Życie po Tarantino: Rafał Zawierucha opowiada „Esquire’owi” o planach na przyszłość
Fot: Iza Grzybowska, stylizacja: Martyna Pejs

Życie po Tarantino: Rafał Zawierucha opowiada „Esquire’owi” o planach na przyszłość

W kategoriach sportowych udział Zawieruchy w najnowszej produkcji Quentina Tarantino jest niczym występ na mistrzostwach świata. Przeczytajcie, jakie plany ma aktor, jeśli chodzi o kolejne etapy kariery.
03.07.2019

ESQ: Wróciłeś z USA jako inny aktor. Co się zmieniło?

RZ: Dostałem zastrzyk odwagi, by być tym, kim jestem i uprawiać swój zawód na sto procent, a nie na zasadzie, że „jakoś sobie zagram i jakoś to będzie”. Trzeba traktować poważnie ludzi, z którymi się pracuje i otwierać się na to, co może się wydarzyć. A u Quentina Tarantino może zdarzyć się wszystko. W Polsce byłoby mi znacznie trudniej dojść do etapu, w którym jestem dzisiaj jako aktor. W szkole teatralnej zakładają nam, aktorom, małe skrzydełka, po czym dostajemy wiedzę na temat tego, jak się nimi posługiwać, ale dopiero w Hollywood doceniłem to, że mam te skrzydła. Uświadomiłem sobie, że je noszę i że – co równie ważne – mam gdzie latać.

Krzysztof Gonciarz: podróże oduczyły mnie narzekania

ESQ: Tu nie można?

RZ: Można, jak najbardziej. Tylko że rynek filmowy jest mniejszy. W Polsce co roku powstaje sześćdziesiąt produkcji. W Hollywood – dwieście dwadzieścia.

ESQ: Czułeś się samotny w Los Angeles? Tyle historii i nikomu nie możesz o nich opowiedzieć, bo wiąże cię klauzula poufności.

RZ: Wieczorami wracałem do apartamentu, chwytałem notes i zapisywałem wszystko, co wydarzyło się danego dnia, żeby móc to sobie odtworzyć, a później podzielić się tymi historiami ze znajomymi.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Rafał Zawierucha (@rafal_zawierucha)

ESQ: Chcesz opublikować swoje zapiski?

RZ: Kiedyś może tak. Na planie działy się wybitne rzeczy, magiczne. Potraktowałem mój pobyt w Los Angeles jako okres, który w całości poświęcam pracy nad rolą. Moim zadaniem było wypełnić swój czas w taki sposób, żeby być jak najlepiej przygotowanym na planie filmowym. To była moja praca. Zresztą plan zdjęciowy miałem przed oczami na każdym kroku. Widziałem go, gdy spacerowałem po mieście i gdy siedziałem na dachu z widokiem na napis „Hollywood” i czytałem książkę „Roman by Polanski”. Poznawałem miejsca, w których on też bywał – Chateau Marmont, Cielo Drive. Przebywanie w światowym centrum filmowym było niesamowitym doświadczeniem. Codziennie rano, gdy otwierałem oczy, powtarzałem sobie: kolejny nudny dzień w Kalifornii. (śmiech)

ESQ: Co ci się śniło w Hollywood?

RZ: Dużo rzeczy.

ESQ: Koszmary?

RZ: Raz śniło mi się, że nie dojechałem na plan filmu. Zrobiła się z tego afera, byłem spanikowany, bo okazało się, że nie znam tekstu i w ogóle nic nie było gotowe.

ESQ: Co będzie dalej? Masz jakiś plan?

RZ: Sporo czasu w Los Angeles spędziłem na rozmyślaniu o przyszłości. Wiem, że jej nie zmienię, ale mogę na nią wpłynąć.

ESQ: Dlaczego miałbyś jej nie zmienić?

RZ: Bo przyszłości zmienić się nie da. Można tylko wybrać jedną z dróg, którą chcesz iść. W to wierzę.

ESQ: Te drogi prowadzą cię tam czy tu?

RZ: Bardziej chciałbym kierować się tam, ale też ze świadomością, żeby działać tu i przenosić to, co polskie, za ocean, a to, co amerykańskie – tutaj. Chcę szukać możliwości połączenia tych światów. A dokąd doprowadzą mnie te drogi? Nie wiem, może do produkcji, może do reżyserii? Chciałbym zrobić film.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Rafał Zawierucha (@rafal_zawierucha)

ESQ: Wiesz już, jaki?

RZ: Kilka pomysłów chodzi mi po głowie. To może być horror albo komedia. Mam też bardzo dobry pomysł na dramat. W kinie możemy wszystko. Ta świadomość daje mi paliwo do działania. Możemy pędzić 400 km/h, rozbić się i nic nam się nie stanie, a widz z wrażenia zaniemówi. Chciałbym też zagrać Bonda – albo gangstera. Ale wszystko to bez „napinki” i ciśnienia. Jeśli ma przyjść, to przyjdzie.

ESQ: Co trzyma cię w Polsce?

RZ: Czekam, aż film „Pewnego razu w Hollywood” trafi do kin. Czekam, aż odezwą się do mnie osoby, z którymi spotkałem się w USA. Jednocześnie cały czas gram w warszawskim Teatrze Współczesnym, uwielbiam skład, z którym tam pracuję. Szykują mi się też pracowite wakacje. Teraz jestem na zdjęciach do filmu „Najmro” w reżyserii Mateusza Rakowicza. Dlatego ostatnio noszę wąsy – to element charakteryzacji, którą uwielbiam. Pod koniec czerwca zaczynam kolejny film, w lipcu następny. Chcę być tu, w Polsce. Z drugiej strony – bilet do Hollywood nie jest taki drogi.

Całą rozmowę Andrzeja Chojnowskiego znajdziecie w najnowszym numerze „Esquire’a”

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie