Wszyscy w Hollywood chcieliby być jak Donald Glover
www.instagram.com/donldglover/

Aktualności

Wszyscy w Hollywood chcieliby być jak Donald Glover

W najnowszym numerze "Esquire'a" przybliżamy sylwetkę jednego z najbardziej wszechstronnych amerykańskich artystów współczesnych. Donald Glover wziął też udział w naszej sesji zdjęciowej.
07.05.2018

Ludzie jak Donald Glover z reguły nie robią wielkiej kariery, z z kolei Serial „Atlanta”, wymyślony przez Donalda, w ogóle nie powinien powstać. Bo jest za dobry. Tak przynajmniej twierdzą Amerykanie. Produkcję traktującą o sukcesach i klęskach (częściej to drugie) Earnesta „Earna” Marksa, początkującego menedżera hiphopowego, wyróżniono statuetkami Emmy, Złotymi Globami i dziesięcioma innymi prestiżowymi nagrodami. Wszystkie zgarnął właśnie on: pomysłodawca, autor scenariusza i reżyser części odcinków „Atlanty”, a także odtwórca głównej roli. Donald Glover, człowiek-orkiestra.

Mroczna komedia, której nie chciała żadna stacja 

Niewiele jednak brakowało, a do realizacji serialu by nie doszło. Żadna ze stacji telewizyjnych nie była zainteresowana historią wyszczekanego chłopaka wyrzuconego ze studiów na Princeton, który usiłuje odbić się od dna, pomagając w karierze swojemu kuzynowi, raperowi Paper Boiowi. A owo dno to bezdomność, chroniczny brak pieniędzy i pogarda, z jaką na „Earna” patrzy jego była dziewczyna i ich córka. W tle wszystkie przekleństwa, traumy i społeczne bolączki Ameryki, od rasizmu przez homofobię, transfobię i ksenofobię, po powszechny dostęp do broni, brutalność policji, narkomanię, nierówności społeczne i internetowy trolling.

Brzmi ponuro i poważnie, ale „Atlanta” to komedia. W dodatku surrealistyczna, by wspomnieć pojawiającego się w niej Justina Biebera (w roli czarnoskórego) czy niewidzialny samochód jednego z bohaterów. No i skrzy się błyskotliwym, czarnym humorem.

Biografia jak serial 

Jakże by zresztą inaczej, skoro scenariusz napisał ten, kogo rówieśnicy ze szkoły średniej uważali za następcę Matta Groeninga, twórcy serialu „Simpsonowie”? Inna sprawa, że biografia 34-letniego dziś Glovera jest równie ekscentryczna, co serial, który stworzył. Donald, syn opiekunki do dzieci i pracownika poczty, dorastał w konserwatywnej, delikatnie rzecz ujmując, Georgii i wychowywany był w środowisku świadków Jehowy. – Nie było łatwo. Przy każ- dym domu w sąsiedztwie powiewała flaga Konfederacji, biali, nawet mili dla mnie, grozili swoim córkom: „Nie waż się z nim umawiać”, a religijny rygor uniemożliwiał mi, na przykład, dostęp do popkultury – opowiada Glover. Jednym z nielicznych odstępstw od tego zakazu były „Gwiezdne Wojny”. Uwielbiał je jego ojciec, który zabierał kilkuletniego Donalda do kina na filmy o rycerzach Jedi.

Autor: Bijan Stephen. Zdjęcia: David Burton. Cały artykuł znajdziecie w najnowszym numerze "Esquire'a"

 

Komentarze

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo