Reklama

Hollywood kontra internetowi krytycy

Kto odpowiada za najsłabszy wakacyjny wynik amerykańskich kin od 15 lat?

Hollywood kontra internetowi krytycy Bitwa na pomidory na Przystanku Woodstock 2015 (iStock)
Reklama

Tak źle nie było od czasów, gdy Ameryka stanęła w miejscu po zamachach na WTC. To wtedy ostatni raz wynik weekendowego box office w Stanach Zjednoczonych spadł poniżej poziomu 49 mln dolarów. Tym razem Hollywood ma jednak innego przeciwnika niż islamscy ekstremiści - to ten słynny internet.

W ostatni weekend sierpnia wyjście do kina w USA nie było priorytetem dla wielu odbiorców. Walka Floyda Mayweathera i Conora McGregora przyciągnęła miliony widzów, huragan Harvey spowodował zamknięcie wielu kin, a i producenci nie mają wielkich oczekiwań wobec ostatniego tygodnia wakacji i spektakularne premiery przesuwają na inny okres w kalendarzu. Ale tak spektakularna wtopa wymagała znalezienia kozła ofiarnego, i jak informuje New York Times, padło na stronę Rotten Tomatoes.

Agregator recenzji filmowych każdego dnia przyciąga ponad 13 milionów użytkowników. Jak popularność serwisu i zaufanie użytkowników do opinii krytyków filmowych może wpłynąć na popularność danej produkcji, może pokazać przykład filmu „Get Out!”.  Film Jordana Peele’a to teoretycznie horror, ale bardzo ekscentryczny i dość wymagający – mimo to udało mu się przez długi czas utrzymywać rating na poziomie 100% przy liczbie recenzji przekraczającej setkę. Wcześniej ta sztuka udała się tylko „Toy Story 2” i „Człowiekowi na linie”. Dzięki entuzjazmowi krytyków film, którego produkcja pochłonęła 4,5 mln dolarów, zarobił ponad 250 milionów i pobił niezliczoną ilość rekordów.

Oczywiście ten kij ma dwa końce i filmy chłodno przyjęte przez krytyczną społeczność boleśnie się o tym przekonują. Nawet największe nakłady na marketing nie są w stanie zatrzeć złego wrażenia, jakie stwarza nadpsuty pomidor. Na dodatek od niedawna ratingi z RT pojawiają się przy zamawianiu biletów przez aplikację Fandango – trudno z ekscytacją kupić bilet na zmiażdżony przez krytykę film, o ile nie jest się Mieciem Mietczyńskim.

Producenci takich „hitów”, jak kinowe wcielenie „Słonecznego patrolu”, prześcigają się w stawianiu stronie zarzutów – o zacieranie granic między profesjonalnym krytykiem a internetowym hejterem czy gubienie krytycznego detalu przez redukowanie recenzji do ocen wyrażanych jedną cyferką. Serwis odpowiada, że każdy film opatrzony jest fragmentami tekstów i pogłębionym kontekstem, do którego łatwo dotrzeć przy pomocy jednego kliknięcia.

 

 

Oczywiście jak zawsze można mieć wątpliwości, czy tak wielkie możliwości w rękach jednego narzędzia nie stwarzają ryzyka manipulowania ocenami w przyszłości. To wielki dylemat w dobie gigantycznych cyberkorporacji, które posiadają monopol na zarządzanie informacją – zwłaszcza gdy, jak w przypadku Rotten Tomatoes, są częścią większych firm (serwis należy do Fandango, w 70 procentach należącego do NBCUniversal i w 30% - do Warner Bros). 

Starcie Hollywood i RT pokazuje wzrost znaczenia oddolnie generowanych treści, serwisów recenzenckich czy agregatorów w stylu Yelp czy Tripadvisor. Ale też bezradność producentów w obliczu konsumenckich żądań, a te są proste, choć coraz częściej artykułowane - chcemy lepszego kina, a nie blockbusterów z miliardami na promocję. 



Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Reklama

Inne artykuły

Reklama