Fred Durst (Limp Bizkit) nakręci film z Johnem Travoltą
Starstock

Fred Durst (Limp Bizkit) nakręci film z Johnem Travoltą

Jak wypadali inni muzycy, którzy decydowali się stanąć za kamerą?
07.03.2018

Jak donosi Variety, znany z występów w nu-metalowym Limp Bizkit Fred Durst po raz kolejny stanie za kamerą. Rolę tytułową w jego nowym filmie, „Moose” (Durst jest również współautorem scenariusza) zagra John Travolta. Thriller opowie historię stalkera, który chce zniszczyć życie gwiazdy filmowej, i będzie zainspirowany osobistymi przeżyciami Dursta z nadgorliwym fanem.

To kolejny film Dursta, który po zawieszeniu Limp Bizkit (powracającego od czasu do czasu do występów na żywo) skoncentrował się na kolejnych niezależnych produkcjach kinowych. Zadebiutował w 2007 roku dramatem „The Education of Charlie Banks”, a do dysponującego 23 milionowym budżetem „Longshots” (2008) udało mu się pozyskać Ice Cube’a - krytyka jednak tego nie doceniła.  

Oczywiście Durst nie jest pierwszym muzykiem, który zdecydował się zamienić scenę na fotel reżysera. Jednak gdy popatrzymy na listę podobnych przejść, ciężko nie uniknąć konkluzji, że nawet w przypadku największych wizjonerów świata muzyki ich prace dla filmu okazywały się dziełami mniej znaczącymi.

Wydawać by się mogło, że laureat literackiego Nobla i wybitny muzyk potrafi poszerzać artystyczne granice niemal bez końca. Rzecz w tym, że nie można znać się na wszystkim, a Bob Dylan ma w swoim reżyserskim dorobku surrealistyczny kolaż „Renaldo and Clara” – konia z rzędem temu, kto przebrnął przez 2,5 godziny tego nużącego dzieła. I trudno mieć pretensję do Dylana o ten nieudany eksperyment.


RZA z Wu-Tang Clanu w 2012 roku zadebiutował „Człowiekiem o żelaznych pięściach” – chaotycznym hołdem dla kina sztuk walki z Russelem Crowe w jednej z głównych ról. To film sympatyczny na własnych prawach, ale w kategoriach filmowych – zaledwie nieznaczący eksces.

Spektakularną klęskę zaliczył również film Madonny „Mądrość i seks”, który debiutował na festiwalu w Berlinie w 2008 roku. Tak prestiżowe miejsce premiery nie przełożyło się na poziom komedii, zmiażdżonej przez krytykę i w 10 lat później już raczej zapomnianej - podobnie jak poprzednie filmy Dursta, któremu szczerze życzymy sukcesów z towarzyszeniem Johna Travolty. 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie