To co wiem: Jeff Goldblum

To co wiem: Jeff Goldblum

- Mniej rzeczy, oto moje motto. Wyzbywaj się i upraszczaj. Nie lubię, kiedy ktoś w telewizji coś nam wciska. Większość rzeczy oddaję - Jeffa Goldbluma wysłuchał Sanjiv Bhattacharya.
14.12.2016

>Życie pełne jest szczęśliwych zbiegów okoliczności. Moje pierwsze dziecko, Charlie Ocean, urodziło się 4 lipca, kiedy kręciliśmy „Dzień Niepodległości: Odrodzenie”! Mam nadzieję, że będzie lubił fajerwerki.

> Najlepszym sposobem na ruszenie do przodu jest zaakceptowanie tego, w jakim punkcie się znajdujemy. Trzeba jechać na koniu w tym kierunku, w którym się porusza.

> Moje przemyślenia na temat tradycyjnej religii zbiegają się z poglądami Richarda Dawkinsa, Christophera Hitchensa i Sama Harrisa. Wolę naukę. Nikt nie wie, co się dzieje, kiedy umieramy. Nie sądzę, żebyśmy spotkali się z rodzicami, stali się duchami czy cokolwiek w tym stylu. A jeśli chodzi o 72 dziewice, zapomnij o tym!

> Przeszłość, w pewnym sensie, w ogóle nie istnieje. Ani przyszłość. Prawdziwa jest chwila obecna. To, kim jesteśmy. Więc wspominanie burgerów za 25 centów mija się z celem.

> Aplikacja Nest, to jest to. Ustawia się w domu kamerkę, w ten sposób cały czas widzę mojego synka, mogę też z nim rozmawiać. Nieustająca inwigilacja, wiem. Ale cóż, jeśli nie ma czego ukrywać, to nie ma czym się przejmować.

> Życie jest łatwiejsze, kiedy jest się wysokim. W szkole pomagało to w samoobronie. Dziś mogę nawet wejść do sklepu i kupić sobie coś prosto z wieszaka. Kiedyś był problem z długością rękawów, ale dziś nadgarstki i kostki uchodzą za części ciała godne eksponowania. Pasuje mi ten trend.

> Nigdy nie interesowały mnie pieniądze. Nie lubię fikuśnych rzeczy, a gromadzenie bogactwa mnie mierzi. Niedawno obejrzałem filmik o prywatnym odrzutowcu Donalda Trumpa, całym w złocie. Zrobiło mi się niedobrze.


>
Uważam, że kwestia tego, kim jesteśmy naprawdę, wykracza poza płeć. Poza bycie mężczyzną czy kobietą. Zresztą, czy nie odkrywamy właśnie, że wszyscy mamy w sobie po trochę wszystkiego?


>
Bycie o 30 lat starszym od żony jest mniej problematyczne, niżby się mogło wydawać. Dbałem o siebie, razem ćwiczymy, jest okej. Ale pewne odniesienia kulturowe się mijają, szczególnie, że jest gimnastyczką, sporo czasu spędziła w Rosji. Kiedyś zapytałem, którego Beatlesa lubi najbardziej; odpowiedziała, że Reksa Harrisona.


>
Godzina, którą spędziłem dzisiaj rano przy pianinie, śpiewając, przysięgam, nigdy mi tak dobrze nie szło. Jeśli chodzi o związki, nie byłem wcześniej gotowy na dziecko. Więc tak, późno dojrzewam, w większości dziedzin. Ale dzięki temu wszystko wciąż mnie interesuje i pociąga.


>
Najważniejsza w hotelu jest poduszka. Wolę te tańsze, twardsze poduszki, od tych miękkich, puchowych. Ale wciąż szukam optymalnej. Sztuka spania – to bardzo ważne!


>
Można źle w życiu skręcić. Obserwuję, że ludzie z wiekiem stają się coraz bardziej zgryźliwi i zamknięci. Ale z drugiej strony znam też takich starszych ludzi, którzy są jak ogród – stają się bardziej bujni, dochodzą do siebie. Trzeba po prostu obrać prawidłową drogę. I wierzę, że trzeba być autentycznie zaangażowanym i regularnie dbać o siebie.


>
Dobre samopoczucie nie bierze się z tego, że omijasz smutek, odrzucenie albo kryzys – trzeba przez to wszystko przejść. Jak w filmie „Zwyczajni ludzie”. Postać grana przez Donalda Sutherlanda przechodzi przez proces żałoby po synie. Ale Mary Tyler Moore nie. Staje się oschła i zagubiona i ostatecznie niezdolna do jakiegokolwiek związku. Cholera, łatwo powiedzieć.


>
By stać się dobrym w czymkolwiek, trzeba sporo zainwestować. Moja nauczycielka teatralna Sandy Meisner zwykła powtarzać, że nie można uważać się za aktora, dopóki nie pracowało się w zawodzie co najmniej 20 lat. Wtedy można uznać, że ma się aktorskie bebechy. Tak samo z grą na fortepianie czy ze związkami – czemu nie?


>
Oszukałem kiedyś podczas gry w kalambury. Kręciliśmy „Wielki chłód”, wszyscy dobrze się bawili, pomyślałem, że nie zaszkodzi, jeśli zdobędę przewagę. Podejrzałem hasło. Przyłapała mnie na tym JoBeth Williams, wspaniała aktorka, która się tak wściekła, że nie tylko dotknęło mnie to do żywego, ale i zmieniło. Już nigdy w życiu nie oszukiwałem.


>
Moje sny roją się od okropności. Zawsze ktoś mnie goni albo jestem w więzieniu, albo na planie filmowym i ktoś mnie olewa albo odrzuca czy coś w tym stylu. Wczorajszej nocy jakiś asystent reżysera trzymał mnie pod wodą, aż prawie przestałem oddychać.


>
Mam 64 lat i czuję, że znajduję się u progu najpyszniejszego etapu życia. Nie usłyszycie ode mnie skrzeczenia.


>
Wszystkie historie się kończą. Każda forma jest przelotna. Ten stół – jeśli przyglądać mu się wystarczająco długo, też się rozpadnie. Nasza planeta przestanie istnieć. Słońce zgaśnie. Taka jest historia wszechświata, a my jesteśmy jej częścią. 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie