Pracuję na emocjach - rozmowa z Wojtkiem Smarzowskim
Zdjęcia: Łukasz Falkowski

Pracuję na emocjach - rozmowa z Wojtkiem Smarzowskim

Przypomnij sobie komedię romantyczną nakręcona przej Wojtka Smarzowskiego... Coś takiego nie istnieje. To mistrz filmów, które dotykają trudnych tematów. Własnie zrobił kolejny - "Kler". I już jest o nim głośno.
24.09.2018

ESQ: Dlaczego postanowiłeś nakręcić film „Kler”?

Wojtek Smarzowski: Robię filmy o tym, co mnie boli. Po „Drogówce” przydarzyła mi się w taka sytuacja: stałem w kolejce do okienka bankowego, a kiedy przyszła moja kolej, pani kasjerka wychyliła głowę, rozejrzała się, sprawdziła, czy nikt nie podsłuchuje i wyszeptała: „O banku niech pan zrobi!”. W każdym środowisku można znaleźć potencjał dramaturgiczny, wystarczy tylko pogrzebać.
Czytaj też: Deser z mózgu - rozmowa z Aleksandrem Baronem 

ESQ: Padło na księży.

WS: Nie jestem zwolennikiem konkordatu, delikatnie rzecz ujmując. Przeciwnie: jestem za oddzieleniem państwa od Kościoła. A także za wyprowadzeniem religii ze szkół. Kiedy moi synowie poszli do szkoły, to się przeraziliśmy praniem mózgów, indoktrynacją, pozycją księdza w szkole. Młodych ludzi trzeba uczyć przede wszystkim samodzielnego myślenia. Niestety, każdy kolejny rząd w naszym kraju wchodzi w tyłek Kościołowi – ten obecny robi to w dodatku bez prezerwatywy. Każda partia potrzebuje wyborców, „deal” z Kościołem to podstawa, bo do wyborców skutecznie dociera się z ambony. W konsekwencji ukryta przed opinią publiczną kasta duchownych jest w Polsce poza kontrolą. Kiedy ktoś robi przekręt na budowie autostrady, można po dokumentach i rozliczeniach ustalić, kto jest winny, kto wziął łapówkę. Kiedy niepoliczalne ilości gotówki idą na inwestycję kościelną, żadnych śladów i dowodów nie znajdziemy. Na te inwestycje państwo przeznacza kupę kasy, a system finansowy Kościoła jest pozbawiony przejrzystości i jakiejkolwiek kontroli. Boli mnie to, że te pieniądze pochodzą z podatków, które ja również płacę. Pomyślałem, że to niezły punkt wyjścia do kolejnej historii.

ESQ: Wierzysz w Boga?

WS: Założyłem na starcie, że nie chcę dotykać wiary, bo to sfera indywidualna, intymna, że interesuje mnie tylko instytucja Kościoła. I opowieść o ludziach, takich samych jak ja, z tą różnicą, że oni noszą sutanny. Udało się to się osiągnąć. Przynajmniej jeśli wierzyć około dwudziestu duchownym i byłym duchownym, którym pokazałem „Kler”. Potwierdzili, że nie atakuję wiary katolickiej. Mam świadomość, że wypowiedzieli to księża, którzy chcą reformy Kościoła, kwestionują obecny porządek. Inni się na film po prostu wypną. Zdaję sobie również sprawę, że padną oskarżenia typu: „Co Smarzowski może wiedzieć o klerze?”. Nie ukrywam, że jestem ateistą zapatrzonym w naukę. Nikogo nie będzie interesowało, że konsultowałem scenariusz i proces powstawania filmu na każdym etapie. Z drugiej strony, ci sami księża powiedzieli mi, że chociaż przedstawiam prawdziwy obraz, nikt w Polsce w to nie uwierzy. Po pierwsze, ludzie nie znają Kościoła od strony zakrystii. Po drugie, jest w nas potrzeba wypierania pewnych sytuacji, niedostrzegania ich. Zaskakująco dużo potrafimy księżom wybaczyć. W wielu regionach ksiądz jest traktowany jak święty. Oczywiście, jak to w moich filmach, także w „Klerze” proporcje zostały odrobinę zakłócone. Ale i w tym filmie nie brakuje księży z powołania. Ilu z nich w realu odważyłoby się głośno mówić to, co myśli? Wystarczy przypomnieć sobie, jak Kościół potraktował księdza Lemańskiego.

ESQ: Kościół przypomina wojsko, ze specyficzną strukturą organizacji, z poleceniami, którym jej członkowie powinni się bezwzględnie podporządkować.

WS: Wojsko czy mafię? (śmiech) Masz rację. Seminarium weryfikuje ideały tych rzeczywiście zaangażowanych młodych facetów: szybko zaczynają rozumieć, że nie mogą się wychylać, komu trzeba się podlizać, żeby trafić do bogatej parafii w mieście, zamiast wylądować gdzieś na wsi. Nie dość tego: zderzają się z problemami, z którymi się wcześniej nie zetknęli, bo przecież mają tylko dwadzieścia kilka lat, z czego ostatnich sześć spędzili w zamknięciu. Jest w „Klerze” wikary Jan, postać dla mnie kluczowa, bo to od takich księży jak on zależy, jak ten Kościół będzie wyglądał w przyszłości – czy pójdzie drogą starszych kolegów, czy zachowa wartości, które jeszcze w sobie ma. To jeden z tych elementów, który niesie jakąś nadzieję.

Rozmawiał Piotr Guszkowski. Całą rozmowę znajdziecie w najnowszym numerze "Esquire'a" 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie