Vermeer, Rembrandt i nuta Nowej Anglii. Rozmowa z twórcami "Opowieści podręcznej"
Kadr z serialu

Vermeer, Rembrandt i nuta Nowej Anglii. Rozmowa z twórcami "Opowieści podręcznej"

Bruce Miller i Warren Littlefield opowiadają o wnętrzach, świetle, plenerach i innych wizualnych detalach, odpowiadających za wyjątkowy klimat serialu.
25.04.2018

Premiera drugiego sezonu obsypanego nagrodami serialu już 26 kwietnia w Showmaxie. Jeszcze przed seansem warto zapoznać się z wywiadem z twórcami, w którym skupiamy się na nieco innych zagadnieniach, niż zwykle mówi się w kontekście produkcji - to znaczy o malarskich inspiracjach, wyborze lokalizacji i innych aspektach wizualnych. 

Dlaczego zdecydowaliście się kręcić serial w Kanadzie?

Warren Littlefield: Z kręcenia w Kanadzie czerpiemy dużo korzyści, a Toronto jest mocne w branży. Nasz świat Gilead i czasy przed nim, są rodzajem Nowej Anglii, Cambridge, a dodatkowo na modłę Bostonu. Tak więc  w trakcie pra-produkcji, kiedy rozglądaliśmy się co Toronto ma do zaoferowania, odkryliśmy, że właśnie tutaj możemy stworzyć oba światy i najlepszy możliwy serial. Mówiąc krótko, to po prostu miało sens. To wspaniałe doświadczenie dla nas wszystkich.

Bruce Miller: Przebywanie tu to dla nas ogromna przyjemność.

W jaki sposób plan zdjęciowy domostwa komendanta odzwierciedla świat Gilead?

Bruce: Julie Berghoff wykorzystała filozofię Gilead jako motyw do tworzenia planów zdjęciowych, które mają podkreślać tradycyjne wartości. Sposób, w jaki wszystko wygląda, jaka jest każda powierzchnia, pokazuje również, że ludzie z Gilead, z powodu gwałtownego spadku współczynnika dzietności, który pojawił się przed Gileadem, są dostrojeni do jego środowiska. Uważają oni, że obniżający się współczynnik dzietności spowodowany był właśnie czynnikami środowiskowymi. Wszystkie ubrania i wszystko w domu jest więc wykonane z naturalnych włókien lub ma wyglądać jakby było. Jedynie płaszczy podręcznych nie możemy z nich zrobić, ponieważ kolory blakną, gdy się je pierze. Jeśli jednak spojrzysz na kuchnię, drewniane podłogi, szafki - wszystko zbudowane jest tak, by mieć na sobie patynę z oparów terroru, ale jednocześnie żeby stanowiło kuchnię idealną. Niekoniecznie prawdziwą, ale chcemy, żeby wszystko wyglądało ładnie.

W sezonie pierwszym widzimy wiele ze świata komendanta, czy w drugim sezonie pokażecie więcej pozostałych klas Gilead?

Warren: Tak, w drugim sezonie pokazujemy gdzie żyją rodziny Econo. To wszystko osoby, które pracują w Gilead, po prostu zwykłe rodziny, o których mowa jest także w książce. Klasa Econo jest znacznie, znacznie liczniejsza niż ta, z którą wcześniej spędzaliśmy większość czasu, czyli komendanta. W drugim sezonie poszerzyliśmy także nasz świat przez powołanie do życia kolonii. Dzięki wspomnieniom, zagłębiamy się w rozumienie odpowiedzi na pytanie „Jak powstał Gilead?”. W tym sezonie pokazujemy moment, w którym ludność Bostonu odkrywa terror pojawiający się wraz z Gilead. Jest nawet chwila, gdy jesteśmy na lotnisku Logan, gdzie ma miejsce masowa emigracja. Tego typu momenty z przeszłości pomagają nam pokazać, jak powstał ten świat i daje nam lepsze, bardziej dogłębne zrozumienie świata, który stworzył Bruce.

Bruce: I świata, który stworzyła Margaret Atwood.

Warren: Jeśli spojrzysz na ściany, jest na nich co najmniej sześć warstw farby, od czasu kiedy Julie Berghoff przychodziła, by sprawdzić najlepszy wygląd i odpowiednią strukturę. To nie stanowi nawet początku historii o ilości eksperymentów prowadzących uzyskania odpowiedniego koloru.

Bruce: Mimo że mamy bardzo wiele różnych kostiumów, kolor ścian najbardziej przypomina turkus noszony przez kobiety. Wydawałoby się, że zginą one na tle tego całego drewna, ale Julie stworzyła delikatne różnice, dzięki którym kostiumy każdego w Gilead wyróżniają się.

Warren: Kiedy plan filmowy zostaje oświetlony, sam tworzy własną paletę barw.

Dom komendanta jest niesamowity. Czy starsi członkowie Gilead zarabiają tyle, że mogą pozwolić sobie na kupno takiego domu, czy też tego typu miejsca zostały im przydzielone?

Bruce: W Gilead gospodarka funkcjonuje w różny sposób. Zasięgnęliśmy w tym temacie rady spekulacyjnego ekonomisty, czyli kogoś, kto przewiduje jak gospodarka danego miejsca mogłaby wyglądać. Przeprowadziliśmy wiele dyskusji na temat gospodarki i, raz jeszcze, posłużyliśmy się modelem nazistowskim. Cała ta piękna okolica wypełniona jest komendantami; ich klasa otrzymała całą własną dzielnicę. Wszyscy, którzy mieszkali tam wcześniej, zostali przesiedleni.

Na zewnątrz widać pewne światło za każdym razem, kiedy kręcicie odcinek. Estetyka planu została nawet porównana do obrazów Vermeera i Rembrandta. Zastanawiam się, czy odtworzenie naturalnego światła Toronto na planie, także stanowi jedną z części stworzonego przez Was świata.

Bruce: Tak, w dużym stopniu. Collin Watkinson, który jest reżyserem zdjęć, oraz Reed Morano, reżyser pierwszych trzech odcinków, przeprowadzili wiele bardzo długich, wnikliwych dyskusji o świetle oraz czynieniu rzeczy w Gilead pięknymi i bliskimi naturze. Kąt padania światła jest dla nas bardzo ważny i musi  odzwierciedlać porę dnia. Daje ogromne poczucie przynależności do prawdziwego świata. Zadawaliśmy sobie także pytanie: “Co by się stało, gdybyśmy zabrali 60, 70, 80% zanieczyszczenia? Jak inaczej by wyglądał?”. Światło , nasze światło w prawdziwym świecie, ma trochę inny kolor, ponieważ przechodzi przez większą warstwę zanieczyszczenia. To samo dzieje się, kiedy do odcinków dodajemy dźwięk. W Gilead jest dużo więcej ptaków niż obecnie w Cambridge. Ptaki powróciły. Jest także o wiele mniej odgłosów samochodów, ponieważ większość z nich jest elektryczna. Wszystkie te rzeczy dodają wartości. Istnieje mocny kontrast pomiędzy Gilead będącym obrzydliwym, działającym na nerwy miejscem, a pięknem samego planu.

Warren: Kontrast ten jest także prawdziwy kiedy udajemy się do kolonii, gdzie kobiety wysyłane są karnie za nieposłuszeństwo lub niepodporządkowanie się. To ziemia toksycznych śmieci, na którą patrzy się z zachwytem. Jest piękna, uwodzicielska, tak jest reszta Gilead. Ale im bardziej się zbliżasz, tym bardziej zdajesz sobie sprawę z tego, jak wstrząsająca jest naprawdę i co może robić pracującym tam kobietom. Jak mówił Bruce, Reed Morano pomógł nam w tworzeniu tej wizualnej makaty. Jest bardzo impresjonistyczna i wciągająca. Uwodzi nas, a potem zmienia w horror kiedy orientujesz się, z czym naprawdę muszą żyć tamtejsi ludzie.

Gdzie są filmowane Kolonie?

Bruce: Kręciliśmy je poza miastem [Toronto]. W książce, Kolonie wspominane są kilka razy, a my poszerzyliśmy to i zadaliśmy pytanie: “Jakie są kraje, które faktycznie mają obozy pracy niewolniczej, które oczyszczają środowisko? Jak one wyglądają?”. Ponieważ kiedy Margaret pisała książkę, wszystko było wzięte z prawdziwego świata. Nie musiała wymyślać brutalności wobec kobiet. Niestety – brała ją z prawdziwego świata. Staraliśmy się utrzymać serial przyziemnym w taki sam sposób. Kiedy wyobrażaliśmy sobie kolonie, zaczęliśmy z myślą: “OK, więc jaką klęskę środowiskową próbujemy teraz posprzątać?”. Przyjrzeliśmy się Fukushimie. Po Fukushimie musieli (i myślę, że wciąż są w trakcie) zdjąć trzy lub cztery centymetry ziemi na obszarze ponad stu pięćdziesięciu metrów kwadratowych.

Dlaczego tak istotnym było dla Was użycie aspektów z prawdziwego świata?

Bruce: W innym wypadku, to wszystko przeobraziło by się w wymyśloną brutalność wobec ludzi. Mogliśmy opisać okropne, fikcyjne rzeczy, ale nie powiedziałyby one w żaden sposób o tym, jak funkcjonuje świat. Im dalej byłoby to od rzeczywistości, tym mniej byłoby przerażające. Salon w domu komendanta wygląda jak prawdziwy pokój w domu, co jest jeszcze bardziej przejmujące niż gdyby było to gołe, białe, futurystyczne pomieszczenie. Czuje się w ten sposób, jakby Gilead naprawdę mogło istnieć.

Jak znajdujesz równowagę w brutalności i przemocy produkcji?

Bruce: Nigdy nie pokazujemy niczego, co według nas nie ma wartości dla historii i nie mówi nam czegoś o ludziach z Gilead. Oto w jaki sposób podejmujemy decyzje dotyczące brutalności, którą chcemy pokazać. Koniec końców, serial jest mniej obrazowy niż by się wydawał. W ubiegłym roku był jeden odcinek o okaleczaniu kobiecych genitaliów, nigdy też tego głośno w taki sposób nie ujęliśmy, nigdy nie pokazaliśmy zabiegu, ale to było naprawdę okropne. Alexis Bledel i Ann Dowd były w tej scenie naprawdę niesamowite. Scena nie była obrazowa, ale to nie ujmowało jej horroru. Czasem wyobrażenie może być tak samo wstrząsające jak ujrzenie.

Warren: Scenariusz może sprawiać, że serial ciężko się będzie oglądać, ale staramy się balansować na granicy pomiędzy nadzieją i beznadzieją. Razem z June przechodzimy przez jej stratę, ale także jej determinację, by przetrwać. Mamy nadzieję, że publiczność nadal będzie kontynuować to podążanie, i jeśli June mimo wszystko się nie podda, to i my tego nie zrobimy. Ten świat odkrywany jest dzięki June, a ona z kolei pokazuje go nam. To nadzieja na przetrwanie jej i dziecka sprawia, że idziemy dalej. Sądzę, że właśnie z tym jesteśmy związani, i są to promienie nadziei, które stanowią kluczowy element historii.

Bruce: Determinacja June prowadzi Cię przez słabe momenty.

Warren: Dokładnie. Wiemy, że widzowie mają swoje witaminy i minerały, których potrzebują, i to właśnie je próbujemy im dać.

Bruce: To taki brutalny świat, a przetrwanie June to zwycięstwo każdego tygodnia. Oto właśnie chodzi – to jest historia pełna nadziei. Fakt, że June ciągle żyje, jest zdrowia, pozostała zabawna i ma impuls rewolucji. Jeśli te wszystkie okropne rzeczy jej nie pokonały, to uczyniły ją mocniejszą i bardziej zdeterminowaną.

Jak wpłynęło na Was tworzenie show w takiej epoce architektury i designu, z nutą Nowej Anglii?

Bruce: Dorastałem na wschodnim wybrzeżu. Chodziłem do szkoły w Providence. Jeśli chodzi o epokę projektu, to bardzo moje klimaty. Ale tak naprawdę najbardziej podoba mi się to, że w serialu wszystko staramy się robić celowo. Fakt, że komendanci zdecydowali się mieszkać w Bostonie jest dla mnie naprawdę interesujące, ponieważ niekoniecznie jest to miejsce stacjonowania władzy, ale w Ameryce jest to siedziba władzy intelektualnej.

To nie było coś, o czym zadecydowała Margaret, prawda? Boston będący kolebką siły intelektualnej i wyborem miejsca zamieszkania komendantów?

Bruce: Zgadza się, wnioskowałem i głowiłem się nad tym, dlaczego zdecydowali się zamieszkać w Bostonie, ale dobrze, że zazwyczaj, gdy adaptujesz dzieło klasycznego autora, jego czasy już dawno minęły. U nas Margaret Atwood jest ciągle obecna, ze swoją spektakularną pamięcią i wszystkim tym, o czym myślała, pisząc Opowieść podręcznej, biorąc dodatkowo pod uwagę ile powieści napisała. Mogę z nią rozmawiać i pytać: "OK. Dlaczego zrobiłaś X? Dlaczego zrobiłaś Y?" I ona pamięta. Rozmowy, które z nią prowadzę są bardzo grymaśne. Powiedziałem jej kiedyś: "Purytanie używali Biblii genewskiej". Ona w powieści używa Biblii Króla Jakuba, dlaczego więc zdecydowała się to zrobić? Powiedziała, że Biblia z Genewy ma fatalne tłumaczenie, naprawdę okropne i właśnie dlatego. Ponieważ Biblia Króla Jakuba jest ładniejsza. Dickensowi już nie mógłbyś zadać takiego pytania.

Warren: Od Margaret otrzymaliśmy wspaniałe szczegóły, jak na przykład to, że pisała Opowieść podręcznej na wypożyczonej maszynie w Berlinie w 1984r.

Bruce: W Zachodnim Berlinie. Możesz to sobie wyobrazić – Kanadyjka pisząca w Zachodnim Berlinie.

Warren: Podczas każdej rozmowy, którą przeprowadziliśmy z Brucem z Margaret, nauczyliśmy się czegoś o świecie, w którym żyjemy. Słuchając jej, uczyliśmy się o polityce Stanów Zjednoczonych. Jest jak encyklopedia.

Bruce: Jest niesamowicie oczytana. Jak dorosnę, chciałbym być Margaret.

Jak poszło Ci tworzenie drugiego sezonu, który dzieje się już po zakończeniu akcji książki?

Bruce: W pierwszej książce jest wiele elementów, których nie ujęliśmy w pierwszym sezonie, ale też w pierwszym sezonie jest dużo przekształconych rzeczy z książki. Jest kilka sporych zmian, które wprowadziliśmy, więc zdążyliśmy przyzwyczaić już widzów do tego, że serial nieco różni się od książki. Margaret również w tym uczestniczyła. Zaczęliśmy rozmawiać o drugim sezonie będąc w połowie pierwszego. Książka niesamowicie trzyma w napięciu, więc do pracy wychodzenia poza jej ramy przyczynia się każdy z nas.

Które pomieszczenie jest Twoim ulubionym?

Bruce: Są dwa rodzaje ulubieńców. Jeden jest moim ulubionym z powodu tego, jak wygląda na kamerze, zaś w drugim najlepiej się kręci. Lubię filmować w solarium, z powodu tego, jak ono wygląda; ma fajny klimat. Wspaniale wygląda w serialu. Jest kilka scen, które się tu działy i wyszły przepięknie. Muszę jednak powiedzieć, że pokój Offred zdecydowanie należy do moich ulubionych. O nim myśleliśmy najwięcej i najbardziej intensywnie.

Kolory domu są zimne, jak niebieski czy zielony. To sprawia, że kostiumy jaśnieją. Czy to wyszło od ekipy scenografii, czy też projektantów kostiumów?

Bruce: Wszystkich. Projektant kostiumów, planu, reżyser, reżyser zdjęć, edytorzy – na początku produkcji wszyscy pracowali bardzo, bardzo zespołowo. Zanim jeszcze w ogóle zaczęliśmy myśleć o kolorach. Potem przetestowaliśmy tysiące palet kolorystycznych. To elementy, które znajdowały się daleko poza moimi umiejętnościami wychwytywania detali. Wymyślenie czerwonego kostiumu zajęło nam wieki. Czerwień wygląda zupełnie inaczej na żywo i w kamerze, a my tworzymy dla kamery. Także kostiumy podręcznych musiały się subtelnie różnić, ponieważ to są najbardziej „kostiumowe” kostiumy. Nie chcesz, aby na takie wyglądały. Muszą wyglądać jak ubranie, które noszą na co dzień, które było już wiele razy prane. Wszystkie płaszcze są więc brudne na dole, bo takie powinny być, więc tu ważnym jest, aby podjąć decyzję: “Niech to nie wygląda jak kostium”. Łatwo bowiem zmienić coś takiego w produkcję kostiumową, w której postaci nie wyglądają na ludzi.

 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie