Pojechałem do Wołgogradu żeby oglądać mecz Polaków - a obejrzałem Rosję z bliska. Trzy dni na rosyjskiej prowincji.

Pojechałem do Wołgogradu żeby oglądać mecz Polaków - a obejrzałem Rosję z bliska. Trzy dni na rosyjskiej prowincji.

W Wołgogradzie Polacy grali mecz "o honor" z Japonią. Dużo ciekawsze od rywalizacji na boisku okazało się samo miasto.
04.07.2018

Nie byłem nigdy w Rosji. Nie było takiej potrzeby. Europa i reszta świata w pełni zaspokajała moje potrzeby podróżnicze. Wyprawa na wschód? Nie, dziękuję. 

Pomysł, żeby pojechać na mecz mistrzostw świata był zaskakujący. Był też kuszący, bo nie chodziło o wyprawę do Moskwy czy Petersburga, wielkich metropolii. Celem miał być Wołgograd, milionowe miasto, ale leżące na południu Rosji, na głębokiej rosyjskiej prowincji. Zamiast luksusu, garniturów szytych na miarę i limuzyn miliarderów - szara codzienność, zwykli ludzie a także samochody Żiguli w różnym stopniu rozkładu. Stamtąd bliżej jest do Azerbejdżanu niż do Polski. Jak tu nie skorzystać z takiej propozycji? 

Wołgograd to nie anonimowe miejsce. To prawdopodobnie jedno z najbardziej znanych miast na świecie. Przynajmniej dla tych, którzy co nieco pamiętają z historii drugiej wojny światowej. Wtedy Wołgograd nosił inną nazwę - Stalingrad. W jednej z największych bitew XX wieku, w starciu między Niemcami a Związkiem Radzieckim, w 1942 i 1943 roku, jego ulice na wiele miesięcy zmieniły się we front. Po bitwie Stalingrad dosłownie przestał istnieć. Miasto jednak odbudowano i szybko stało się symbolem sowieckiego bohaterstwa w walce za ojczyznę. Dzisiaj o wojnie przypomina tu niemal każdy róg i każdy zaułek - wszędzie są tablice pamiątkowe i pomniki. Wśród nich ten największy, posąg "Matki Ojczyzny", 85 metrowy gigant stojący na wzgórzu i dominujący nad miastem, to jeden z największych pomników na świecie. 

Łatwo więc przewidzieć, że Wołgograd, miasto leżące u brzegów szeroko rozlanej Wołgi, roztapiające się latem w obezwładniających czterdziestostopniowych upałach, to nie perła architektury, ale takie stwierdzenie to żadne odkrycie. Jaki w takim razie jest dawny Stalingrad? Odpowiedzią niech będą zdjęcia. Mówią, że każde warte jest tysiąc słów. Jak jest w tym przypadku? 

 

 

Relację z Wołgogradu znajdziesz także na Instagramie Esquire'a. 

 

Komentarze

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo