"Gdy tracisz miłość do biegania, wszystko się chrzani..." - rozmowa z Joanną Jóźwik, lekkoatletką

"Gdy tracisz miłość do biegania, wszystko się chrzani..." - rozmowa z Joanną Jóźwik, lekkoatletką

Jedna z najlepszych polskich lekkoatletek. Halowa mistrzyni Polski w biegu na 800 metrów. Ambasadorka kampanii „Podążaj za marzeniami, bez względu na wszystko”.
30.06.2018

Esquire: Dlaczego biegasz na osiemset metrów?
Joanna Jóźwik: Zaczęłam od czerystu.

ESQ: Czyli o najtrudniejszego dystansu, najbardziej wycieńczającego.
JJ: Dlaczego? Bardzo lubiłam biegi na 400 metrów. Kiedyś na treningu pobiegłam "sześćsetkę" jako rodzaj sprawdzianu i w ogóle się nie zmęczyłam. Trener stwierdził wtedy, że jestem dobra na przedłużone sprinty. Zaczęłam więc startować na 800 metrów. Tak to się zaczęło.

ESQ: Skąd w ogóle bieganie?
JJ: Zawsze byłam aktywna. W gimnazjum często jeździłam na turnieje. Wystartowałam w mistrzostwach powiatu i wygrałam bieg na trzysta metrów. Wtedy mój trener Stanisław Anioł zauważył, że nadaję się do lekkiej atletyki. Biegałam ładnie technicznie. Nigdy się tego nie uczyłam. Tak po prostu biegam.

Joanna Jóźwik w rozmowie z "Esquire'em": nie mam idoli sportowych. Podążam swoją ścieżką.

 
ESQ: Który z tych ośmiuset metrów na bieżni jest najtrudniejszy?
JJ: Pierwsze trzysta metrów.
ESQ: Dlaczego?
JJ: Pojawia się problem z oddychaniem, więc człowiek zaczyna panikować. Do głowy przychodzą myśli: "Nie dam rady". A wtedy trzeba sobie powtarzać: "Oddychaj swobodnie!". Gdy pojawia się panika, traci się rytm oddechu. Tego musiałam się nauczyć.

Joanna Jóźwik Esquire
ESQ: W głowie biegniesz swój własny, drugi bieg?
JJ: Tak. Cały dystans dzielę na trzy części.

ESQ: Ile trwa to osiemset metrów, bardzo długo czy bardzo krótko?
JJ: Gdy biegnę, zazwyczaj wszystko dzieje się bardzo szybko. Dwie minuty mijają błyskawicznie.

ESQ: Wracasz potem do biegów, które ukończyłaś?
JJ: Tak. Ale nie do każdego biegu chcę wrócić. Do biegu na mistrzostwach świata w Londynie w 2017 roku nie chcę wracać. Nie widziałam go jeszcze i nie zamierzam oglądać.

ESQ: Jak zmieniała się Joanna Jóźwik? Jak zmieniały się twoje marzenia na przestrzeni lat?
JJ: Na początku kariery bardzo skromnie podchodziłam do biegania i do swoich ambicji. Nie chciałam siebie zawodzić. Stopniowo stawiałam sobie coraz bardziej ambitne cele sportowe. Oczywiście w głowie pojawiała się myśl o medalach, ale wydawały się poza zasięgiem. Wyjazd na mistrzostwa świata też zdawał się odległy.

ESQ: Były i są osoby, które dla ciebie wiele znaczyły, na których się wzorowałaś?
JJ: Nie. Każdy ma swoją ścieżkę, którą dochodzi do swoich celów i marzeń. Nie miałam idola, miałam za to cele - takie jak choćby pobicie rekordu Polski. To była moja motywacja. Nie chciałam podążać ścieżką osoby, która pobiła go przede mną.

ESQ: Jakie to uczucie być rekordzistką Polski?
JJ: Natychmiast pojawia się pytanie: co teraz (śmiech). Rekord w hali był dość łatwy do poprawienia. Do pobicia pozostaje jeszcze rekord Polski na otwartym stadionie.

ESQ: Czym są dla ciebie medale?
JJ: Dla mnie stanowią punkt zaczepienia, dzięki któremu nadal jestem w sporcie. Przed mistrzostwami Europy w Zurychu w 2014 roku postawiłam sobie ultimatum. Powiedziałam sobie, że musi być jakaś granica. Muszę zdecydować czy chcę dalej biegać, muszę się utrzymać, a nic z tego nie mam, dokładam do biegania, a jestem już osobą dorosłą. Trzeba było zdecydować, co chcę robić w życiu, bo bieganie nadal było moim hobby. Dalej jest, ale teraz pozwala mi też się utrzymać. Musiałam wyznaczyć sobie granicę, były nią właśnie mistrzostwa Europy w Zurychu. Gdybym nic tam nie wywalczyła, pewnie już bym nie biegała.

ESQ: Zdobyłaś brąz. Miałaś przygotowaną jakąś opcję B, gdyby wtedy nie wyszło?
JJ: Zaczęłabym studia dzienne, chciałam pójść na architekturę. Na sport bym się pewnie obraziła. Na pewno nie trenowałabym już tak ciężko.

ESQ: Co wtedy pomogło utrzymać motywację, że się uda?
JJ: Nie sądziłam, że się uda, ale wierzyłam że mogę walczyć, byłam zmotywowana, wiedziałam, że brakuje mi niewiele, widziałam to na treningach.

ESQ: Co dzisiaj jest kolejnym punktem odniesienia?
JJ: Igrzyska w Tokio w 2020 roku. Rok wcześniej są jeszcze mistrzostwa świata, w których bardzo chciałabym wystartować. Mam też inne cele - zaangażowałam się w kampanię „Podążaj za marzeniami, bez względu na wszystko” globalnego partnera olimpijskiego, firmy Bridgestone. Dzięki niej, podczas Memoriału Janusza Kusocińskiego, najstarszej imprezy lekkoatletycznej w Polsce, po raz pierwszy w historii na bieżni stanęli także amatorzy, a ja mogłam uczestniczyć w spełnieniu ich marzeń biegowych. To bardzo miłe gdy można wspierać ludzi z pasją i dzielić z nimi emocje. 

ESQ: Jak traktować sport, gdy staje się również pracą? 

JJ: Nadal trzeba traktować go jako pasję, a nie jak coś, co robi się z przymusu. Jeśli człowiek powie sobie "muszę wystartować, bo ktoś tego ode mnie oczekuje", wtedy przekreślona została główna idea sportu. Jeśli utraci się miłość do biegania, wszystko się chrzani.

ESQ: Potrafisz powiedzieć sobie: "bez medalu nie wracaj"?
JJ: Nie. Kiedyś starałam się stawiać sobie cele w postaci miejsc, miejsc które powinnam zająć na zawodach, ale to nie działa.

ESQ: To co działa w takim razie?
JJ: Motywacja związana z tym jaki powinien być idealny bieg. Wizualizuję go sobie, myślę o tym, jak powinien wyglądać, jak się czuję w czasie biegu, jakie wykonuję ruchy. Widzę finisz, czuję te emocje które mu towarzyszą. Wiem, że jeśli wykonam wszystko tak jak w myślach to zdobędę medal. Ale nie skupiam się na medalu tylko na tym idealnym biegu.

ESQ: Kiedy zamykasz oczy, jak wyobrażasz sobie siebie na olimpiadzie w Tokio?
JJ: Wierzę, że będę tam w najlepszej formie mojego życia. Tak podchodziłam w swojego startu w na igrzyskach w Rio. To jest najlepsza droga. Ale dojść do tego musiałam metodą prób i błędów.

Komentarze

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo