Portfel: James Patterson
Fot: Starstock

Portfel: James Patterson

Jest najlepiej zarabiającym pisarzem na świecie, mieszka w olbrzymiej posiadłości na Florydzie, a pierwsze zarobione pieniądze wydał na frytki (były przesolone). Autor "Kolekcjonera" opowiedział nam o pierwszych zarobionych pieniądzach, podejściu do inwestycji i zawartości portfela.
07.11.2018

Jeśli na stole pojawiają się pieniądze, bierz je. Zgarnij wszystko. J. Walter Thompson (agencja reklamowa, w której Patterson był prezesem – przyp. red.) bardzo chciał, żebym został na stanowisku. To było w 1987 roku, firmie groziło przejęcie przez rywala i szefowie Thompsona nie chcieli mnie stracić. W negocjacjach pojawiły sie trzy opcje do wyboru. Zapytałem mojego doradcę, który współpracował też z Tomem Cruise’em i Christopherem Reeve’em, który pakiet powinienem wybrać. Odpowiedz brzmiała: „Wszystkie trzy”. Jeśli druga strona przedstawia kilka propozycji, to znaczy, że jest gotowa oddać wszystkie. I dokładnie tak się stało.

Czytaj też: To co wiem: Karl Ove Knausgard 

Teraz mam przy sobie zapewne trzysta albo czterysta dolarów w gotówce. Ale pamiętam, ze gdy miałem dwanaście lat, moje kieszonkowe wynosiło 20 lub 25 centów tygodniowo. Trzeba było dobrze kombinować, na co wydać tę kwotę. W czasach, gdy służyłem do mszy jako ministrant, mój kolega rzucił pomysł: „Idziemy na frytki”. Tak też zrobiliśmy. Pamiętam, ze usiedliśmy na trawie o zmroku i jedliśmy je. Czułem sie, jakby poszedł do drogiej restauracji. Do dzisiaj pamiętam ten smak – tłuste, zdecydowanie zbyt słone. Po prostu wyjątkowe. To była ekstrawagancja.

W portfelu nosze dziwne rzeczy. Mam gotówkę, karty kredytowe i debetowe, prawo jazdy, a także kartę uprawniająca mnie do szybszej obsługi podczas odprawy na lotniskach. Mam tez mały długopis, bo ludzie nieustannie proszą mnie o autograf. Noszę również jednodolarowy banknot z odręcznym napisem: „Wszystkiego najlepszego, mistrzu”. To od mojego przyjaciela. Kiedyś ograłem go w golfa i w nagrodę dał mi ten banknot. Noszę też kalendarze na bieżący i przyszły miesiąc, po to, żebym mógł szybko sprawdzić daty – nie mam przy sobie telefonu. Można nazwać mnie grzybem albo dinozaurem, nie obrażę się. Telefonu właściwie nie używam, zabieram go jedynie w podróż, ponieważ nie znoszę płacić kosmicznych stawek za połączenia wykonywane z hotelowych telefonów.

Jestem słaby w zmyślaniu - rozmowa ze Szczepanem Twardochem 

Mamy absurdalnie wielki dom w Palm Beach na Florydzie. Kupiliśmy go w 2009 roku, gdy na rynku nieruchomości trwała bessa. Ta posiadłość była wówczas ruina, ale miała bardzo atrakcyjna cenę. Jest tam zdecydowanie za dużo powierzchni w stosunku do naszych potrzeb, dlatego czasami czuję się głupio z tego powodu. Ale zarazem ten dom to moje miejsce na Ziemi.

Ralph Waldo Emerson rzekł: „Pieniądze niekiedy kosztują zbyt dużo”. To prawda. Mój syn chodzi do szkoły z dzieciakami, które już dzisiaj wiedzą, że wybiorą karierę w bankowości inwestycyjnej. Są gotowi poświęcić kawał życia i pracować po 90 godzin tygodniowo w zamian za obietnicę bycia milionerem. Tylko czy warto płacić taką cenę?

Rozmawiała Julia Black. Cały tekst ukazał się w numerze 5/2018 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie