Pierce Brosnan: „Jestem pewien, że się powtarzałem”
Fot: Starstock

Pierce Brosnan: „Jestem pewien, że się powtarzałem”

W specjalnym wywiadzie dla Esquire’a aktor opowiedział o tym, za co jest wdzięczny Jamesowi Bondowi.
13.05.2019

ESQUIRE: Co sprawiło, że zostałeś aktorem?

Pierce Brosnan: Wyprawy do kina w dzieciństwie. Wychowałem się w Irlandii. W 1964 roku, jako bardzo młody człowiek, wyjechałem do Londynu. Wyobraź to sobie. Byłem imigrantem, Irlandczykiem, który próbował znaleźć dla siebie miejsce w brytyjskiej stolicy. Dobrze czułem się w świecie sztuki. Nie ruszałem się nigdzie bez teczki z rysunkami i obrazami. Pewnego dnia ktoś ze znajomych poradził mi, żebym poszukał pracy w przemyśle filmowym, pomógł mi też w dotarciu do odpowiednich ludzi. To wystarczyło. Tak rozpoczęła się moja przygoda z aktorstwem.

Przeczytaj też naszą rozmowę z Danielem Craigiem 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Pierce Brosnan (@piercebrosnanofficial)

ESQ: O czym wtedy marzyłeś i jak określasz dzisiaj swoje marzenia?

PB: Chciałem po prostu być dobrym aktorem. To było moje główne pragnienie – być kimś wybitnym. Potem zaczęła się ciężka praca. Zapisałem się do szkoły aktorskiej. Później przyszedł czas na pracę w teatrze, występowałem na West Endzie. Miłość do kina ostatecznie przeważyła. Dzisiaj moje marzenia wciąż są takie same. Chcę tworzyć autorskie kreacje i zaskakiwać widzów. Staram się też znajdować czas na malarstwo. Na planie filmu „Mamma Mia!” śmiałem się, że być może niektórzy z moich kolegów po fachu potrafią ładnie śpiewać, ja z kolei umiem malować. To daje mi radość i pozwala cieszyć się życiem.

ESQ: Czy dzisiaj jesteś bliżej wyobrażenia o aktorstwie, które miałeś przed laty? I jak zdefiniowałbyś to, czym jest dobre aktorstwo?

PB: To przede wszystkim odpowiedni warsztat i umiejętności, a także pasja, serce do pracy na scenie czy przed kamerą. Co jeszcze? Odwaga, by nie bać się wyzwań i nie pogubić się przy tym, nie zabałaganić swojego życia. I pokora, to też jest bardzo ważne. Ponad wszystko jednak istotne jest, by zawsze czuć wdzięczność za ten dar. Aktorstwo to bardzo dziwna dziedzina sztuki, tworzywem bowiem jesteś ty sam. Na przemian stwarzasz i niszczysz samego siebie – Anthony Hopkins czy Daniel Day-Lewis są w tym mistrzami. Ciężko jest precyzyjnie zdefiniować, na czym polega sekret aktorstwa, ale myślę, że dobry aktor to ten, który potrafi wytworzyć więź z widzami.

ESQ: Cztery razy wcielałeś się w postać agenta 007. Udało ci się odcisnąć na nim piętno, a zarazem nie powtarzać się i za każdym razem tworzyć nieco innego Bonda?

PB: Jestem pewien, że się powtarzałem. Sądzę nawet, że tego ode mnie oczekiwano. Na początku było sporo wątpliwości co do tego, w jaki sposób powinniśmy opowiadać o Jamesie Bondzie. Wziąć wtedy rolę 007 oznaczało przyjęcie na siebie sporego ryzyka. Przejąłem postać graną wcześniej przez Seana Connery’ego, przez Rogera Moore’a i Timothy’ego Daltona. Chciałem dobrze wypaść w tej roli, pójść tropem poprzedników. Mój Bond stanowi nawiązanie do tego, co wcześniej stworzyli Sean Connery i Roger Moore.

ESQ: Kochasz Bonda czy nienawidzisz go? Jak zmieniały się twoje uczucia w stosunku do tej postaci?

PB: Uwielbiam go. Odczuwam nieustanną wdzięczność za to, że dane mi było zagrać 007. Miałem od początku świadomość, że w pewnym momencie, gdy kurtyna opadnie po raz ostatni, postać Jamesa Bonda pozostanie ze mną na resztę życia. Chodziło o to, by tego nie zepsuć, by zagrać agenta tak jak należy, co udawało się każdemu z moich poprzedników. Daniel Craig, gdy przejmował rolę ode mnie, był bardzo przejęty tym, jak sobie z nią poradzić. Kilka razy spotkaliśmy się, by o tym porozmawiać, mówił wtedy o swoich obawach. Trudno się temu dziwić – to wielkie wyzwanie, ale Daniel radzi sobie z nim świetnie. Jego James Bond jest rewelacyjny.

Remi Malek zagra w najnowszym filmie o Jamesie Bondzie (zamiast Tomasza Kota) 

ESQ: Ludzie ciągle rozpoznają cię na ulicy jako Jamesa Bonda?

PB: Nieustannie. I tak już zapewne pozostanie. James Bond był bardzo ważnym fragmentem mojego życia, dekadą, która nadal procentuje w postaci wartościowych wydarzeń w moim życiu.

ESQ: Postać Jamesa Bonda zmieniła nie tylko ciebie. Wpłynęła także w sposób niezwykły na całą popkulturę. Jak to oceniasz?

PB: 007 miał ogromny wpływ na wielu pisarzy, reżyserów czy aktorów. To jedna z najbardziej wyrazistych i rozpoznawalnych postaci w historii kina. Nie ma drugiej takiej, więc możemy się spodziewać, że filmy o Bondzie będą powstawać przez kolejne dekady. Wciąż będą też zastępy aktorów marzących o tym, by któregoś dnia wcielić się w tę postać. Jestem jednym z zaledwie pięciu aktorów, którzy mieli szczęście zagrać Jamesa! Czasy się jednak zmieniają i pojawiają się nowi bohaterowie popkultury. Gdy zobaczyłem po raz pierwszy „Tożsamość Bourne’a”, pomyślałem: to jest naprawdę dobre! Paul Greengrass i Matt Damon stworzyli bardzo ciekawą historię pełną energii, co rzecz jasna nie pozostało bez wpływu na to, jakie są współczesne filmy o Jamesie Bondzie.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Pierce Brosnan (@piercebrosnanofficial)

ESQ: W filmie „Kumple na zabój”, opowieści o starzejącym się płatnym zabójcy, trochę drwisz sobie z 007...

PB: W żadnym wypadku. Ten film po raz pierwszy pojawił się na moim biurku jako próbka scenariusza do drugiej części „Thomasa Crowna”. Kiedy Richard Shepherd, scenarzysta „Kumpli na zabój”, wręczył mi tekst, pomyślałem: kurczę, jakie to jest dobre. Postanowiłem wtedy, że nakręcimy film na podstawie tego scenariusza.

ESQ: Świat dookoła zmienia się bardzo szybko. Jak to wygląda w branży filmowej?

PB: Kiedyś starałem się być na bieżąco, wiedzieć, co słychać w świecie filmowym. Dzisiaj trudno jest mi mieć wszystko na oku. Robię to, co samo przychodzi, nie próbuję niczego na siłę. Żyjemy w niezwykłych czasach, bardzo ekscytujących dla młodych filmowców czy scenarzystów. Wszystko jest dzisiaj dostępne. Masz świat na wyciągnięcie ręki dzięki telefonom, a w iPhonie możesz zgromadzić cały swój dorobek artystyczny.

Całą rozmowę Xie Ruyinga Zhanga Jinga znajdziesz w numerze 4/2018

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie