Organek: "Nigdy nie zaczynam od nowa"
Zdjęcia: Tomasz Mąkolski

Organek: "Nigdy nie zaczynam od nowa"

Rozmowa z Tomaszem Organkiem, jednym z najważniejszych artystów nowego polskiego rocka.
07.09.2018

ESQUIRE: Po latach na scenie czujesz, że muzyki w twoim życiu jest za dużo?

Tomasz Organek: Tak. W samochodzie wożę ostatnio płyty wytwórni ECM. Bardzo lubię jazz i słucham go często, ale dotąd nie słuchałem pasjami ECM-u. A to są tak niezauważalne dźwięki, że zastępują mi całą muzykę. Doskonałą alternatywą jest też cisza. Mam w sobie potrzebę spokoju, odseparowania, poukładania w głowie myśli. Prawie nie słucham radia, nie oglądam telewizji. Dookoła jest za dużo hałasu, za dużo wszystkiego, najczęściej głupiego i absorbującego.  Im jestem starszy, tym ta potrzeba spokoju we mnie rośnie. Nie wyobrażałem sobie kiedyś, że będę chciał uciec z powrotem na wieś, a teraz zdarza mi się o tym myśleć. Dawniej miałem potrzebę ucieczki do miasta. Gdy mieszkasz w małej miejscowości, pragniesz eksplorować. Wydaje ci się, że w mieście zajdziesz coś więcej.

ESQ: Zawsze jest coś więcej. Horyzont nigdy się nie przybliża.

TO: Nie zawsze większa liczba ludzi i wyższy poziom głośności gwarantuje to coś „więcej”.

ESQ: Wahadło wychyliło się w twoim przypadku w drugą stronę? 

TO: Teraz wydaje mi się, że ono odchyla się już tak na stałe w drugą stronę. W stronę izolacji.

ESQ: Mniej wszystkiego?

TO: Coraz mniej. To przejawia się we wszystkich sferach życia. Im mniej, tym mniejsze obciążenie psychiczne i tym większy komfort. To naturalne, że z wiekiem człowiek poszukuje komfortu, spokoju, wyciszenia. Bardziej skupiasz się na sobie, na przebywaniu ze sobą, ze swoimi myślami i swoim porządkiem świata.

ESQ: Ta zmiana ma wpływ na to, kim jesteś jako muzyk i jaka jest twoja muzyka?

TO: Tak. Na razie jeszcze tego nie słychać.

ESQ: W twojej głowie pewnie słychać.

TO: Muzyka, i sztuka w ogóle, jest emanacją tego, kim jesteś. Wróciłem ostatnio do książek Susan Sontag. Ona napisała kiedyś coś takiego: artysta to jest świadomość, która stara się zaistnieć. To bardzo proste i mądre zdanie, które dopiero teraz, po latach, do mnie dotarło z całą siłą. To, co tworzysz, jest przejawem tego, kim jesteś. A że się człowiek zmienia z wiekiem? Zawsze się zastanawiałem, dlaczego wszystkie zespoły z czasem miękną. Wydawało mi się, że koleś z gitarą zawsze powinien oznaczać rewolucję. Opowiadam banały, ale dopóki człowiek sam do tego nie dojdzie, to w to nie wierzy. To na pewno przejawi się w mojej muzyce, może jeszcze nie na tej płycie, ale czuję, że to jest bardzo blisko przede mną. Teraz, gdy umarła Kora, zacząłem ponownie słuchać jej piosenek i zrozumiałem, jak bardzo przepełnione są miłością, życiem i przemijaniem. To takie proste i naturalne. Dawniej tego nie wychwytywałem.

ESQ: Masz nowy projekt, „Øna”. Co to za pomysł? Czemu zaangażowałeś do niego kobiety?

TO: Postanowiliśmy nieco rozepchać kapiący testosteronem projekt „Męskie granie”. Stworzyliśmy koncert z udziałem artystek, oddaliśmy im całkowicie scenę. Wszystkie decyzje artystyczne konsultujemy wspólnie. To widowisko typu „obraz i dźwięk”, prezentujemy nagrania wideo z kobietami, które przemawiają do widowni swoim głosem albo posługują się cytatami innych, wybitnych postaci. Opowiadają o ideach, które dzisiaj wydają się w zapaści: o wolności, demokracji, tolerancji, humanizmie w relacjach między ludźmi, o rzeczach, o których współczesny świat zapomniał. Dookoła nas jest za dużo agresji, za mało dialogu.

ESQ: Za dużo testosteronu.

TO: Dlatego jest „Øna”. Kobiety są bardziej skore do dialogu, a faceci się zacietrzewiają, zalewa ich testosteron. Dlatego zaprosiliśmy panie, żeby opowiedziały o ważnych dla nas wszystkich tematach bez agresji. Chcemy unikać polityki, choć i tak jesteśmy już oskarżani o afiliacje polityczne. Trudno od tego uciec, ale jeśli dla kogoś rozmowa o demokracji czy pokoju na świecie jest opowiedzeniem się po którejś ze stron, to trudno. Dożyliśmy czasów, gdy wspominanie o tolerancji jest polityczne. I jest czymś złym. Od razu stajesz się lewakiem, komunistą. Gnałbym do szkoły na lekcje historii. Jeśli używam słowa demokracja, to według niektórych opowiadam się po którejś ze stron. Tak – opowiadam się po stronie demokracji. Nie po stronie władzy totalitarnej czy autorytarnej – przeciw tej, zdaje się przed chwilą walczyliśmy i bohaterów tej walki czcimy, czyż nie? Niestety populizm, półprawdy i szkodliwe narracje rządzą zbiorową wyobraźnią i to dziś największe zagrożenie. Lenistwo intelektualne i grzech zaniedbania. Marazm i konformizm. To niebezpieczne.

ESQ: O takich tematach chcesz mówić do ludzi ze sceny?

TO: Tak. Tyle jest durnoty, miałkości w przekazie, rozmowy o niczym, o tym, że jest fajnie. Dlaczego mielibyśmy po raz kolejny wchodzić na scenę i robić fajną zabawę? Nudzi mnie to, nie chcę tego robić. Jeśli możemy zaprosić na scenę ludzi myślących, mądrych, to zróbmy to, zamiast latać po scenie i pokazywać, że jest fajnie. Bo jest średnio fajnie. Świat brnie w bardzo niebezpiecznym kierunku. I się zacietrzewia.

Cały wywiad Andrzeja Chojnowskiego znajdziesz w najnowszym numerze naszego pisma. Sprawdź, z kim jeszcze rozmawiamy i o czym piszemy. 

Komentarze

Polecane dla Ciebie

Polecane wideo