Reklama

Ostatni prequel „Blade Runnera” z muzyką Flying Lotusa

Jeden z najciekawszych artystów współczesnej elektroniki przygotował ścieżkę dźwiękową do animacji „Blade Runner Black Out 2022”

Ostatni prequel „Blade Runnera” z muzyką Flying Lotusa Fot: Kadr z filmu
Reklama

Informacjami na temat nowego „Blade Runnera” dzielimy się regularnie, a ostatnio naszą uwagę, poza ulokowanymi w różnych latach prequelami, przyciąga muzyka do filmu. Muzyka Vangelisa do kultowego pierwowzoru nie zestarzała się ani trochę, co więcej, zważywszy na popularność syntezatorowych soundtracków w stylu „Stranger Things” czy nawet „Twin Peaks” można uznać, że jest olbrzymim źródłem inspiracji dla dzisiejszych twórców.

Nic więc dziwnego, że twórcy sequela do filmu Scotta chcąc mierzyć się z pierwowzorem muszą sięgać po światową czołówkę. Po podaniu do publicznej wiadomości zmiany na stanowisku autora muzyki (z Johanna Johannssona na Hansa Zimmera) wydawało się, że w tej kwestii wiele już się nie dowiemy. Tymczasem kolejne legendy ogłaszają swój mniejszy, większy lub ciekawostkowy udział w projekcie – przykładem El-P, jeden z najlepszych producentów rapowych w historii i przy okazji połowa popularnego duetu Run The Jewels, który opublikował fragment odrzuconego przez twórców utworu, stworzonego przy pomocy syntezatora Yamaha CS80 – tego samego, z którego w latach 80 korzystał Vangelis:

 

El-P to obecnie jeden z najbardziej uznanych producentów na świecie – to samo można zresztą powiedzieć o Stevenie Ellisonie, znanym pod pseudonimem Flying Lotus. Oprócz 5 znakomitych płyt, łączących jazz, elektronikę, psychodelię (i tysiąc innych gatunków) i współpracy m.in. z Kendrickiem Lamarem, artysta zadebiutował na tegorocznym festiwalu w Sundance swoim pełnometrażowym debiutem filmowym, „Kuso”.

 

Ellison skomponował też muzykę do właśnie opublikowanego, ostatniego z serii prequeli do "Blade Runnera" - "Black Out 2022". Tym razem, w przeciwieństwie do poprzednich części, jest to animacja – poziomem co najmniej dorównująca poprzednikom. Obejrzyjcie (i posłuchajcie) – chyba nie obrazilibyśmy się, gdyby Flying Lotus zastąpił Hansa Zimmera także w pełnometrażowej wersji.

 

To nie jedyne związki filmu ze światem muzyki. Odpowiedzialny za reżyserię Denis Villeneuve wyznał ostatnio, że pierwotnie w roli ostatecznie zagranej przez Jareda Leto planował obsadzić Davida Bowie – plany pokrzyżowała jednak śmierć artysty. Z całym szacunkiem dla talentu wokalisty 30 Seconds to Mars – gdyby o poziomie ról aktorskich decydowały dokonania muzyczne, to wolelibyśmy, żeby Villeneuve zdążył zrealizować pierwotne zamiary. 

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Reklama

Inne artykuły

Reklama