Jest we mnie ten sam gniew - rozmowa z Piotrem Domalewskim
Fot: AKPA

Jest we mnie ten sam gniew - rozmowa z Piotrem Domalewskim

Miał być lekarzem, bo lubił biologię i chemię. Został aktorem. Na początek kukiełkowym. Odnosił sukcesy jako aktor teatralny, ale postanowił zostać reżyserem. Dziś Piotr Domalewski jest najbardziej nagradzanym u nas twórcą filmowym Zgarnął wszystko, co było do zgarnięcia. I ciągle nie może usiedzieć w miejscu.
05.07.2018

„Piotr już jest jakby coś” – to sms od jego agentki. „Ja już jestem jakby coś” – przychodzi wiadomość od Domalewskiego. Do wywiadu zostało kilka minut, ale reżyser dotarł przed czasem. Poznaliśmy się dosyć dawno. Potem długo się mijaliśmy. Wpadliśmy na siebie ponownie na festiwalu w Gdyni, kiedy Piotr miał wyjść na czerwony dywan tuż przed galą rozdania nagród. W kuluarach huczało od plotek, że jego „Cicha noc” bierze wszystko, co najważniejsze. On, wystrojony w czarny garnitur i krawat, stał blady jak ściana i witał się z każdym, nie bardzo wiedząc, kto podaje mu rękę. Potem był sukces. Kolejny przyszedł w marcu, kiedy na gali rozdania nagród filmowych Orły na niego i na „Cichą noc” posypał się deszcz nagród.

Cieszy go sukces. W ciągu zaledwie kilku miesięcy z niezbyt znanego aktora przeistoczył się w jednego z najbardziej popularnych reżyserów. Nagrody, które zdobył, niejednemu przewróciłyby w głowie. Jednak „Domal” pozostał skromnym twórcą, którego wciąż się pamięta, jak jeździł po różnych festiwalach z filmami krótkometrażowymi, skąd często wracał z niczym. Dziś mówi o nim cała branża i jeden z drugim opowiada, że u niego zaczynał, że go pamięta. W Domalewskim nie ma wyniosłości, arogancji. Jest fajna rozmowa.

Esquire: Jesteś jednym z największych polskich reżyserów.

Piotr Domalewski: Maciej Sobieszczański jest wyższy ode mnie.

Esq: A Pasikowski?

PD: Zależy kiedy. Trenowałem skok wzwyż i dzięki moim warunkom udało mi się zdobyć dwukrotnie wicemistrzostwo województwa łomżyńskiego. Tak na co dzień wolałbym być niższy, bo obijam się o rurki, kiedy wsiadam do autobusu. W ciasnocie tanich linii lotniczych dla kogoś, kto ma 189 centymetrów, siedzenie przez całą podróż w kucki jest torturą.

Esq: A wysocy aktorzy mają lepiej?

PD: Zależy gdzie. W teatrze jest w porządku. W filmie gorzej. Przyczyna jest bardzo prosta. Jeśli chcesz zrobić ujęcie zza pleców aktora, musisz postawić kamerę na wysokości metr dziewięćdziesiąt. A w Polsce są może
trzy czy cztery osoby, które utrzymają kamerę tak wysoko.

Esq: Czym było aktorstwo, teatr, film z perspektywy chłopaka z Łomży?

PD: Innym światem. Nieosiągalnym, tak jak dziś jest dla mnie praca w Hollywood. Nawet o tym nie marzysz.

Esq: Jak więc wpadłeś na to, żeby zdawać do szkoły teatralnej?

PD: samo miasto oferowało wtedy niewiele. Prawie nic. Na szczęście w domu kultury poznałem człowieka, który był pasjonatem sztuki. Zarabiał grosze i zajmował się młodymi adeptami sztuki. Uwierzył we mnie. Potem wyjechał do Anglii do pracy.

Esq: Jak na siebie trafiliście?

Piotr Domalewski: Miałem wysoki głos, więc wymyśliłem sobie, że jak będę śpiewał, to mi się głos obniży. Dlatego zapisałem się do chóru. Jego szefowa powiedziała, że nie zajmuje się pracą nad głosem, tylko z głosem. Wysłała mnie więc do człowieka, który prowadził kółko teatralne. Pomyślałem: „Czemu nie?”. Okazało się, że wszyscy członkowie zespołu są dużo młodsi ode mnie. Nie pasowałem do grupy. Byłem wtedy w trzeciej klasie liceum. Zaczęliśmy więc pracować indywidualnie. szef kółka dał mi tekst „Solo” Stasiuka – 26 stron – którego kazał nauczyć mi się na pamięć.

Esq: Chciało ci się?

PD: Ciągnęło mnie w stronę sztuki, literatury. W podstawówce pisałem teksty na akademie. Nie robiłem tego z pasji. Pisałem, bo wiedziałem, że nikt inny nie weźmie sobie tego na głowę. A przecież musieliśmy coś przygotować. I dzięki temu prezentowaliśmy moje teksty przed całą szkołą.

Esq: Lubiłeś pisać?

PD: Podobało mi się raczej to, że to, co wymyślę, ludzie kupują. Uczniowie, nauczyciele słuchali tekstów, które napisałem. Byłem tym zaskoczony. Nie znałem żadnych mechanizmów,
sposobów, konstrukcji – pisałem
intuicyjnie.

Esq: Nauczyłeś się tekstu Stasiuka?

PD: W trzy dni. Zaczęliśmy pracować nad monodramem. Pojechałem na jakiś konkurs, ale nic nie wygrałem. Jednocześnie przygotowywałem się do egzaminów na stosunki międzynarodowe. Ciągle chodziłem na kółko teatralne, więc pomyślałem, dlaczego nie próbować zdawać do szkoły teatralnej w Białymstoku. Tam było najbliżej.


Rozmawiał Maciej Gajewski. Cały wywiad ukazał się w numerze 3, maj/czerwiec 2018 

Komentarze

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo