Rozdaję garści – rozmowa z Kamilem Nożyńskim
Zdjęcie: mat. prasowe

Rozdaję garści – rozmowa z Kamilem Nożyńskim

„Kocham Warszawę, tu się wychowałem, ale znam to miasto od brudnej, brutalnej strony” – mówi nam odtwórca głównej roli w serialu „Ślepnąć od świateł” wyprodukowanym przez HBO na podtawie książki Jakuba Żulczyka. Wzięliśmy Kamila na rozmowę, by zapytać, po co raper poszedł do telewizji i czy czuje się polskim Donaldem Gloverem.
26.10.2018

ESQ : Synowie musieli tęsknić, kiedy znikałeś na wiele godzin na plan „Ślepnąc od świateł”?

KN: Bardzo. Choć przez okres produkcji noce spędzałem w domu, zdarzało się, że nie widzieliśmy się nawet kilka dni. Wychodziłem o 5–6 rano, a wracałem, kiedy oni już spali. Mój młodszy syn musiał to wyczuć i zaczął wstawać wcześniej. Pamiętam, jak piłem kawę przed wyjściem, a on przybiegł do mnie z piłką, żebyśmy się pobawili. Miałem łzy w oczach. Tak się stęsknił, potrzebował spędzić ze mną choćby chwilę. Nad wszystkim czuwała Monika. Dzięki niej przez to przebrnęliśmy.

Czytaj też: Pracuję na emocjach - rozmowa z Wojtkiem Smarzowskim 

ESQ : Debiutujesz jako aktor – i od razu w głównej roli, w bardzo oczekiwanej produkcji HBO. Jak to się w ogóle stało, że trafiłeś do tego serialu?

KN: Kilka lat temu wziąłem udział w castingu do ulicznego projektu. Znalazłem informację na Facebooku. Szukali chłopaków o wyglądzie łobuza. Nagrałem mocny, emocjonalny filmik. Już wtedy zauważył mnie Krzysiek Skonieczny. Zdążyłem jednak o wszystkim zapomnieć, gdy latem 2016 roku zadzwonił telefon. Akurat jadłem obiad z rodziną. Odbieram i słyszę: „Cześć, jestem Krzysiek Skonieczny, pracowaliśmy już razem. Robię teraz duży projekt dla HBO i chciałbym cię wypróbować do głównej roli”. Aż się zachłysnąłem. Pomyślałem, że kumple robią sobie ze mnie jaja. Ale nie… Dostałem tekst do nauczenia się. Podobno już po pierwszej scenie, którą przepróbowaliśmy z Moniką Malikowską, razem z producentami poczuli, że to jest to, czego im potrzeba. Ale Krzysiek przeciągnął mnie przez żeby się upewnić, czy podołam. Domyślałem się, że skoro trzymają mnie tak długo, to musi być dobrze. Mimo to kiedy usłyszałem, że dostałem rolę, dosłownie mnie zamurowało. Tylko banan od ucha do ucha.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez HBO Polska (@hbopolska)

ESQ: Co myślałeś o swoim bohaterze? Poczułeś tę postać, już czytając książkę?

KN: W pełni poczułem ją dopiero podczas pracy z Krzyśkiem. Książka została opowiedziana z perspektywy bohatera. Zanurzasz się w świecie jego myśli dzięki semantyce Kuby Żulczyka. W serialu kamera nie siedzi w głowie bohatera, tylko zatrzymuje się parę centymetrów przed jego twarzą. To właśnie z niej próbujemy wyczytać, jakie myśli kłębią się w środku. Serialowy Kuba ma trochę ze mnie – zresztą nie tylko twarz czy w ogóle fizyczność, w końcu dlatego zaangażowano naturszczyka, ale i ja musiałem przejąć coś od niego. Krzysiek zaproponował na przykład, żebym codziennie czytał wiersze, co miało mi pomóc wydobyć z siebie większą wrażliwość.

ESQ: Bohater serialu będzie inny od tego w książce? Ma inne imię.

KN: Siłą rzeczy nasze wyobrażenia na temat bohatera książki, szczególnie dotyczące tego, jak wygląda, się różnią, bo każdy z nas jest inny. Tylko chyba nie ma sensu się w tych wyobrażeniach zamykać – to odbiera frajdę z oglądania, warto być otwartym. Wiesz, to trochę jak wtedy, gdy spotykasz nową osobę:

im bardziej ją poznajesz, tym bardziej twoje zdanie na jej temat zaczyna odbiegać od pierwszego wrażenia – może być lepsze albo gorsze. A co do imienia: Kubuś to bardzo wdzięczne imię. Po miesiącu grania nie byłem już na planie Kamilem. Wszyscy mówili do mnie „Kubuniu”, „Kubuś”, więc się do tego imienia w naturalny sposób przyzwyczaiłem. Zwłaszcza że – z tego, co wiem – Kuba Żulczyk pierwotnie chciał nazwać bohatera książki właśnie Kuba, a nie Jacek. Ale to jego trzeba by zapytać o szczegóły tej decyzji.

ESQ: Warszawa ze „Ślepnąc od świateł” to twoja Warszawa?

KN: Z racji tego, że jestem raperem, znam to miasto także od bardziej brudnej, brutalnej strony. Warszawa w serialu jest mroczna, ale piękna – to zasługa podejścia Krzyśka, który tak chciał ją pokazać, i zdjęć autorstwa Michała Englerta. Znam i kocham to miasto, tu się wychowałem. Ale Warszawa Kuby jest inna od mojej. Także dlatego, że była dla niego schronieniem, kiedy zdecydował się uciec z rodzinnych stron. Zaczął zarabiać doskonałe pieniądze jako diler, odnalazł się w tym światku. Ale ostatecznie tak się w swoim życiu zapętlił, że znów chciałby uciec, tym razem z Warszawy. Stała się dla niego więzieniem. Ja mam inaczej. Całe życie mieszkam na warszawskim Ursynowie. Jeśli gdzieś dorastasz, przesiąkasz tym miejscem. Niektórzy mają potrzebę, żeby się od tego uwolnić. Dlatego się wyprowadzają. Ja nigdy takiej potrzeby nie miałem. Zostałem na Ursynowie, bo mi tam dobrze.

 

Rozmawiał Piotr Guszkowski. Cały tekst ukazał się w najnowszym numerze „Esquire’a” – sprawdź, co jeszcze w nim znajdziesz.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie