Proszę wstać! Historia początków Viagry
Fot: iStock

Proszę wstać! Historia początków Viagry

Dwadzieścia lat temu trafiła do aptek i zmieniła życie seksualne mężczyzn (a także kobiet). Najpierw jednak producent charakterystycznych niebieskich pigułek musiał przezwyciężyć opór ze strony przemysłu farmaceutycznego, lekarzy, polityków i księży. Przekonanie wszystkich, że mężczyźni zasługują na wzwód to efekt pracy dwóch facetów. Oto historia biznesu wartego trzy miliardy dolarów rocznie.
29.03.2019

Według chińskiego kalendarza, 2017 rok był rokiem koguta. Z kolei 2018 jest rokiem psa. Ale to także rok pigułki: VIAGRY. Dwie dekady temu ten innowacyjny lek zwalczający zaburzenia wzwodu u mężczyzn trafił na rynek. I odtąd nic nie było już takie samo.

Duży popyt na Viagrę i wysoka cena (w Polsce około dwadzieścia złotych za pigułkę) uczyniły z niej jeden z najczęściej podrabianych leków na świecie oraz jeden z najlepiej sprzedających się przez internet produktów farmaceutycznych. Wyniki badań podane podczas Światowych Dni Medycyny Seksualnej wskazują na to, ze blisko trzy czwarte Viagry sprzedawanej online to podróbki. Używanie podrabianych leków na zaburzenia erekcji może mieć paskudne konsekwencje: uszkodzenia wątroby, wylewy, a nawet zgony nie są rzadkością. Kilka lat temu były koszykarz Los Angeles Lakers Lamar Odom niemal udusił sie w domu publicznym w Nevadzie po zażyciu kokainy i podrabianych leków na zaburzenia erekcji. Gdy jednak sildenafil (tak brzmi naukowa nazwa specyfiku sprzedawanego jako Viagra) stał sie lekiem generycznym, czyli takim, który ma tańsze zamienniki, od razu poprawiła się jego dostępność, cena spadła o połowę, a jego użytkowanie zrobiło się znacznie bezpieczniejsze.

Kiedy nie działa. Rozmowa z seksuologiem o problemach z erekcją 

Konserwatyści na ratunek życia seksualnego 

Viagra jest dzisiaj produktem znanym na całym świecie. Nadal jednak niewielu wie, jak doszło do wprowadzenia tego specyfiku do sprzedaży. Jak to się stało, że kilku nieszablonowo myślącym pracownikom firmy Pfizer, najbardziej konserwatywnego amerykańskiego koncernu farmaceutycznego, udało się stworzyć ten produkt? Gdy Viagra debiutowała na rynku, pomysł sprzedawania pigułki, która pomoże mężczyznom uprawiać więcej seksu, w najlepszym wypadku wydawała się szalona, choć nie brakowało tez zarzutów, że to niemoralne.

Właściwie to cud, ze Viagra w ogóle powstała. Ludzie, którzy pracowali nad „niebieską pigułką” przeciw sobie mieli nie tylko przełożonych w Pfizerze (którzy obawiali sie, ze ich firma stanie sie pośmiewiskiem), ale tez katolickich duchownych (dla których było to niemoralne), ekspertów medycznych (którzy twierdzili, że pacjenci będą wstydzić się prosić o pigułkę na wzwód) i polityków (którzy lobbowali przeciwko pigułce z tego samego powodu, co Kościół).

Z tymi wszystkimi przeciwnościami uporali sie dwaj pracownicy firmy Pfizer: Rooney Nelson, młody specjalista od marketingu wywodzący się z Jamajki oraz Sal Giorgianni, o pseudonimie „doktor Sal”, włoski farmaceuta z Queens. To oni zbierali wszystkie gromy ciskane w pomysł wyprodukowania tabletki pomagającej w zaburzeniach erekcji. Mimo nacisków, klątw, chóru sceptyków i powszechnego w niektórych kręgach zgorszenia, wykonali swoją pracę. W dwudziestą rocznicę pojawienia się Viagry na rynku doktor Sal i Rooney Nelson opowiedzieli „Esquire’owi” o tym, jak narodził się lek, po którym świat nie był już taki sam.

Firma Pfizer istnieje od 1849 roku, wielkie pieniądze przyniosła jej produkcja penicyliny dla armii amerykańskiej podczas drugiej wojny światowej. Pozostawała jednak w tyle za większymi rywalami, takimi jak Merck czy Johnson & Johnson. Wszyscy czekali na jakiś przełom. Ten nadszedł tak, jak zwykle nadchodzą przełomy – gdy nikt sie go nie spodziewał. Naukowcy z laboratorium firmy Pfizer w Sandwich, miasteczku u wybrzeży Anglii, dokonali dziwnego odkrycia podczas testowania leku pomagającego zwalczać nadciśnienie płucne. Ochotnicy, którzy przyjmowali lek trzy razy dziennie, zgłaszali występowanie szeregu skutków ubocznych. Na tej liście znalazły się bóle mięśni, bóle głowy, a także dyskomfort pojawiający się podczas przełykania. Jeden z ochotników powiedział Ianowi Osterlohowi, który w 1991 roku prowadził te badania dla firmy Pfizer, że u niektórych uczestników występowała erekcja.

Zaburzenia wzwodu przez lata leczono wątpliwymi i wysoce niekomfortowymi metodami, takimi jak choćby zastrzyki w penis. Iana Osterloha zaintrygowały doniesienia o erekcjach wśród pacjentów testujących leki na nadciśnienie płucne, ale inni lekarze nie zwrócili na to uwagi. Trzy dekady temu impotencji nie uważano za chorobę, a raczej za problem o podłożu psychologicznym. W ogóle zaburzeń erekcji nie uznawano za cos, czemu można zaradzić, biorąc tabletki.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Pfizer Inc. (@pfizerinc)

Osterloh był jednak dociekliwy, dlatego uznał, że temat wymaga dodatkowych badań. Pfizer wyraził zgodę, choć określono, ze to „badania o niskim priorytecie”. Do badan zaangażowano dwunastu mężczyzn. Chodziło o upewnienie się, czy wspomniane wzwody były jedynie nieistotną anomalią. Kiedy badani znowu zaczęli informować o erekcjach, Osterloh i jego podwładni zrozumieli, ze zupełnie przypadkiem odkryli lek na coś zupełnie innego niż nadciśnienie płucne. Przypadkiem trafił się im środek, który mógł poprawić życie seksualne milionów mężczyzn.

Skutki uboczne "na ptaszka" 

David Brinkley, dyrektor do spraw nowych produktów w firmie Pfizer, był zachęcony nowym odkryciem, bo wiedział, ze ma ono potencjał rynkowy. Szybko przekonał się jednak, że mało kto podziela jego entuzjazm. „Sama rozmowa o lekach poprawiających życie seksualne dla wielu ludzi w firmie była trudna – wspomina. – Temat nie był uznawany za odpowiedni”. Przełożeni tłumaczyli mu do znudzenia, ze sprzedawanie ludziom „skutków ubocznych”, nawet tak zaskakujących jak poprawa sprawności seksualnej, nie mieści się w modelu biznesowym firmy.

Po tym, gdy ustalono ponad wszelka wątpliwość, ze testowany specyfik poprawia wzwód, nie było wątpliwości: to nie był skutek uboczny, ale bezpośredni efekt działania substancji. W 1996 roku firma dała Davidowi Brinkleyowi zielone światło, żeby zaprezentował ów specyfik. Nazwano go Viagra. Wybrano słowo, które nie miało żadnego znaczenia, a o jego wyborze zdecydowało głównie to, że według marketingowców nazwy leków rozpoczynające się na literę „V” lepiej się sprzedają.

Brinkley wiedział, ze jeśli Viagra ma odnieść sukces, musi być traktowana poważnie. Na początku było z tym trudno. Gdy Nelson, człowiek który odpowiadał później za wprowadzenie leku na rynek, po raz pierwszy usłyszał od Davida Brinkleya o tym „lekarstwie na ptaszka”, parsknął śmiechem. „Na początku reakcja zawsze była taka sama: rechot” – wspomina dzisiaj.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Pfizer Inc. (@pfizerinc)

Żeby wypromować ten produkt, potrzebna była ekipa, która połączy bezczelność i styl. W Pfizerze powstał więc szczególny duet: Rooney Nelson i Dr Sal. „Widziałeś film »Bliźniacy« z Arnoldem Schwarzeneggerem? – pyta Nelson ze śmiechem. – Byliśmy jak ci bliźniacy. Sal był niski, pulchny, towarzyski, o włoskiej urodzie. Ja z kolei jestem wysoki, ciemnoskóry, niezbyt sympatyczny i ciągle gadam o biznesie”. Dr Sal był świetnym dopełnieniem Nelsona – farmaceuta z piątką dzieci, dyplomami uniwersytetu Columbia, o nieco kpiącym sposobie bycia, był w firmie Pfizer dyrektorem do spraw relacji zewnętrznych, ekspertem medycznym odpowiedzialnym za wizerunek firmy. Viagra mogła go nadszarpnąć bardziej niż jakikolwiek inny lek, który wprowadzał na rynek w swojej osiemnastoletniej karierze w Pfizerze. „To była wówczas bardzo konserwatywna firma – mówi – a my mieliśmy zacząć sprzedawać lek poprawiający sprawność seksualną”. Sprzedanie Viagry światu zależało wyłącznie od wiedzy i doświadczenia Dr. Sala, a także od marketingowego talentu Nelsona.

Całą historię Viagry, opisaną przez Dave’a Kushnera, znajdziecie w numerze 6/2018.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie