Pięćset plus tato - rozmowa z Kamilem Pivotem
Fot: Facebook/kamilpivot

Pięćset plus tato - rozmowa z Kamilem Pivotem

Nagrał jedną z najfajniejszych płyt ostatnich miesięcy, "Tato Hemingway". Na jej produkcję wydał rodzinne oszczędności, ale za zgodą żony. Marzy o domu z ogródkiem. Kamil Pivot - polubisz go.
06.12.2018

ESQUIRE: Ciężko być w Polsce raperem po trzydziestce? Jesteś ustatkowanym mężczyzną, masz żonę, trójkę dzieci. Tymczasem rap to zabawa dla dużych chłopców....

KAMIL PIVOT: Andre 3000 z grupy OutKast zapytano kiedyś, dlaczego nie wraca do rapowania. Odpowiedział, że „hip” w określeniu hip-hop oznacza bycie modnym i na przekór trendom. „O czym mam nawijać? O badaniach okresowych jąder?” – dodał. Uprawiam małe poletko, ale jestem na nim pierwszy. Pogodziłem się z tym, że nie będę mógł liczyć na aprobatę młodszej publiczności. Udaje mi się jednak przekazać dojrzałe treści w interesujący dla ludzi sposób.

ESQ: Jesteś późnym debiutantem, płytę „Tato Hemingway” wydałeś jako trzydziestodwulatek. Miałeś obawy, że nagrasz album, który zainteresuje jedynie rodzinę i znajomych?

KP: Zupełnie nie. Jedyną rzeczą, której się obawiałem, było zmarnowanie pieniędzy, które wydałem na wyprodukowanie albumu, bo wziąłem je z rodzinnych oszczędności. Musiałem wszystko dokładnie wyliczyć, żeby projekt był rentowny, i szczęśliwie się udało.

ESQ: Żona nie miała wątpliwości co do twojej pasji?

KP: Dała mi pełne wsparcie. Wiedziała, że to dla mnie ważne, od dawna zapowiadałem, że coś nagram. Była świadoma, że to życiowa przygoda, która nie jest „od czapy”. Według niej mam talent i mogę odnieść sukces.
Czytaj też: Jay-Z: w życiu doświadczyłem więcej porażek niż sukcesów 

 

Post udostępniony przez Kamil Pivot (@kamilpivot)

ESQ: A dzieci?

KP: Są szczęśliwe, że tata robi piosenki. Już pytają, kiedy pójdziemy do studia, bo tez chca nagrywać. Doszło nawet do tego, że syn opowiadał o płycie w przedszkolu, a siostry, które je prowadzą, mówiły, że jest fajna. Chciałem tego uniknąć – nie mówiłem znajomym i najbliższej rodzinie o nagrywaniu, bo nie chciałem tłumaczyć, że nie robię „yo, yo, yo” i nie nawijam z małolatami. Długo nie dało się jednak utrzymać tego w tajemnicy. Na szczęście nie słyszałem negatywnych opinii.

ESQ: Jesteście rodzina wielodzietna. Czego nauczyło cie życie z trójka dzieci?

KP: Dzieciaki są dla mnie kimś, kto mnie codziennie kalibruje, jeśli chodzi o priorytety. Gdy przez chwile wydaje mi się, że moja płyta jest czymś ważnym lub że moja praca jest czymś istotnym, to w momencie, gdy bawimy się z dziećmi, potrafię sobie uzmysłowić, jak pozostałe rzeczy są nieistotne. Zawsze sądziłem, że bycie ojcem może być czymś, w czym będę się fajnie realizował. Uważam, ze jeżeli w cokolwiek warto inwestować swój czas, swoje uczucia i swoje pasje, to właśnie w swoje dzieci. Nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale bardzo wcześnie doszedłem do takich wniosków. Byłem daleki od imprezowego stylu życia. Posiadanie dużej, fajnej rodziny to dla mnie największy skarb, jaki można zdobyć w życiu.

ESQ: Marzenia?

KP: Brakuje mi domu z ogródkiem. Przy dużej rodzinie i małym piłkarzu w składzie ważne jest, żeby jak najwięcej czasu spędzać na powietrzu. O tym myślę najczęściej. Chcę po prostu szczęścia mojej rodziny. Do tego chciałbym mieć wystarczająco dużo pieniędzy, by pokazywać dzieciom świat.

ESQ: Na płycie wspominasz o Robercie Lewandowskim, w ogóle jest na niej sporo o piłce nożnej.

KP: To prawda. Pomyślałem, ze wyślę Robertowi płytę „Tato Hemingway” i to zrobiłem. Czy posłuchał – nie wiem, ale chciałem, żeby ludzie, których lubię, choć czasem nawet ich nie znam, mieli okazję ją poznać. Wiem za to, że to fajny, przyjazny materiał dla tych, którzy mają dzieci.

ESQ: Płytę „Tato Hemingway” masz już za sobą. Co dalej?

KP: Myślę o koncepcyjnym albumie, pojawiają się też pomysły mikrowydawnictw składających się z trzech – czterech kawałków. Tym razem nie będzie to rap o dzieciach. Chłopaki z Taconafide robią prawdziwe blockbustery, a ja chcę nagrywać fajny, lekki serial, w którym odcinek trwa dwadzieścia minut i siadasz przy nim po to, by się odprężyć. To nie będzie „Black Mirror”.

ESQ: Szykujesz współpracę z kimś z muzycznego mainstreamu?

KP: Na razie nie ma o tym mowy. Spotkaliśmy kiedyś Paulinę Przybysz. Powiedziała, że jej dzieci ciągle proszą ją o włączenie piosenki „Tylko po chleb” z mojej płyty. I to by było na tyle.

Rozmawiał Krzysztof Nowak. Wywiad ukazał się w czwartym tegorocznym numerze "Esquire'a". Płyty Kamila możesz posłuchać poniżej: 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie