Co robił reżyser „Bonda”, gdy w Polsce wybuchał stan wojenny?
Starstock

Co robił reżyser „Bonda”, gdy w Polsce wybuchał stan wojenny?

To już prawie pewne – kolejny film o agencie 007 ma nakręcić Danny Boyle.
12.03.2018

Bondowska telenowela trwa – nie znamy jeszcze nazwisk reżysera i odtwórcy głównej roli w filmie nr 25, a w kolejne plotki o „niemal potwierdzonych” kandydatach coraz trudniej uwierzyć. Jednak nowe doniesienia o spotkaniu Danny’ego Boyle’a z wszechwładnymi producentami filmu – Barbarą Broccoli i Michaelem G. Wilsonem - zdają się sugerować, że przynajmniej jeśli chodzi o fotel reżysera część wątpliwości może wyjaśnić się już w najbliższym czasie.

Barbara Broccoli i Michael G. Wilson/ Starstock

Nie byłoby w tym nic dziwnego – zasługi dla eklektycznego, międzygatunkowego kina twórcy takich filmów „Slumdog: Milioner z ulicy”, „Trainspotting” czy „Niebiańska plaża” oraz liczne nagrody (z Oscarem na czele) sprawiają, że z Boylem w Wielkiej Brytanii (i nie tylko) chcą pracować wszyscy – od organizatorów igrzysk olimpijskich po Banksy’ego. Podobno producentom przypadł do gustu pomysł na scenariusz autorstwa współpracującego z Boylem od ponad 20 lat Johna Hodge’a, a samą informację potwierdził znany z wiarygodnych źródeł w „bondowskim” kręgu Baz Bamigboye z „Daily Mail”.

Co ciekawe, w początkach kariery Boyle’a można znaleźć mało znany wątek polski. W swojej książce „Z głowy” (Świat Książki, 2004, str. 5-6) Janusz Głowacki opisuje:

"Otóż dziesięć dni wcześniej (przed 18 grudnia 1981 – ESQ) w moim mieszkaniu na ulicy Bednarskiej w Warszawie ściągnąłem ozdobnym paskiem ze świńskiej skóry wyjściowe czarne spodnie z najdelikatniejszego sztruksu, wyglansowałem buty, żeby nabrały wyglądu, i poganiany żądzą zysku i sławy wybrałem się do Londynu na premierę mojej sztuki "Cinders", czyli "Kopciuch" w Royal Courth Theatre.(…)

Zamieszkałem za darmo w hotelu Holliday Inn, bogacąc się dodatkowo, bo za udział w próbach - w przeciwieństwie do Polski, gdzie autora do teatru wpuszcza się niechętnie - płacono. Aktorzy byli bez zarzutu, reżyser Danny Boyle, ten od filmu "Trainspotting", też. I już po pierwszej próbie się upewniłem, że "Cinders" w przeciwieństwie do "Kopciucha", po obejrzeniu którego w Polsce obiecałem sobie nie pisać więcej dla teatru, jest sztuką, jak się należy." 

Czytelnicy Głowackiego pamiętają, że zmarły w ubiegłym roku pisarz już po wybuchu stanu wojennego ostatecznie zdecydował się na emigrację – można powiedzieć, że przyszły twórca Bonda miał w tym swój udział.

Przeczytaj też: Nowy serial Danny'ego Boyle'a już w marcu 

Komentarze

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo