Matt Groening: najlepsza praca na świecie
Zdjęcia: Starstock

Matt Groening: najlepsza praca na świecie

Od trzech dekad Matt Groening rysuje doskonałe kreskówki. Niedawno stworzył kolejny znakomity serial. Jak on to robi?
12.03.2019

Groening zawsze będzie się nam kojarzył z „Simpsonami”, jednym z najdłuższych – i najbardziej udanych – seriali telewizyjnych w historii. Doprawdy, można w życiu trafić gorzej. Ale 64-letni rysownik, laureat nagród Emmy, nie lubi spoczywać na laurach. Choć sam nie rysuje już kolejnych odcinków „Simpsonów”, pracuje przy każdym z nich – do tej pory przyłożył rękę do sześćset trzydziestu dziewięciu. Czasu wolnego ma niewiele, ale rozsądnie nim gospodaruje – do tego stopnia, ze w ostatnich kilku latach pracował równolegle nad kolejnym projektem, serialem „Rozczarowani”, który jesienią pojawił się w Netfliksie. To historia mieszkańców baśniowej krainy o nazwie Dreamland. Z cała pewnością nie jest to jednak bajeczka dla dzieci. Udało nam się namówić Matta na rozmowę. Opowiedział nam o swojej miłości do filmów z Bollywood, o tym, jak narodził się pomysł na „Rozczarowanych” – a także o tym, czym straszy swoje dzieci.

Czytaj też: Bliskie spotkanie trzeciego stopnia z braćmi Duffer 

ESQUIRE: Dlaczego postanowiłeś zacząć wszystko od nowa i wymyślić „Rozczarowanych”? Masz za mało pracy?

MATT GROENING: Uwielbiam stwarzać nowe światy. Jako dzieciak kochałem oglądać stare mapy, szczególnie te, które przedstawiały baśniowe krainy. W piwnicy domu moich rodziców wisiał przerażający plakat z 1930 roku zatytułowany „Kraina Nie-do-wiary”. Przerażał mnie, a jednocześnie fascynował. Do tego stopnia, ze kupiłem taki sam – i teraz straszę nim swoje dzieci, bo wisi w naszej kuchni. Zawsze stanowił dla mnie źródło inspiracji. Jakby nie patrzeć, „Simpsonowie” tez dzieją się w rzeczywistości alternatywnej, „Futurama” też. Podobnie rzecz ma się z „Rozczarowanymi”.

ESQ: Jak długo pomysł na ten świat rodził się w twojej głowie?

MG: Zacząłem bazgrać w notatniku mniej więcej w 2012 roku. Gdy przychodził mi do głowy jakiś baśniowy pomysł na fabułę albo scenę, zapisywałem to natychmiast i zaczynałem kombinować, jak wycisnąć z tego dłuższą opowieść. Robiłem sobie tez listy najrozmaitszych leśnych stworów: gnomów, wróżek, goblinów, gremlinów, trolli. Wszystko to jest w moim notatniku. Ale to ciężka materia – jeśli chcesz żartować z elfów czy smoków, szybko zdasz sobie sprawę, że wszystkie dobre żarty o smokach dawno już opowiedziano.

ESQ: Chciałeś wymyślić nowy serial?

MG: O, tak. Wymyślam je bez ustanku. To, co mnie powstrzymuje przed realizacją kolejnych wizji, to wiedza, jak ciężko zamienić pomysły na gotowy serial. Mój komiksowy pasek „Life In Hell” rysowałem przez trzydzieści trzy lata. „Simpsonowie” mają dwadzieścia dziewięć lat i dalej ciągniemy ten temat. „Futurama” nie przetrwała aż tyle (dziewięć sezonów – przyp. red.). Żeby podjąć wyzwanie realizacji kolejnej produkcji, muszę być naprawdę przekonany, że tego chce.

ESQ: Słyszałem, że inspiracje do „Rozczarowanych” czerpałeś zdośćnieoczywistych źródeł.

MG: Czy ja wiem? Dla niektórych mogą one być nieoczywiste. Dla innych – wręcz przeciwnie. W moich serialach znajdziesz odniesienia na przykład do filmów Bustera Keatona – albo do dzieł hinduskiego reżysera S.S. Rajamouliego, nakręcił jedne z moich ulubionych filmów ostatniej dekady. Teraz dopiero weszliśmy w nieoczywiste tropy. Co poradzę – strasznie lubię jego filmy.

Całą rozmowę Dana Hymana znajdziecie w numerze 6/2018

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie