Pharrell Williams wściekły na Trumpa za wykorzystanie “Happy”
Fot: Starstock

Pharrell Williams wściekły na Trumpa za wykorzystanie “Happy”

Prezydent USA z właściwym sobie wyczuciem wykorzystał piosenkę w trakcie wiecu po strzelaninie w synagodze w Pittsburghu.
30.10.2018

Lista artystów protestujących przeciwko wykorzystywaniu ich utworów na wiecach Donalda Trumpa rośnie. Skład jest imponujący – oburzenie wyrazili jak do tej pory między innymi The Rolling Stones, Adele, R.E.M, Queen, Neil Young i Aerosmith. Teraz dołączył do nich Pharrell Williams. I nic dziwnego, bo kontekst, w jakim wykorzystano jego przebój, „Happy”, wzbudził niesmak nie tylko w przeciwnikach prezydenta.

Czytaj też: Happy, czyli szczęśliwy. Portret Pharrella Williamsa 

Szczęśliwy mimo złej fryzury

W sobotę rano w synagodze w Pittsburghu doszło do krwawej strzelaniny. 46-letni Robert Gregory Bowers, prawicowy ekstremista i antysemita, zastrzelił 11 osób, a 9 poważnie ranił. Mimo tych wydarzeń Trump nie odwołał zaplanowanych wcześniej wystąpień, m.in. na konwencji młodzieżowej organizacji FFA i wiecu w Illinois. Choć, jak sam przyznał, rozważał zrezygnowanie ze spotkań z powodu… „dnia złej fryzury”. Mało tego – to właśnie „Happy” było piosenką, przy której  prezydent wyszedł na scenę. A myśleliśmy, że kurtka Melanii to definicja faux pas…

Koniec świata, jaki znamy

„Nie ma nic „szczęśliwego” w tragedii, która uderzyła w nasz kraj w sobotę” – napisał prawnik Pharella Williamsa, Howard King, w liście nakazującym zaprzestanie wykonywania piosenki na wiecach prezydenta.  Muzyczne wybory Trumpa znów wzbudzają kontrowersje, trzeba jednak przyznać, że z perspektywy czasu piosenka „It’s the End of the World as We Knowi It” („To koniec świata, jaki znamy”) R.E.M, która towarzyszyła kampanii wyborczej prezydenta, okazała się rodzajem samospełniającej się przepowiedni. Nawet bez zgody Michaela Stipe’a.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie