Charlotte Gainsbourg po 6 latach wraca ze świetną płytą
www.facebook.com/charlottegainsbourg/

Charlotte Gainsbourg po 6 latach wraca ze świetną płytą

Nowa płyta córki słynnego Serge’a Gainsbourga to osobiste świadectwo mierzenia się ze śmiercią bliskich
23.11.2017

Charlotte Gainsbourg nie musi już udowadniać, że nie jest tylko „córeczką tatusia”. Niezależnie od tego, jak oceniamy ostatnie filmy Larsa von Triera, Gainsbourg wydaje się jedną z ich mocniejszych stron. Poza kontekstem kinowym artystka też nie może narzekać – jej poprzednia płyta, wyprodukowane przez Becka „Stage Whisper”, została ciepło przyjęta przez krytykę. I nastała cisza.

6 lat, jakie dzieli „Stage Whisper” i jej następczynię, płytę „Rest”, to czas, w którym Gainsbourg musiała zmierzyć się z samobójczą śmiercią swojej przyrodniej siostry, fotografki modowej Kate Barry, która wyskoczyła z okna swojego paryskiego apartamentu w grudniu 2013 roku. Właśnie to zdarzenie, wraz ze śmiercią ojca w 1991 roku, stało się punktem wyjścia do stworzenia „Rest”.


Choć ze względu na tematykę „Rest” to płyta niemalże intymna, to w warstwie muzycznej dzieje się wiele – można wręcz powiedzieć, że liryczna powściągliwość w fascynujący sposób kontrastuje tu z produkcyjnym bogactwem. Do pracy nad albumem Gainsbourg zaprosiła całą plejadę współpracowników, zarówno tych największych gwiazd (jak Paul McCartney czy Guy-Manuel de Homem-Christo z Daft Punk), jak i alternatywnych outsiderów lub muzyków, których sława w głównym nurcie dopiero nabiera rumieńców (Connan Mockasin czy odpowiedzialny za lwią część materiału producent SebastiAn).

W efekcie otrzymujemy płytę elegancką i dopracowaną, wartą wielokrotnego odsłuchu. Nawet jeśli niektóre fragmenty, jak rozbudowane „Deadly Valentine”, chwytają w pierwszym odsłuchu mocniej niż pozostałe, to „Rest” należy rozpatrywać jako całość. A ta, łącząca efektownie french touchowe widma lat 90., komercyjny pop (wyobraźcie sobie dojrzałą, elegijną Alizee – kuriozalne, ale coś w tym jest!) i momentami niemal hollywoodzki przepych wypada co najmniej satysfakcjonująco. Może nie dorównuje największym dziełom ojca, ale jest wystarczająco dobra i oryginalna, by udowodnić, że porównania z wybitnym francuskim wokalistą nie są już krytykom do niczego potrzebne.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie