Łukasz Palkowski: "Mogę iść dalej"
Fot: Robert Pałka

Łukasz Palkowski: "Mogę iść dalej"

„Nie ma rzeczy trudnych, są tylko pracochłonne” – mówi reżyser Łukasz Palkowski i jak przyznaje, w jego życiu się to sprawdza. Przypominamy wywiad z reżyserem, który przeprowadziliśmy przed premierą "Najlepszego"
11.04.2019

Zamawia poczwórną czarną. Kelnerka upewnia się, czy aby dobrze usłyszała i pyta, w czym ma tę kawę podać. „W największym kubku, jaki pani ma” – śmieje się Łukasz. Twierdzi, że na co dzień kawy właściwie nie pije, ale jeśli musi rano wstać, to jest w stanie wypić kilka kubków. Prawie go nie poznałam, bo na spotkanie przyszedł mężczyzna gładko ogolony, a kiedy widziałam go ostatnio, miał kucyk na czubku głowy i potężną brodę.

Przeczytaj też nasz wywiad z Jakubem Gierszałem 

Esquire: Gdzie twoja broda?

Łukasz Palkowski: Noszę ją, kiedy pracuję. Kończę film i się golę. Moim wyglądem steruje więc praca. Przy kręceniu „Belfra” i „Najlepszego” urosła mi ta broda do połowy klaty. Nie wyglądało to już zbyt dobrze. Ale bawi mnie moment, kiedy się golę i nikt mnie nie poznaje.  

ESQ: Nie chciałeś robić „Najlepszego”.

ŁP: Bo to kolejna biografia. A w dodatku „przyszła” do mnie, kiedy na festiwalu w Gdyni pokazywałem film „Bogowie”. Nie miałem czasu zastanowić się, co dalej. Nie chciałem zostać specjalistą od biografii, a już tak się o mnie pisze. Ale skoro się zdecydowałem, nie mogłem uciec.

ESQ: Co ci się w tym pomyśle spodobało?

ŁP: To samo, co w „Bogach”, czyli bohater, który zwycięża – nieczęsty widok w polskim kinie. Środowisko kardiochirurgów było jednak dla mnie czymś kompletnie nieznanym, natomiast narkomańska młodość Jurka Górskiego, bohatera „Najlepszego”, to obrazki z mojego podwórka. Kolegów z młodości pochowałem już chyba z ośmiu. Ktoś nie dożył 16. urodzin, inny nie miał szans na dwudzieste szóste. Z powodu narkotyków właśnie.

Fot: AKPA 

ESQ: Jak to się stało, że sam w to nie wpadłeś?

ŁP: Narkotyki nigdy mi się nie podobały. Próbowałem chyba wszystkiego, poza heroiną i morfiną w żyłę, ale nigdy nie czułem się komfortowo z tym, co się potem ze mną działo. Poza tym do uzależnień trzeba mieć predyspozycje i ja chyba ich nie mam. Był przecież czas, kiedy piłem alkohol w ilościach niemalże hurtowych.

ESQ: I nigdy się nie uzależniłeś?

ŁP: Nie, po prostu z tym skończyłem.

ESQ: Nie pijesz w ogóle?

ŁP: Bez przesady, nie ma powodu do uprawiania fanatyzmu, ale daleko mi do tego, co było kiedyś. Uzależnienie to chyba coś, co sprawia, że nie mamy wyboru, musimy coś robić. O siebie jestem w tej materii spokojny.

ESQ: Czy fakt, że miałeś osobiste doświadczenie z takim środowiskiem sprawił, że realizacja „Najlepszego” była dla ciebie większym wyzwaniem niż plan „Bogów”?

ŁP: Było trudniej, choć nie musiałem robić tak szczegółowej dokumentacji jak przy „Bogach”. Ale za to odzywały się duchy przeszłości – przypominali mi się dawno pochowani przyjaciele. To ich widziałem w twarzach na ekranie. Ale Jurkowi Górskiemu na pewno było jeszcze  trudniej. Ja jestem pogodzony ze swoją przeszłością.

ESQ: Nie uprawiałeś jako dziecko żadnego sportu?

ŁP: Kiedyś dużo biegałem, na rozmaitych dystansach. Uprawiałem też sztuki walki, to było niezbędne na moim osiedlu. Lepiej było umieć się bić. Dużo czasu spędziłem, trenując judo.

ESQ: Mało „uliczna” dyscyplina.

ŁP: Ale uniwersalna. Na ulicy i tak umiejętności czysto sportowe nie wystarczą. Jednak w końcu musiałem zrezygnować z judo, bo miałem kłopoty z walką w parterze – przy okazji rozmaitych podduszeń panikowałem i zaczynałem zachowywać się niesportowo. Sport ciągnąłem do liceum.

ESQ: A potem?

ŁP: Odkryłem szkolne boisko. Tym razem jednak nie jako miejsce do uprawiania sportu – siedziało się tam. Chodziłem do warszawskiego liceum im. Kołłątaja, niedaleko była hala Banacha, a zaraz przy szkole – sklep z regionalnymi piwami z całej Polski. Nie wiem, ile rodzajów piwa tam było, ale dużo. Dziesięciominutowa przerwa w zupełności wystarczała, żeby wejść do sklepu, wypić piwo i wrócić na lekcję. A że tych przerw parę było, to nawet trochę pobiegaliśmy. Na szczęście ostatnia zwykle była muzyka, którą spokojnie mogliśmy przespać.

ESQ: Jak ty przeżyłeś to liceum?

ŁP: Nie jestem pewny… Pierwsze dwa lata nie były łatwe. Orłem nigdy nie byłem.

ESQ: Skończyłeś naukę po maturze?

ŁP: Nie wiedziałem, co chcę robić. To znaczy inaczej – wiedziałem, chciałem być gwiazdą rocka i najlepszym gitarzystą na świecie.

ESQ: Ale to wymaga pracy.

ŁP: Z tego rodzaju pracą nie miałem kłopotu. Bardzo się przykładałem. Ale, na szczęście dla mnie, w końcu się domyśliłem, że muzycznego talentu jednak mi nie wystarczy na zrobienie kariery.

ESQ: Jest kilku takich na polskim rynku, którzy też nie mają wielkiego talentu, a jednak kariery zrobili.

ŁP: Dlatego właśnie się cieszę, że mnie się nie udało. Granie zostało mi tylko jako hobby.

ESQ: Czyli masz gitarę w domu?

ŁP: Około sześciu. Szukaliśmy nałogu – jest nim kupowanie gitar!

ESQ : Sprzedawałeś części na giełdzie komputerowej, pracowałeś w agencji reklamowej, dopiero potem trafiłeś do filmu. Teraz jesteś już zadowolony czy szukasz dalej?

ŁP: Dość zadowolony. Film łączy wszystko, co kiedykolwiek chciałem robić w życiu. Jest i plastyka, i muzyka, do tego literatura, bo jesteśmy przecież zmuszeni pisać...

ESQ : ...i czytać.

ŁP: Film łączy wszystkie te rzeczy i to jest piękne. Teraz muszę po prostu poszukać sobie nowych tematów, z dala od biografii. Od dziecka grałem w gry komputerowe, które dzisiaj, podobnie jak komiksy, z rynsztoku i pogardy przeszły na stronę sztuki. Widzę dla siebie miejsce również w produkcji gier – one też potrzebują reżysera, a to chyba jeszcze ciekawsze niż robienie filmów. Widza sadzamy na widowni i pokazujemy mu, co wykombinowaliśmy. A w przypadku gry – dajemy mu wybór.

ESQ : Chciałbyś budować światy gier?

ŁP: Pewnie. W filmie muszę dokonać ścisłego wyboru i zdecydować się na jedną historię, a w grze ona może skręcać, mieć dziesięć wersji. Czyż to nie wspaniałe pole dla wyobraźni?

ESQ : Wymyślasz sobie nową rzecz do zrobienia i po prostu ją robisz. Nie myślisz: „Nie umiem, nie byłem w tej szkole”?

ŁP: Nie wiemy, czy coś umiemy, dopóki tego nie sprawdzimy. Nie da się „domyślić”, czy umiesz zrobić film.

ESQ: To nie jest łatwe – zrobić film.

ŁP: To wszystko kwestia tego, jak dobrze się w tym odnajdujesz i czy pójdą za tobą ludzie. Żeby zrobić film, potrzebujesz wielu ludzi.

ESQ: Co robisz, że ludzie za tobą idą?

ŁP: Nie wiem, ale rzeczywiście idą. Już na samym początku zawodowcy byli w stanie mi uwierzyć, że dociągnę do końca to, co zacząłem. Na pewno trzeba być pewnym tego, co chce się zrobić, bo jeśli nie jesteśmy pewni, każdy to zauważy. I wtedy wszystko się posypie. Chyba że ktoś potrafi tę pewność zagrać.

ESQ: Ty jesteś pewny czy umiesz to zagrać?

ŁP: Gdybym umiał to dobrze zagrać, rozmawialibyśmy teraz o czymś innym.

ESQ: Nigdy nie chciałeś być aktorem?

ŁP: Jak to nie? Kto nie chciał, kiedy był mały? Chyba jednak lepiej czuję się jako szara eminencja filmu.

ESQ: Sterujesz całym procesem.

ŁP: Ale to nie mnie widać w kamerze. Podoba mi się moja szara strefa.

ESQ: A jak sobie radzisz z władzą producenta, który zapewnia finansowanie?

ŁP: Staram się umawiać na pewne rzeczy i trzymać się tych założeń. Na szczęście (dla wizerunku ludzkości) nie zdarzyło mi się, żeby ludzie nie dotrzymywali słowa. Rozumiem kino producenckie, film kosztuje mnóstwo pieniędzy, ktoś te pieniądze musi wyłożyć, więc czegoś wymaga. Schrzanić film jest naprawdę łatwo, łatwiej niż cokolwiek innego. Dlatego umawiam się z producentem, że dyskutujemy, szukamy kompromisów. Nie chcę doprowadzić do sytuacji, kiedy producent próbuje mi coś narzucić, „bo tak”. Ze swojej strony też obiecuję, że nie będę walił pięścią w stół, tylko będziemy dyskutować merytorycznie. Do tej pory ta metoda zdawała egzamin – nie nienawidzę się z producentami poprzednich filmów. Ale mówią, że jestem uparty, choć ja sam tak tego nie widzę.

ESQ: Czy któraś z cech, które wypracowałeś jako młody chłopak, teraz szczególnie się przydaje?

ŁP: Ciężko powiedzieć, bo ja chyba wcale się tak bardzo nie zmieniłem od momentu, kiedy skończyłem 16 lat.

ESQ: To dobrze czy źle?

ŁP: Dla mnie świetnie. Dla świata – nie mam pewności, ale na razie ten świat dookoła mnie – osobisty i zawodowy – działa.

ESQ: A co z osławionym dojrzewaniem?

ŁP: Mam już czwórkę z przodu i podejrzewam, że coś się w tej materii zmieni dopiero, kiedy będę miał dziecko. Przypuszczam, że to najlepszy moment na dorastanie.

ESQ: Chcesz mieć dziecko?

ŁP: Pewnie, że tak. Nawet postawiłem sobie za punkt honoru to, żeby pierwsze dziecko mieć wcześniej niż je miał mój ojciec.

ESQ: Ile on miał lat?

ŁP: 48? 49?

ESQ: To jeszcze chwilę masz.

ŁP: Ale czas mi się kurczy.

ESQ: Masz z kim to dziecko mieć?

ŁP: Tak.

ESQ: To trudna decyzja?

ŁP: Od dwudziestu lat wiem, że chcę. Natomiast żeby precyzyjnie określić moment i powiedzieć sobie: „Tak, teraz, jestem gotowy”, to nawet nie próbuję.

ESQ: Nie wiem, jak można być gotowym na dziecko.

ŁP: O to właśnie chodzi! Wszyscy, którzy twierdzą, że są gotowi na dziecko, albo kłamią, albo są nieodpowiedzialni. Nikt nie jest gotowy, bo nikt nie ma pojęcia, z czym to się naprawdę wiąże, bo żeby wiedzieć, trzeba to przeżyć. Czyli ja jeszcze nie wiem. Dobra, troszkę wiem, bo mam o 17 lat młodszego braciszka  Duża część jego dzieciństwa spadła na mnie. Co było oczywiście przezabawne.

ESQ: A nie straszne?

ŁP: W żadnym wypadku. To najbardziej komfortowa sytuacja – jakbyś w bardzo młodym wieku miała dziecko, ale odpowiedzialność ciąży na rodzicach, a nie na tobie. Zostaje tylko przyjemność, ta część, kiedy dziecko daje radość i zabawę. Ale nawet to doświadczenie nie sprawia, że wiem, czy kiedykolwiek będę gotowy. Czuję, że jak się zdarzy, to będę musiał dogonić sytuację.

ESQ: Twoja dziewczyna też jest 20 lat od ciebie młodsza, jak twoja mama od taty?

ŁP: Dwanaście.

ESQ: Ona jest gotowa na dziecko przed trzydziestką?

ŁP: Ma raczej tradycyjne poglądy.

ESQ: A ty jesteś tradycyjnym mężczyzną?

ŁP: Jeśli chodzi o podejście do rodziny i tego rodzaju zagadnień, to myślę, że tak.

ESQ: Czyli ty musisz utrzymać i zaopiekować się.

ŁP: Mogę, ale nie chcę mieć w domu kury domowej. Szanuję to, że kobieta chce być niezależna, mieć swoje pieniądze i niekoniecznie brać je ode mnie.

ESQ: Czyli wolałbyś, żeby pracowała?

ŁP: Nie, jestem po prostu otwarty na rozmaite sytuacje. Niczego nie wymuszam. A ponieważ ona potrzebuje poczucia niezależności, to ja mogę jej w tym tylko pomagać.

ESQ: Jesteś łatwy do „współżycia”?

ŁP: Według mnie tak. Wydaje mi się, że jestem prostym w obsłudze urządzeniem. Jednak w praktyce chyba nie wygląda to tak dobrze.

Fot: AKPA 

ESQ: Monogamia ci pasuje?

ŁP: Tak. Wiem to od czasu pierwszej dziewczyny w liceum. Oczywiście związki nie zawsze się udają, z przeróżnych powodów. Czasami dopiero po kilku latach okazuje się, kim naprawdę dla siebie jesteśmy i już nie chcemy dłużej być razem. To się niestety zdarza. Kiedyś pomyślałem, że z zestawem porażek, które mam na koncie, właściwie nie powinienem liczyć już na wielką miłość, ale czy skoro nie wygramy w totka dziesięciu milionów, to nie powinniśmy zagrać kolejny raz?

ESQ: W dodatku z twoją wiarą, że wszystko się uda...

ŁP: Wszystko jak wszystko, ale rzeczywiście, im bardziej w coś wierzymy, tym większe prawdopodobieństwo, że się uda. Jak zwykłem mawiać: „Nie ma rzeczy trudnych, są tylko pracochłonne”. I to mi się sprawdza. Czasem coś zajmuje dużo czasu, ale konsekwencja robi swoje.

ESQ: Kim jest twoja dziewczyna?

ŁP: Aktorką. Odebrała w tym roku nagrodę za debiut na festiwalu filmowym w Gdyni (Kamila Kamińska – przyp. red). Dla mnie znaczy to więcej niż kilka Złotych Lwów dla mnie.

ESQ: Nepotyzm?

ŁP: W momencie, kiedy ją obsadziłem w „Najlepszym”, a propozycja ta padła tego samego dnia, kiedy przyszedł do mnie producent z tym filmem, nie była jeszcze moją dziewczyną.

ESQ: Ale już ci się podobała?

ŁP: Jasne. Musiałem się trochę wokół niej nachodzić. Oczywiście Kamila nie mogła nie wziąć udziału w zdjęciach próbnych i tak naprawdę decyzję o jej zatrudnieniu zostawiłem producentowi, bo przecież nie było szans, żebym był w tej kwestii obiektywny. On przyznał mi się później, że najbardziej bał się tego, że „dziewczyna reżysera” okaże się do niczego i to on będzie musiał mi to powiedzieć. Już widział awantury, obrazę, rezygnacje. Na szczęście Kamila dała radę, a tegoroczny festiwal w Gdyni tylko potwierdził nasz wybór. Ale stres był, bo wiedziałem, że ona musi się w swojej roli obronić dwa razy lepiej niż ktokolwiek inny.

ESQ: Czuła to?

ŁP: Nie wiem. Jej nagroda ucięła wszelkie spekulacje, a mnie zrzuciła ciężar z ramion, bo to znaczy, że się nie pomyliłem.

ESQ: Trudno oddzielić życie prywatne od pracy na planie?

ŁP: Generalnie jestem pogodzony z tym, że ona jest aktorką i pewnie będzie musiała obściskiwać się na planie z jakimś moim kumplem. Ale kiedy sam tym steruję, to zupełnie inna bajka. Zachowywaliśmy się profesjonalnie, ale to było cholernie trudne.

ESQ: Jesteś zazdrosny?

ŁP: Jestem, ale nie do końca o to chodzi. Czułem dyskomfort na wielu polach. Wysyłam dziewczynę w objęcia kolegi i to za pieniądze, które ona potem przyniesie do domu!

ESQ: W dodatku Jakuba Gierszała.

ŁP: Wielu moich kumpli patrzy na to, co robię, zastanawiając się, jak ja sobie z tym radzę i co ja wyprawiam. Moje wymagania wobec niej na planie są większe niż w stosunku do innych aktorów. Do tego szybciej się denerwuję. Nie umiałem tego kontrolować, emocje brały górę. Poradzenie sobie z nimi było najtrudniejsze. Wiem, że Kamila miała ten sam problem. Dopiero w czasie trzeciej transzy zdjęć pracowało nam się już bardzo dobrze. Za to druga była straszna.

ESQ: I co, nigdy więcej?

ŁP: Nigdy nie mów nigdy. W końcu doszliśmy do momentu, kiedy ta praca przestała być dla nas kłopotem. Jeśli jeszcze raz miałbym doświadczyć tych emocji, chyba bym się na to nie zdecydował. Jeżeli okaże się, że potrafimy pracować profesjonalnie – nie widzę przeszkód. Oczywiście poza nepotyzmem. (śmiech)

ESQ: Czy czwórka z przodu coś ci robi?

ŁP: Coś tak. Nie chciałbym się tu zatrzymać, bo w Polsce osiągnąłem już wszystko, co mogłem. Dostałem chyba wszystkie możliwe nagrody, mogę iść dalej. To „dalej” to są dla mnie Stany. Tam chcę zrobić film. Ale mam tyle roboty w kraju, że nie mam czasu do tych Stanów jechać, choć grunt mam tam już przygotowany. I tak sobie pomyślałem – kto będzie chciał debiutującego za oceanem pięćdziesięciolatka? Tak dużo czasu wcale mi nie zostało.

Rozmawiała Anna Rączkowska. Cała rozmowa ukazała się w numerze 6/2017 

 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie