Reklama

Książka Esquire: „O północy w Pera Palace. Narodziny nowoczesnego Stambułu”.

Bizantyjska dziwka tak na przełomie epok nazywali Stambuł tureccy nacjonaliści. Charles King prowadzi nas przez miasto, które walczy o prymat i władzę, które łączy wschód z zachodem.

Książka Esquire: „O północy w Pera Palace. Narodziny nowoczesnego Stambułu”. Dworzec kolejowy Haydarpaşa w Stambule nad cieśniną Bosfor. Do dziś tu kończą bieg pociągi jadące z azjatyckiej części Turcji. Zdjęcie z 1910 roku.
Reklama

Odwieczny obyczaj nakazywał, by każdego piątku sułtan w asyście dworu jechał ulicami Stambułu z jednego ze swoich pałaców do Błękitnego Meczetu na nabożeństwo. Uroczysty przejazd, podkreślający wielkość i potęgę imperium osmańskiego, gromadził tłumy gapiów żądnych podziwiać majestat władcy, trzymającego w garści wielkie obszary Azji, Afryki i Europy. Obyczaj przetrwał do czasów, gdy Turcja była już kolosem na glinianych nogach, zmiażdżona podczas I wojny światowej, okrojona z dawno podbitych terytoriów i okupowana przez zachodnie potęgi. A jednak wielu stambułczyków nie umiało sobie wyobrazić piątkowego przedpołudnia bez pojawienia się sułtana.

„Tego dnia” – pisze Charles King, amerykański historyk i wykładowca akademicki na waszyngtońskim Uniwersytecie Georgetown – „tysiące ludzi jak zawsze zebrały się na selamlik, cierpliwie czekając na pojawienie się powozu sułtana. Mijały godziny i z czasem zgromadzeni zaczęli się rozchodzić, zastanawiając się, dlaczego sułtan opuścił piątkowe nabożeństwo. Niebawem po mieście rozeszły się wiadomości o tym, co się zdarzyło”.

Sułtan Mehmed VI uciekł, a dokładniej rzecz ujmując, został wywieziony ze Stambułu przez Brytyjczyków. O szóstej rano w asyście najbliższej świty i syna wyszedł na spacer do ogrodów pałacu Yildiz, służący otworzyli tylną bramę, a stojący za murem angielscy gwardziści, ćwiczący ponoć musztrę, wpakowali Mehmeda do dwóch karetek i wywieźli do portu, gdzie czekał pancernik Malaya. Władca udał się na dobrowolne wygnanie, pozostawiając nie tylko zmieniający się gwałtownie kraj i jego stolicę, ale też pięć sułtańskich żon. Być może dzień ucieczki Mehmeda jest symbolem tureckich przemian.

Ale Charles King woli opowiadać nam o Stambule przez pryzmat jednego budynku, Pera Palace. Hotel wybudowany w 1892 r. z myślą o podróżnych przybywających do Stambułu luksusowym Orient Expressem miał dzieje równie burzliwe jak miasto. Najpierw wykwintny, staczał się i podnosił, był domem dla eleganckich gości, dyplomatów czy rosyjskich książąt po rewolucji październikowej, dla szpiegów przybywających do stolicy Turcji z całej Europy i świata, zamtuzem pełnym drogich (lecz również mocno średniego sortu) kokot, aż wreszcie utonął w rozrastającym się, napęczniałym milionami mieszkańców mieście. Jak notuje King, „Przed blisko dwudziestu laty, kiedy po raz pierwszy ujrzałem Pera Palace, raczej trzeba było mieć konkretny powód, by przebywać w tej części Stambułu. Mogła nim być na przykład wymiana przewodów w lampie albo odwiedziny u transpłciowej prostytutki”.

Książka Kinga to absolutnie fascynująca opowieść o Stambule przełomu epok, o mieście, gdzie Orient splata się z Zachodem, ale też walczy o prymat i władzę. Tureccy nacjonaliści, którzy dali podwaliny współczesnej Turcji, mówili o Stambule, że jest bizantyjską dziwką, choć sami wpatrywali się w Zachód. To właśnie oni odrzucili hidżaby, zamknęli haremy, wyśmiewali się z fezów, zlikwidowali sułtanat i kalifat (władca imperium osmańskiego był równocześnie najwyższym przywódcą religijnym muzułmanów), a mieszkańcom nakazali stać się niemal z dnia na dzień świeckimi Europejczykami i budować państwo na wzór jednonarodowej Francji. Tyle że Orient okazał się silniejszy od ludzkiej woli. Stambuł został najbardziej europejskim (choć coraz mniej), ale jednak muzułmańskim i wschodnim miastem.

W „O północy w Pera Palace” roi się od niezwykłych postaci. Jest Kemal Atatürk, ojciec założyciel współczesnej Turcji, zrazu wypluty przez miasto aż do dalekiej Anatolii. Są muzułmańskie feministki i tureckie królowe piękności, zdobywające tytuł Miss Universe. Jest biała emigracja z upadłej carskiej Rosji, która kiedyś stanowiła aż jedną piątą ludności miasta. Ale też Lew Trocki, ukrywający się przed zemstą Stalina. Pojawia się przyszły papież Jan XXIII, niemieccy antyfaszyści uciekający przed Hitlerem, żydowscy działacze szukający sposobu, jak uchronić swoich krajan przed kosą Holocaustu. I tak dalej. Dowiemy się, że Stambuł fascynował ich wszystkich, choć najczęściej nie był bezpieczną przystanią i wygodną kołyską, a raczej kazał żyć na ulicach, chwytać się każdej szansy przetrwania lub liczyć na łut szczęścia.

Wszystko to zaś sportretowane jest barwnym, żywym językiem, gdzie opowieść historyczna miesza się z relacjami świadków, obraz nabiera szczegółu, ale jest również wspaniałym uogólnieniem. Książka może być traktowana jak swoisty przewodnik po dziejach, kulturze, architekturze Turcji. Niektóre z miejsc opisywanych przez Kinga już dawno pokryła patyna, co stało się również udziałem Pera Palace. Inne nabrały nowego znaczenia. Okazuje się, że perspektywa jednego budynku, w którym zatrzymywała się miłość i zbrodnia, podstęp, fałsz, ale również wielkie nadzieje, to wystarczające tworzywo, by opisać wielomilionowe miasto, ogromny kraj, a nawet Bliski Wschód, sczepiony w bolesnym uścisku z Europą.



Charles King, „O północy w Pera Palace. Narodziny nowoczesnego Stambułu”. Tłumaczenie Justyn Hunia, Wydawnictwo Czarne.

Tekst: Paweł Smoleński

 

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Reklama

Inne artykuły

Reklama