Katalog polskich win. Oto najbardziej oryginalni polscy winiarze.
Fot: iStock

Katalog polskich win. Oto najbardziej oryginalni polscy winiarze.

Są w różnym wieku, z różnym zapleczem. Finansiści, architekci, urzędnicy miejscy, historycy sztuki. Jest ich już dobrze ponad czterystu i co roku przybywa. Właściciele polskich winnic. Najczęściej sami robią wino, najczęściej im się nie udaje. Niektórzy mają jednak do tego rękę – powodzenie zaskakuje ich samych.
10.03.2019

– Winemaker?! Nigdy nie zatrudniłem kogoś takiego. Winemaker to ja! – mówi Michał Pajdosz z winnicy Jakubów. – W czerwcu 2013 roku umarł mój tato. Rak. Przyjechali zaprzyjaźnieni winiarze, rozsypywaliśmy jego prochy w winnicy. „Już czerwiec – mówią. – Do końca miesiąca masz czas na zgłoszenie winnicy do legalizacji”. Ani mi to przez myśl nie przeszło. No, ale, jak radzili, zalegalizowałem winnicę i zacząłem uczyć się robić wino. Miałem cztery miesiące do zbiorów. Kupiłem kilka książek, zastanowiłem się, jak to ma wyglądać. I zrobiłem.

Michał po roku zgarnia medale za swoje pierwsze wino, w ciągu trzech lat zostaje „królem hibernala”, późno dojrzewającej winorośli, z której produkuje się białe wina. W pięć lat – podwaja powierzchnię winnic. Winnica Jakubów leży w niewielkiej wsi w pobliżu Głogowa, na szlaku do Santiago de Compostella, św. Jakub ma tu swoją figurę i źródło, od XII wieku ściąga pielgrzymów. Może to miejsce cudowne? Bo Michałowi jak dotąd udaje się nadspodziewanie. To znacznie więcej niż „beginner’s luck”.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez DTC_backstage (@dtcbackstage)

Stres i wino średniowiecznego woja 

– Bardzo chciałem iść na Politechnikę Wrocławską. Na architekturę się nie dostałem, drugim wyborem była biotechnologia. Pomyślałem, że to pewnie kierunek najbliższy winu – czułem, że kiedyś w to się zaangażuję. Tato podejmując decyzję, czy dosadzać winorośl, rozwijać, doposażać, inwestować, pytał mnie, jakie mam plany po studiach. Wiedziałem, że tak to się skończy. Ale nie sądziłem, że tak szybko. Akurat wtedy byłem średniowiecznym wojem, biegałem po lasach i biłem się na topory – opowiada Michał. – Przez całe studia robiłem łuki. Kiedy zacząłem, szybko się okazało, że konkursy łuków historycznych odbywają się tylko na spotkaniach rekonstruktorskich. Więc najpierw było późne średniowiecze, a potem wpadła mi w oko galeria zdjęć z festiwalu Słowian i wikingów. I już byłem ugotowany. W nocy wymykałem się z łóżka mojej dziewczyny, żeby przeczytać, jak na przykład w średniowieczu produkowali mydło, bo chciałem iść na prawdziwie średniowieczną wyprawę do lasu. W końcu we Wrocławiu trafiłem na grupę „Plemię Ślężan”. Dzisiaj dawny wódz mojego plemienia jest autorem etykiet moich win... Byłem całkowicie wkręcony w średniowiecze. Kiedy w czerwcu 2013 roku pojawiła się winnica, mój organizm natychmiast to wszystko odrzucił. Przestałem tego potrzebować. Nic dziwnego – kiedy robiłem swoje pierwsze wino, miałem taki stres, ze ciśnienie skakało do 220, wszyscy się mnie bali. I tym pierwszym winem rozwaliłem kilka konkursów. Dziś wiem już, ze stresy młodego winiarza były niepotrzebne.

Dumny król hybryd 

Jak sie czuję jako „król hibernala”? Czasem czuję się nie w porządku. Bo tytuł trochę na wyrost. Z drugiej strony – juz tato za wina z tego szczepu zgarniał medale i ja też sie w hibernalu rozkochałem. Trochę mi z tym „królem” niewygodnie, trochę się krępuję, ale jednak jestem z tego dumny – opowiada Michał. Hibernal to szczep hybrydowy, nie tzw. winorośl szlachetna, czyli „prawdziwa” vitis vinifera. To od hybryd zaczynali polscy winiarze. Są bardziej odporne na niekorzystne warunki pogodowe, do tego mniej podatne na choroby, a przede wszystkim – na mróz. Jeszcze na początku lat 2000 nikt nie spodziewał się aż tak poważnych zmian klimatu.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Maciej Nowicki (@maciej__nowicki)

– Na nowej ziemi, która dokupiłem, sadzę vitis vinifera. Hibernalem mogę konkurować z polskimi winiarzami, ale miałbym ochotę powalczyć zagranicą, poboksować w innej kategorii. W zeszłym roku nasadziłem chardonnay – dużo, trzeba jeszcze poczekać na owocowanie – może w czwartym albo w piątym roku. Dosadziłem pinot noir, zweigelta, dużo rieslinga. No i jeszcze trochę hybryd – solarisa i hibernala. Skoro już mnie nazwali królem, to nie mogę mieć przecież tysiąc litrów – śmieję sie. – Ale jednak fajnie by było jakimś dobrym bąblem z chardonnay i pinot noir zaskoczyć kogoś w Europie. Mam leżakujących sto flaszek wina zrobionego metoda szampańską. Dostałem za nie brąz na jednym z konkursów, to prawda. Ale jednak porobiłem sporo błędów przy produkcji, refermantacji, butelkowaniu. Dobrze, ze popełniłem je za pierwszym razem, to juz drugi raz nie popełnię. Właśnie jadę na tydzień do pracy w Szampanii. Może czegoś sie nauczę.

Pełną wersję artykułu Łukasza Modelskiego, w której znajdziecie też historię takich winnic, jak Gostchorze, Maciej Mickiewicz, Dom Bliskowice czy Moderna, przeczytacie w nowym numerze naszego pisma. 

 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie