Co za dużo, to niezdrowo. Jak diagnozować i leczyć seksoholizm?
Fot: iStock

Co za dużo, to niezdrowo. Jak diagnozować i leczyć seksoholizm?

Piotr Gumienny, psychologi i seksuolog, opowiada Magdalenie Kuszewskiej o patologicznej hiperseksualności.
22.11.2018

ESQUIRE: Mam wrażenie, ze nadużywamy określenia „seksoholizm”. Kogoś, kto zmienia często partnerki, szufladkuje się jako seksoholika.

PIOTR GUMIENNY: Mam podobne wrażenie. A przecież seksoholizm nie oznacza nadmiernego popędu płciowego! Ważny jest wątek uzależnienia i braku kontroli.

ESQ: Kiedy możemy nazwać kogoś seksoholikiem?

PG: Uzależnienie od seksu bywa nazywane również nałogową seksualnością, erotomanią, ale i patologiczną hiperseksualnością. To ostatnie określenie jest według mnie najbardziej rzetelną definicją zjawiska, o którym mówimy. Nam, specjalistom, wciąż trudno diagnozować uzależnienie od seksu, bo w świecie nauki brakuje jednoznacznych kryteriów seksoholizmu. One są dopiero tworzone przez zespoły naukowców. Ale sporo już na ten temat wiem. Na przykład to, że problem z patologiczną hiperseksualnością wykazuje osoba, która przez minimum sześć miesięcy ma nawracające, intensywne fantazje erotyczne, pobudki lub zachowania seksualne. Kolejna rzecz: czas spędzony na fantazjowaniu o seksie lub na samym seksie zakłóca inne aktywności, takie jak praca czy związek z drugą osobą. Myślenie o seksie wypiera wszystko inne i traci się nad tym kontrolę. To jest przecież oznaka uzależnienia w ogóle, nie tylko od seksu, ale i alkoholu, hazardu czy zakupów.

Czytaj też: Dlaczego warto przełamywać wstyd, jeśli chodzi o problemy z erekcją? 

ESQ: Seksoholik to niekoniecznie ten, który uprawia seks, ale tez ten, kto o nim myśli?

PG: Oczywiście. Uzależnienie ma niejedną postać, u każdego przebiega nieco inaczej. Może wykazywać je osoba, która kilka razy dziennie się masturbuje, oglądając filmy porno, ale nigdy nie zdradziła partnerki czy partnera. Cała sprawa opiera się więc na częstotliwości i intensywności. I na wspomnianym już braku kontroli. W uzależnieniu od seksu możemy zaobserwować kilka podobnych etapów. Najpierw seks staje się dominującą aktywnością życiową, a następnie rytuałem, coraz częściej powtarzanym. Potem już seks jest koniecznością, która powoduje głównie przykre odczucia. Mimo ze seks daje w założeniu przyjemność, w tym przypadku odbywa się to mechanicznie. Dla seksoholika przestaje być ważne, z kim, gdzie i jak sypia. Chodzi tylko o odbycie stosunku.

ESQ: Kto najczęściej popada w uzależnienie od seksu?

PG: Z badan wynika, ze mężczyźni cztery razy częściej niż kobiety podejrzewani są o seksoholizm. Do mojego gabinetu trafiają coraz częściej osoby, które czują, że mają tego typu problem. Narzekają, że nie są w stanie zapanować nad swoimi zachowaniami, ze tracą bliskość w związku albo szanse na związek, a sprawy zawodowe idą w odstawkę. Chcą jeszcze więcej, jeszcze częściej. I to wcale nie powoduje zadowolenia, tylko frustracje, smutek, a nawet rozpacz. W filmie „Wstyd” główny bohater, zagrany świetnie przez Michaela Fassbendera, doprowadza swoje życie do ruiny, właśnie przez obsesję na punkcie seksu.

ESQ: A przypadek seksoholika z twojego gabinetu, który szczególnie zapada w pamięć?

PG: Był to mężczyzna, który miał udane małżeństwo i zajmował wysokie stanowisko w korporacji. Żona odkryła jego korespondencję mailową, w której regularnie umawiał się na cyberseks. Opowiadał też kolegom o wizytach w domach publicznych. Żona wśród jego rzeczy znalazła gadżety erotyczne, których nigdy z nią nie używał. Przeczytała w telefonie męża pikantne SMS-y pomiędzy nim a jedną z pracownic firmy, w której był zatrudniony. Odeszła od niego bez wahania. Przyjaciele i bliscy stanęli za nią murem. Opowiedziała tez o wszystkim prezesowi firmy, w której pracował jej mąż. On z dnia na dzień stracił wszystko: małżeństwo, pozycję w firmie, szacunek bliskich. Zobaczyłem go w skrajnej rozpaczy.

ESQ: Jak pomóc seksoholikowi?

PG: Leczenie jest trudne. W patologicznej hiperseksualności pomoc przypomina tę, której udziela się osobom uzależnionym od narkotyków czy hazardu. Są to terapie grupowe lub indywidualne, dodatkowo grupy wsparcia anonimowych seksoholików. Zalecam też treningi relaksacyjne oraz zwiększenie aktywności fizycznej, po to, aby zmęczyć ciało i umysł w zdrowy sposób i odciągnąć uwagę od seksu. Ważna jest też nauka panowania nad popędami. I wreszcie pomocna jest farmakoterapia. Leki pomagają obniżyć popęd seksualny. Substancje, które uzależniają, trzeba odstawić na zawsze. Seks to jednak element życia każdego człowieka. Celem jest zatem powrót do zdrowego życia płciowego, zachowanie odpowiednich proporcji, a to wymaga czasu i zaangażowania.

Tekst ukazał się w numerze 4/2018 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie