To co wiem: Karl Ove Knausgard
www.instagram.com/expressenkultur/

To co wiem: Karl Ove Knausgard

Znakomitego norweskiego pisarza wysłuchał Tim Lewis
05.12.2018
Porównywanie mnie do Marcela Prousta to jak porównywanie piłkarskiej okręgówki do ekstraklasy.
Czy udałoby mi się przekonać kogoś, że oglądanie futbolu nie jest stratą czasu? Pewnie nie, bo przecież to prawda. Ale piłka jest chyba jedyną rzeczą, przy której tracę głowę i dobrze się bawię, a jestem dość poważną osobą. Futbol jest dla mnie czymś równie bezużytecznym, co niezbędnym.
Znany norweski autor powiedział kiedyś: „Każdy pisarz powinien mieć żonę, ale żadna kobieta nie powinna wychodzić za pisarza”. Ja sam jestem po dwóch małżeństwach, i tyluż rozwodach, i wiem, że pisanie bywa czasami zdradą. My, autorzy, swoje emocje, duszę, zamiast na drugą osobę przelewamy na papier. Pewnie jest możliwe obdarowywanie ich po równo, ale prawdopodobnie, jak wielu pisarzy, mam z tym problem.
Śni mi się, że widzę ojca czytającego moje książki. Zmarł wiele lat temu. Na początku mojego pisania przychodził do mnie w koszmarach. Jakbym robił coś niedobrego. Dziś jest inaczej. Przychodzi do mnie z pokojowym nastawieniem, jak gdyby zaakceptował moje pisarstwo.
Ojca zrozumiałem dopiero, gdy sam doczekałem się potomstwa. Wtedy dostrzegłem, z jakimi zmagał się problemami i co myślał. Wcześniej był dla mnie kimś w rodzaju nieomylnego boga.

Ludzie myślą, że jestem narcyzem – i może mają rację – ale to nie odnosi się do mojego wyglądu. Nie lubię patrzeć w lustro i staram się unikać zdjęć. Nie lubię siebie, tego, jak wyglądam. Jestem trochę za gruby.
Do sukcesu podchodzę z dystansem. Życie na szwedzkiej wsi mi w tym pomaga, bo tu nie jestem pisarzem, tylko Norwegiem.
W komputerach i smartfonach długo nie znajdowałem niczego fascynującego. Ale pewnego lata musiałem dokończyć pisanie, a miałem wokół siebie trójkę dzieci. Kupiłem więc trzy iPady i dałem im je, żeby móc spokojnie pracować. Wtedy odkryłem, że te urządzenia są przydatne.
Pisanie polega w dużej mierze na wychodzeniu ze strefy bezpieczeństwa, podejmowaniu ryzyka, grzeszeniu. Wszystko inne opiera się na przyzwyczajeniach, nawykach. Kiedy piszę, słucham tej samej płyty przez całą książkę. Przy pracy nad ostatnią towarzyszył mi najnowszy krążek amerykańskiej grupy Lambchop. Wałkowałem go przez trzy miesiące. Doskonale mnie uspokajał. Włączając go, czułem się, jakbym wracał do domu.
Dobrze pamiętam najgorszą radę, jaką dostałem w życiu. Kiedy zaczynałem swoją przygodę z pisarstwem, ojciec powiedział: „Pisząc, powinieneś pić, bo wtedy puszczą ci hamulce i będziesz bardziej kreatywny”. To tak nie działa. Jest odwrotnie: nie pij, gdy piszesz i nie pisz, gdy pijesz. Cała sztuka pisania polega na tym, by doprowadzić się do takiego stanu bez używek.

Tekst ukazał się w Esquire 05, wrzesień/październik 2017 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie