"Bez krzty sztuczności" - rozmowa z Andrzejem Stasiukiem
Fot. Cai Caslavinieri

"Bez krzty sztuczności" - rozmowa z Andrzejem Stasiukiem

26 stycznia ukazuje się płyta "Mickiewicz-Stasiuk-Haydamaky". Jeden z najlepszych polskich pisarzy wystąpił na niej w roli wokalisty. Specjalnie dla Esquire.pl Stasiuk odpowiedział na kilka pytań.
26.01.2018

Wszystko zaczęło się od fascynacji zespołu Haydamaky, który zaintrygowany „Stepami akermańskimi” Adama Mickiewicza postanowił wyruszyć w podróż śladami polskiego poety. Ukraińscy folkowcy szukali też kogoś, kto pomógłby wokalnie uzupełnić ich interpretację sonetu. A skoro mówimy o podróżach, to nic dziwnego, że wybór padł na Andrzeja Stasiuka

Okazało się, że autor „Jadąc do Babadag” nie tylko chętnie zinterpretuje najsłynniejszy z „Sonetów krymskich”, ale i wyrazi chęć nagrania całego albumu opartego na poezji Mickiewicza, rockowej interpretacji motywów folkowych i surowej recytacji, uzupełniającej tę niespokojną całość. 

Wydanie płyty „Mickiewicz-Stasiuk-Haydamaky” (premiera 26 stycznia) stało się dla nas pretekstem do porozmawiania z pisarzem zarówno o samym projekcie, jak i o innych muzycznych fascynacjach.  

Czy zna Pan inne płyty z ostatnich lat, łączące interpretację poezji czy to z folkiem, czy nowymi brzmieniami, jak np. „Różewicz – Interpretacje”  Sokoła i Hadesa czy projekt „nowOsiecka+”? 

Nie. Nie znam. Słucham starych rzeczy. Nowości jest zwyczajnie za dużo. Nie nadążam i, szczerze mówiąc, nie bardzo chcę nadążać. Mickiewicz jest wystarczająco stary.  No i jednak nie jest to Osiecka.

Co sprawiło, że przyjął Pan propozycję zespołu Haydamaky – Mickiewicz, chęć sprawdzenia się, muzyka zespołu? 

Oni potężnie grają. Bas, perkusja, puls - dobrze w czymś takim wziąć udział. Można odczuć fizyczną przyjemność, gdy taka maszyneria rusza, rozpędza się i nic nie może jej zatrzymać. Poza tym ta mieszanka - Ukraina, stepy, Mickiewicz – od początku dobrze to dla mnie brzmiało, choć chyba stepy przeważyły, Akerman. Tak się składa, że od wielu lat jeżdżę na środkowoazjatyckie stepy albo do Mongolii.  Jadę, śpię na ziemi, palę ogień, budzę się i jadę dalej. Pomyślałem, że to jest jakieś poszerzenie tej przestrzeni. Powiedzmy: poszerzenie artystyczne ”kwestii wschodniej”. No i same Haydamaki, których wcześniej słuchałem. Im się udaje bezboleśnie, bez krzty sztuczności czy napinki przyswoić rockowo idiom muzyki ludowej. U nas się to z jakiegoś względu nie udaje, a u nich tak.    

Czy miał Pan jakiś projekt, który był inspiracją przy „Mickiewicz-Stasiuk-Haydamaky”? 

Nie. W liceum polonistka przyniosła na lekcje gramofon i puściła nam „Bema pamięci rapsod żałobny” Norwida zaśpiewany genialnie (tak, genialnie) przez Czesława Niemena. Ale to było ponad czterdzieści lat temu i się nie powinno liczyć. Zresztą nie powinienem mówić tego głośno, bo Mickiewicz mógłby być niezadowolony. Niespecjalnie cenił poezję Norwida. Przekombinowaną mu się wydawał i ja się z nim trochę zgadzam. 

Jakie problemy interpretacyjne, intonacyjne i wykonawcze stwarza poezja Mickiewicza? 

Nie stwarza. Mickiewicza po prostu trzeba przeczytać, tak jak został napisany. Poza tym trzeba słuchać zespołu, żeby się nie wychrzanić rytmicznie. Mickiewicz jest po prostu gotowy. Wystarczy go powtórzyć: dźwięki, obrazy, frazę. Mickiewiczem doskonale się mówi. Ma się wrażenie, że granica między poezją a mową potoczną w jakiś nadprzyrodzony, cudowny sposób się u niego zaciera. 

W jaki sposób praca w studiu i nagranie płyty może wpłynąć na warsztat pisarza? Czy po nagraniu albumu dostrzegł pan jakieś zmiany w swoim myśleniu o rytmie, melodii słowa? 

 Jak się ma za plecami sześciu doskonałych muzyków, to się człowiek uczy przede wszystkim pokory i dyscypliny. Myślę, że mnie to przychodzi dość łatwo, bo zawsze myślałem „muzycznie” o literaturze. W pisaniu zawsze ważne były dla mnie rytm, fraza, melodia. Nie ma większej tortury niż lektura tekstu, który „nie brzmi”. 

Czy jest jakiś inny polski poeta, którego adaptacji na potrzeby płyty mógłby się pan podjąć? A może prozaik? Wyobraża Pan sobie, by w podobny sposób „wykorzystać” np. Zygmunta Haupta?

Nic nie przychodzi mi do głowy. Nagrałem parę płyt z Mikołajem Trzaską, ale trochę na innej zasadzie. Mikołaj bierze mój głos, gdy czytam swoje teksty, a potem to tnie, skleja, po prostu robi z głosu jeszcze jeden instrument. Haupt? No nie wiem… Zbyt gęsta jest ta proza, zbyt wyrafinowana żeby jeszcze ją wspomagać, jakieś turbo jej dokładać. Są rzeczy, które nie potrzebują niczego więcej. 

Fot. Cai Caslavinieri                                                         Fot. Cai Caslavinieri

Gdyby dysponował pan nieograniczonym budżetem i mógł współpracować z dowolnymi muzykami świata, to jak brzmiałaby pańska płyta autorska? Od tekstów po gatunek muzyczny. 

Od razu „muzykami świata”… Z kolegami bym nagrał. Znam dobrych muzyków. Coś byśmy wymyślili. Ja się nie nadaje na lidera, więc trzeba by coś zespołowo wykombinować. Ale to byłyby raczej proste, surowe brzmienia, bardziej garaż niż studio. I proste, surowe teksty. Mickiewiczowski trzynastozgłoskowiec z przewagą rzeczowników i czasowników. 

Jak na ostateczny kształt płyty wpłynęła podróż do Mongolii, którą odbył Pan między kolejnymi sesjami? 

Wszystkie pięć podróży do Mongolii miało wpływ – nieskończoność i przestrzeń mają wpływ na umysł. Ale teraz mogłem sobie wysiąść z  auta gdzieś na Ałtaju Gobijskim, popatrzeć na horyzont i powiedzieć: Widzisz, to jest ten sam step, co pod Akermanem. Ten sam, tylko 7 tysięcy kilometrów dalej, bo geograficznie rzeczywiście to jest to samo, po prostu dalszy ciąg. Wysiadasz z auta i mówisz: „Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu…” i słuchasz jak to brzmi. I brzmi bardzo dobrze.

Haydamaky Stasiuk okładka

Tytuł płyty: „Mickiewicz-Stasiuk-Haydamaky”

Nazwa zespołu: Mickiewicz-Stasiuk-Haydamaky

Premiera:  26 stycznia 2018

Wydawca: Wydawnictwo Agora / PUGU art

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie