"Najbardziej interesuje mnie człowiek" - rozmowa z Michałem Marczakiem
kadr z filmu "Wszystkie nieprzespane noce"

"Najbardziej interesuje mnie człowiek" - rozmowa z Michałem Marczakiem

Co zrobić, by film został wyświetlony na festiwalu w Sundance? Wie coś o tym laureat nagrody za reżyserię filmu dokumentalnego z 2016 roku.
04.02.2019

Kiedy się ogląda „Wszystkie nieprzespane noce” można odnieść wrażenie, że tęsknisz za młodością. Chociaż masz dopiero 34 lata.

Powiedziałbym, że raczej miło wspominam, niż tęsknię. Wydaje mi się, że teraz i kolejne trzydzieści lat to czas, w którym mógłbym żyć w nieskończoność. Mam już pewną świadomość, można powiedzieć „dojrzałość”, dystans do siebie i spraw. Gdy byłem młodszy, strasznie mocno wszystko przeżywałem.

Kiedyś mówiłeś, że nie chcesz dorosnąć, a teraz mówisz, że lubisz ten stan, bo jesteś dojrzalszy i spokojniejszy.

To, że pewne młodzieńcze bóle mam za sobą, nie znaczy, że jestem dorosły.

Kiedy jest się dorosłym?

Nie wiem, każdy musi sobie sam zadać to pytanie. Ja po prostu wolę cały czas być w procesie, podważać siebie i swoje poglądy, mieć w pewnym sensie perspektywę dziecka, które jest naturalnie ciekawe. Nie chciałbym tego stracić.

Ty nie chodziłeś do szkoły filmowej?

Nie. Mam maturę. Studiowałem w różnych miejscach, ale ostatecznie niczego nie skończyłem.

Wszystkiego po trochu?

Zmieniałem studia, bo chciałem się uczyć. Nie chodziło o papierek. Niestety, w niektórych miejscach, co było smutne, okazywało się, że np. już na drugim roku nie było inspirującej kadry. Nie chciałem marnować czasu, więc szukałem dalej.

Dlaczego nie zdecydowałeś się na szkołę filmową?

Po maturze próbowałem dostać się do Łodzi, ale nie zostałem przyjęty, więc poczułem, że to znak, abym jednak doszedł do tego własną drogą i w swoim czasie. Oczywiście z dzisiejszej perspektywy brzmi to łatwo, ale wtedy była to decyzja podjęta z dużą dozą niepewności. Pytanie, czy w ogóle można się tego w tako bezpośredni, akademicki sposób nauczyć? To jest jednak złożona umiejętność, która polega w pewnym sensie na nauce wszystkiego i niczego. Według mnie głównie to pielęgnowanie intuicji, gustu, spostrzeżenia, otwartości na siebie i wszystkich wokół. Kwestie techniczne są bardzo ważne, ale to podstawa. Zabawa zaczyna się dopiero wtedy, kiedy mamy je już w pełni opanowane. Wydaje mi się, że najważniejsze jest wsłuchanie się w siebie i znalezienie własnego sposobu na pojęcie tej wiedzy. Dla niektórych będą to studia na wyższej uczelni, dla innych po prostu robienie filmów i uczenie się na błędach.

To jaki był ten twój pierwszy ważny krok?

Przełomem i olśnieniem była decyzja, że zajmę się dokumentem. Oczywiście był to długi proces, ale pamiętam bardzo dobrze pokaz filmu Pawła Łozińskiego „Taka historia”. Był to jeden z pierwszych w Polsce filmów zrealizowanych małą kamerą DV. Paweł zrealizował ten film wspólnie z Dorotą Wardęszkiewicz, byli tylko w dwójkę. Paweł był odpowiedzialny za reżyserię, zdjęcia i dźwięk, Dorota Wardęszkiewicz za montaż. Bardzo mnie poruszył fakt, że można w tak małym składzie zrobić tak piękny film, który tak dobrze ogląda się na dużym ekranie. Byłem też zawsze ciekaw ludzi, którzy są inni niż ja, ale być może dlatego, że byłem lekko nieśmiały lub głupio było mi zawracać komuś głowę bez potrzeby, trudno było mi nawiązać z nimi głębszy kontakt. Film dokumentalny nagle dał mi pretekst, dzięki któremu mogłem wejść w świat niemal każdego. Po pewnym czasie szybko poczułem jednak ograniczenia tego gatunku wynikające z moralnych granic, których nie chciałem przekroczyć. Zacząłem więc kombinować, jak tu połączyć dwa światy, dokumentu i fabuły, abym mógł w bezpieczny sposób przesunąć tę granicę.

Dlaczego?

Dokument jest trudny. Kieślowski powiedział, że nie wytrzymał, ponieważ to wszystko prawda. Jak ktoś płacze, to są jego prawdziwe łzy i emocje, w fabule można podać glicerynę. W dokumencie, kiedy się kończą zdjęcia, to ten świat dalej istnieje i film wpływa na życie bohaterów, zostaje z nimi. Jeśli udało ci się dojść do pewnej głębi, a akurat to mnie najbardziej interesuje, to do końca życia jesteś związany z bohaterami. Trochę tak jak z byłymi miłościami. W reportażu pisanym można np. łatwo zmienić lokacje, imiona bohaterów, w filmie nie ma takiego prostego wytrychu.

Zawsze wiedziałeś, że chcesz robić filmy?

Na początku sporo szukałem. Po pewnym czasie zrozumiałem, że chcę się zająć czymś, co pozwoli mi blisko obcować z drugą osobą, przeżywać sytuacje na wysokich rejestrach emocjonalnych, ale też i mieć możliwość tworzenia światów, w których wszyscy mogą chociaż na chwilę zagubić się w marzeniach. Okazało się, że film to wszystko oferuje. Bardzo dbam o to, aby właśnie te emocje były podstawą każdego filmu, który zaczynam.

Robisz założenia, planujesz, czy podążasz za tym, co się wydarza?

Staram się nie mieć zbyt odległych planów. Oczywiście im większa produkcja, tym wcześniej trzeba ją zaplanować ale raczej jest tak, że w okolicach końca ostatniego filmu pojawia się pomysł na kolejny. Oczywiście elementy tych pomysłów krążą wcześniej, ale dopiero po zakończeniu pewnego etapu tak naprawdę czuję, co powinno być kolejnym krokiem.

Nie masz zaplanowanej „ścieżki kariery”?

Właśnie to w filmie jest piękne, że każdy może być inny, że można po zakończeniu zdjęć wyciągnąć z nich wnioski i zastanowić się, co dalej.

Ale w poradnikach piszą, że jak nie masz planów, to nigdzie nie dojdziesz, bo nie wiesz, dokąd chcesz iść.

Można powiedzieć, że w moim życiu jest pewien chaos, ale bardzo go lubię i staram się nim mądrze zarządzać. Zauważyłem, że im więcej  planuję i kontroluję, tym bardziej zamykam się na pewne spontaniczne działania. Jest to cienka linia, na której staram się jak najlepiej balansować.

Z czego ten chaos wynika?

Pewnie z dzieciństwa. Mój tata miał wszystko zaplanowane. Pamiętam, jak kiedyś wystrugaliśmy wędki i planowaliśmy, że za rok pojedziemy na ryby, potem były obszerne plany campingowe. Dużo rozmawialiśmy o tym, co będziemy robić, planowaliśmy te wydarzenia. Rodzice kupili mieszkanie, długo je remontowali. Tata bardzo dużo pracował, dostał bardzo mało wsparcia na starcie od swojej rodziny i chciał nam zabezpieczyć przyszłość. Niestety, miesiąc przed wprowadzeniem się do nowego mieszkania, które rodzice tak długo remontowali i przed tymi wyjazdami, które tak planowaliśmy, zginął w wypadku samochodowym. Kompletnie losowe zdarzenie. Chyba dlatego wolę żyć tu i teraz i nie odkładać niczego na później. Poza tym czuję takie wewnętrzne zobowiązanie, aby przeżyć życie w wartościowy sposób, tak, aby tata był ze mnie dumny.

Ile miałeś lat, gdy zginął?

Jedenaście. Może gdyby żył, inaczej by się wszystko ułożyło, byłbym innym człowiekiem, zajmował się biznesem, prowadził z tatą firmę, byłbym bardziej punktualny, nie robiłbym dziesięciu rzeczy na raz. Ale tak naprawdę takie gdybanie nie ma sensu.

Zastanawiam się, jak przeżyłeś szkołę z tym swoim podejściem do nauki.

Ledwo. Miewam taki koszmar, że budzę się rano i wydaje mi się, że nie zdałem matury. Ledwo ją zdałem, bo nie chodziłem do szkoły.

Co cię wtedy interesowało?

Chyba to, co każdego nastolatka. Dziewczyny, przygody, jeździłem na desce, słuchałem dziwnej muzyki. Ale wcześniej byłem też geekiem komputerowym, którego nikt w szkole nie lubił. Śmieszne było to, że zmieniłem ubiór i nagle zacząłem być lubiany.

Nie chciałeś być bogaty?

Nie, wyciągnąłem swoją lekcję z domu. Oczywiście szybko doświadczyłem, że jak nie ma funduszy, to nie można robić tego, co się chce, więc musiałem nauczyć się produkcji oraz sposobów finansowania filmów.

Co cię teraz interesuje?

Od zawsze zajmowała mnie głównie teraźniejszość, ale ostatnio mocno wkręciłem się w przyszłość. Dobre kino science-fiction zazwyczaj staje się odzwierciedleniem lęków oraz marzeń obecnego pokolenia.

Co się w przyszłości zmieni?

Z badań wynika że ewolucyjnie, jako gatunek, stajemy się coraz mniej agresywni, lepiej ze sobą współpracujemy. Niestety, nadal o wiele łatwiej potrafimy wyłapywać negatywne informacje, ale być może to się kiedyś też zmieni, ponieważ nie żyjemy już w czasach, w których rejestrowanie bardziej negatywnych informacji z zewnątrz znacząco zwiększa naszą szansę na przeżycie.

Dlaczego interesuje cię sfera emocji i uczuć?

Najbardziej interesuje mnie człowiek.

Jak zrobić, żeby film był pokazywany na festiwalu w Sundance?

Trzeba go tam wysłać (śmiech). To oczywiście warunek konieczny, ale niewystarczający, bo na festiwal zgłasza się mnóstwo filmów. Poprzednie osiągnięcia lub znane nazwiska w obsadzie delikatnie pomagają, ale selekcjonerom takich festiwali przede wszystkim zależy na dobrym nowym kinie.

Słyszałam, że dostajesz propozycje realizacji filmów za granicą? Nie urzeka cię to, że świat się o ciebie upomina?

Jest to oczywiście miłe, ponieważ jest to trudny i pełen niepewności zawód. Reakcje widzów, nagrody czy takie propozycje, są pewnego rodzaju afirmacją. Producenci zgłaszają się, ponieważ czują, że to, co robisz, może się dobrze sprawdzić w ich pomyśle. Ale raczej to będzie ich kino. Rzadko kiedy dadzą ci nad tym pełną kontrolę, więc na razie spokojnie czytam te scenariusze. Ale głównie koncentruję się na swoich projektach i staram się innych tym zainteresować.

Czy masz wrażenie, że wszystko ci się w życiu udaje?

Bardzo dużo rzeczy mi nie wyszło! Co chwilę popełniam błędy lub gafy. Poza tym robiłem w życiu mnóstwo kiepskich rzeczy i nie uważam, że wszystkie były po coś. Ale starałem się jak najszybciej z nich wyjść i zajmować się rzeczami, które mi coś dawały.

Miałeś dobrą relację z rodzicami? Z mamą?

Z mamą super. Ona jest szalona i bardzo młodzieżowa. Oprócz tego ma w sobie ogromną ilość empatii, którą mi zawsze bardzo imponowała. Przyjaźni się na przykład z moimi byłymi dziewczynami, co wydaje mi się niezwykle ciepłą i fajną sprawą.

Nie mówiła ci nigdy, żebyś skończył te studia?

Mówiła, że papierek może mi się przydać, że może dobrze coś skończyć, ale nie wywierała presji. Chyba wynika to z jej doświadczeń z młodości. Chciała iść na psychologię, ale jej tata był ginekologiem, tak samo jej dziadek, i jakoś tak wyszło, że ona też została ginekologiem. Więc kiedy zmieniałem zainteresowania czy studia, była w pełni wyrozumiała i mówiła tylko: „Dobra, skończ coś, lub pamiętaj, żeby jakoś zabezpieczyć swoją przyszłość”.

Z Michałem Marczakiem rozmawiała Anna Rączkowska. Wywiad ukazał się w numerze 6/2016 

 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie