Miłosny pean o "Hawanie"
Forum

Kultura

Miłosny pean o "Hawanie"

Najnowsza książka Marka Kurlansky'ego to doskonały przewodnik po mrocznej historii i malowniczej kulturze stolicy Kuby. Tylko u nas znajdziecie fragment tego wydawnictwa.
13.02.2018

W latach pięćdziesiątych setki kolejnych barów i nocnych klubów otwarto przy ulicy Prado i w dzielnicy Vedado, wokół Calle 23 – Dwudziestej Trzeciej Ulicy, która nadal stanowi okolicę tętniącą życiem. Nazywa się ją La Rampa, ponieważ wybudowano ją na lekkim wzniesieniu. Nocne kluby zaczęto otwierać także poza Vedado. Leżące tuż za miastem Sans Souci przypominało majątek wiejski z ogrodami, po których można się było przechadzać albo tańczyć pod gołym niebem przy akompaniamencie znanych orkiestr. Występowali tam światowej sławy artyści, począwszy od Édith Piaf i Harry’ego Belafonte po Marlenę Dietrich i Sarah Vaughan, jak również kubańskie gwiazdy, takie jak Benny Moré, słynny śpiewak specjalizujący się w bolerach. Tamtejszym kasynem zarządzał Meyer Lansky.

Również na przedmieściach, tuż obok Marianao, znajdowała się Tropicana ze swą spektakularną architekturą z lat czterdziestych XX wieku, a zwłaszcza zaprojektowanymi przez Maxa Borgesa Arcos de Cristal – wielkimi betonowymi łukami ze szklanymi ścianami. Tropicana to jedyny ze słynnych klubów tamtej epoki,  który – przez lata zarządzany przez władze rewolucyjne – przetrwał do dziś. Budynek wygląda na nieco sfatygowany i jest kompletnie nie na miejscu w rewolucyjnej Hawanie (Kubańczycy tam nie chadzają), ale jego architektura nadal zachwyca, a kobiety – pomimo stanowiska rządu, który oficjalnie sprzeciwia się kupczeniu ciałem – są tam piękne i prawie nagie.

Graham Greene, opisujący w autobiografii Ways of Escape [Drogi ucieczki] swoje podróże do Hawany, w szczery i bezpośredni sposób wyraził to, o czym prawdopodobnie myślała większość mężczyzn:

Cieszyłem się niemoralną atmosferą miasta Batisty, ale nigdy nie zostawałem tam na tyle długo, żeby zdać sobie sprawę ze smutnego tła politycznego, jakim było bezprawne wtrącanie ludzi do więzienia i stosowanie tortur. Przyjeżdżałem tam […] dla restauracji Floridita (słynnej ze swych daiquirí i krabów Morro), dla burdelowego życia, ruletki w każdym hotelu, automatów do gry, wyrzucających z siebie wygrane w postaci strumieni srebrnych jednodolarówek, teatru Szanghaj, gdzie za dolara i dwadzieścia pięć centów można było zobaczyć nagi kabaret z ekstremalną sprośnością i najbardziej niebieskimi z niebieskich filmów w przerwach między występami.

W swojej książce Greene opisuje wieczór, jaki spędził z przyjacielem w teatrze Szanghaj, obserwując występ mężczyzny zwanego Supermanem, który na żywo uprawiał seks z pewną Mulatką. Pisarz narzekał jednak, że pokaz zaprezentowany przez Supermana był „nudny jak w przypadku męża wypełniającego swe obowiązki  małżeńskie”. Następnie przyjaciele poszli przepuścić pieniądze na ruletce, zjedli kolację w El Floridicie, wypalili odrobinę marihuany i obejrzeli lesbijski występ w Blue Moon. Po tym wszystkim ich kierowca zdobył jeszcze po niewiarygodnie niskiej cenie odrobinę kokainy, którą kupił w kiosku z gazetami. Diler był jednak nieuczciwy,  ponieważ kokaina okazała się zwykłym białym proszkiem. To właśnie taki wieczór zainspirował Greene’a, by miejsce akcji jego komedii szpiegowskiej, która później została zatytułowana Nasz człowiek w Hawanie, przenieść z Europy do stolicy Kuby. „Nagle uderzyło mnie, że tutaj, w tym niezwykłym mieście, gdzie każdy występek był dozwolony i wszystko można było kupić, znajduje się prawdziwe tło dla mojej komedii”. Dobrze czy źle, a prawdopodobnie i tak, i tak, wszystko zakończyło się rewolucją.

Pod koniec lat pięćdziesiątych w Hawanie rozpoczął się ten sam proces, co w innych miastach usytuowanych nad brzegiem morza, a mianowicie budowa ściany betonowych wieżowców hotelowych, oddzielających miasto od oceanu. W 1955 roku Meyer Lansky zapoczątkował realizację swojego marzenia, budując najbardziej luksusowy hotel nadmorski na Karaibach – Habana Riviera w dzielnicy Vedado. Lansky wkład własny wzbogacił o pieniądze uzyskane od inwestorów z Las Vegas oraz sześć milionów dolarów z pożyczek rządowych, jakich udzielił mu jego przyjaciel Batista. Był to hotel o dwudziestu jeden piętrach, zaprojektowany przez Igora Polevitzky’ego, który swoimi budynkami, takimi jak wzniesiony w 1940 roku Shelbourne Hotel, wywarł wielki wpływ na wygląd wieżowców stojących na nabrzeżu Miami Beach. Jedną z wyróżniających się atrakcji Riviery stanowił fakt, że był to pierwszy budynek w Hawanie mający wewnętrzną klimatyzację, która nadal stanowiła rzadkość w tym mieście.

Hawański Hilton, który otwarto w 1958 roku, był trzydziestojednopiętrowym budynkiem stojącym na skraju La Rampa w Vedado i, jak przechwalali się jego właściciele, był widoczny z każdego miejsca w mieście. Miał sześćset trzydzieści pokojów, duży basen, kasyno i komfortowy bar na dachu, który, jak głosi stary dowcip, miał najlepszy widok w całej Hawanie, ponieważ nie było stamtąd widać Hiltona.

Zgodnie z często stawianą tezą, która doprowadza do furii przeciwników rewolucji, można stwierdzić, iż to właśnie rewolucja ocaliła Hawanę. Ocaliła ją przed przekształceniem w kolejne Miami Beach lub portorykańskie San Juan. Ocaliła Malecón przed odcięciem go od reszty miasta przez hotelowe wieżowce. I ocaliła Hawanę przed Josepem Lluísem Sertem oraz jego wykształconymi na Harvardzie i będącymi pod wpływem Le Corbusiera architektami, którzy przedstawili miastu swoją propozycję zmodernizowania kubańskiej stolicy. 

Mark Kurlansky - "Hawana. Podzwrotnikowe delirium" (tłumaczenie: Tomasz Fiedorek, Wydawnictwo Czarne)

Komentarze

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo