Mój styl wynika ze starej punkowej zasady „zrób to sam” - przyznaje Wojtek Mazolewski, muzyk, artysta wymykający się łatwym definicjom.
07.08.2019

Już w podstawówce przerabiał z kumplami katany marki Odra, skórzane kurtki czy choćby T-shirty. Robił naszywki i znaczki, eksperymentował z włosami i wizerunkiem; trochę jak Vivienne Westwood i Malcolm McLaren z czasów, gdy stylizowali zespół Sex Pistols. Vivienne zresztą, jego zdaniem największa „punkówa” na świecie, do dziś stanowi dla niego inspirację. A trzyczęściowy garnitur w kratę autorstwa Westwood należy do jego ulubionych. Co, poza samą ekspresją artystyczną, podoba się Wojtkowi w projektantce? To, że jest wiarygodna. Zarówno moda, jak i jej społeczne czy proekologiczne akcje są spójne z tym, jakim człowiekiem jest. No i ma niepodrabialny styl. „Gdziekolwiek jesteś na świecie, od razu rozpoznasz, co wyszło spod jej ręki” – mówi Mazolewski.

Akademia Esquire’a: jak nosić sportową marynarkę?

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Wojtek Mazolewski (@wojtekmazolewski)

W Polsce podobnie niepodrabialny styl ma on sam. W latach 90., mimo że pojawiły się nowe możliwości i pierwsze sklepy z zagraniczną modą, Wojtek Mazolewski pozostał wierny duchowi DIY. „Nawet przed chwilą przerabiałem sobie starą koszulkę Grateful Dead: podarła mi się na imprezie, więc zszyłem ją agrafkami” – oświadcza, gdy rozmawiamy na godzinę przed „partyzanckim”, bo szykowanym w tajemnicy koncertem w hali głównej stołecznego Dworca Centralnego. Ten występ, jak zauważa, także wpisuje się w punkową formułę spontaniczności i buntu wobec utartych zasad i kanonów. Mazolewski do dziś też sam ozdabia ubrania, by odzwierciedlić w nich identyfikację wizualną swoich projektów muzycznych. Najnowszy, płytę „Philosophia”, którą nagrał z Johnem Porterem, symbolizują pioruny w literze „O”. „Zamierzam ozdobić nimi swoje kurtki” – wyjaśnia artysta.

Akademia Esquire’a: jak wybrać (i nosić) idealną koszulę

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Wojtek Mazolewski (@wojtekmazolewski)

Oprócz punku, ale też jazzu czy rocka, inspiracją dla jego stylu zawsze były podróże. We Włoszech, przy okazji trasy z Pink Freud, poznawał miejscowych krawców i odkrywał tajniki włoskiego szyku. W Londynie, dzięki bratu Łukaszowi, który mieszkał tam wiele lat i uczył się fryzjerstwa, poznawał najnowsze trendy i najlepsze sklepy. Fascynuje go też Tokio. „Gdy pojechaliśmy tam w pierwszą trasę, przez dwa tygodnie spaliśmy po dwie, trzy godziny na dobę, a po kilkunastogodzinnej podróży powrotnej, wylądowaliśmy o 19.30 na Okęciu, by godzinę później zagrać jeden z naszych najlepszych koncertów. Taka to była energia!” – wspomina Wojtek Mazolewski. Jak przyznaje, w Japonii wszystkie pieniądze wydał na ciuchy: pokochał Rei Kawakubo i Yohjiego Yamaoto, za łamanie form w modzie, nowe kształty, geometrię, odniesienia do architektury. Poznał też wielu japońskich awangardzistów; zagrał nawet na pokazie mocno punkowej marki Diet Butcher Slimskin. W Japonii zaprzyjaźnił się też z Seigenem Ono, autorem muzyki do pokazów Comme des Garçons, współpracownikiem Davida Byrne’a, Talking Heads czy Johna Zorna. „Jestem dumny, że wyprodukował koncert Mazolewski Quintet” – cieszy się.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Wojtek Mazolewski (@wojtekmazolewski)

I wreszcie Los Angeles. Podczas pierwszego pobytu w Kalifornii, jak opowiada, zwiedził wszystko, co się dało, z klubami pokroju Whisky a Go Go, gdzie zaczynali Led Zeppelin, The Doors czy Guns N’Roses włącznie. Tam na nowo odkrył styl vintage, ale i uświadomił sobie, jakim dziełem sztuki mogą być kapelusze. Na przykład te, które produkuje Nick Fouquet. „Personalizowane, szyte na twoją głowę, są wyjątkowe. Zaprzyjaźniłem się też z legendarnym Mr. Gunnerem Foxem, który robi kapelusze między innymi z dodatkiem oryginalnych elementów końskich uprzęży z końca XIX wieku, sam je maluje i opala. Proces tworzenia modelu trwa u niego długo i przypomina pracę lutnika” – relacjonuje Mazolewski.

 

Tekst Michała Zaczyńskiego ukazał się w najnowszym (4/2019) numerze „Esquire’a”

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie