Paul Ritter: pogodna atmosfera, prawdziwa apokalipsa
Zdjęcia: kadry z serialu/ HBO

Paul Ritter: pogodna atmosfera, prawdziwa apokalipsa

Odtwórca roli Anatolija Diatłowa opowiada o pracy nad rolą, atmosferze na planie oraz dalszych losach granego przez siebie (anty)bohatera.
10.07.2019

Czy mógłbyś opowiedzieć nam o swoim bohaterze?

Paul Ritter: Gram Anatolija Diatłowa, który urodził się na Syberii w 1931 roku. Był zastępcą głównego inżyniera i w noc katastrofy pełnił dyżur w czarnobylskiej sterowni. A ponieważ był bardzo doświadczonym inżynierem jądrowym, zlecono mu przeprowadzenie testu bezpieczeństwa, który doprowadził do wybuchu. To było czwarte podejście do testu. Poprzednim razem Diatłow zorientował się, że próba nie przebiega zgodnie z planem, ale udało mu się poprawnie wyłączyć reaktor. W noc katastrofy Diatłow, który był bardzo szorstki wobec swoich podwładnych, uczestniczył w spotkaniu wysokiego szczebla z udziałem swoim bezpośrednich przełożonych, a potem wezwał do sterowni członków swojego zespołu i wydał im polecenie przeprowadzenia testu na podstawie instrukcji. To byli głównie bardzo młodzi i niedoświadczeni ludzie, którym nie udało się bezpiecznie przerwać testu.

Czytaj też: 4 rzeczy, które powinieneś wiedzieć o reżyserze „Czarnobyla”

Jakie były dalsze losy Diatłowa?

PR: Większość ludzi, który otrzymali podobną dawkę promieniowania zmarło w ciągu miesiąca, ale Diatłow żył przez kolejne dziewięć lat, z czego pięć spędził kolonii karnej. Dorastał w Nowosybirsku, mieście, w którym stacjonowała radziecka flota i był specjalistą od montażu małych reaktorów jądrowych w łodziach podwodnych. Kilka lat przed katastrofą w Czarnobylu otrzymał dużą dawkę napromieniowania, ale musiał być na nie genetycznie odporny.

Pytanie: Jak znalazłeś się w obsadzie serialu?

PR: Zostałem zaproszony na przesłuchanie i miałem tylko weekend na nauczenie się kwestii z sześciu długich scen. Przyłożyłem się do tego i kiedy rozpoczęło się przesłuchanie, dobrze wiedziałem, co mam robić.

Jak przygotowywałeś się do roli?

PR: Dostaliśmy od producentów bardzo dużo informacji i miałem sporo do przetrawienia. Dużo czytałem na temat działania reaktora RBKM. Nie byłem w stanie zmusić się do obejrzenia zdjęć z miejsca katastrofy, ale sporo dowiedziałem się o procesach nadzorowanych przez mojego bohatera. Diatłow był przekonany, że doszło do wybuchu zbiorników z wodorem i zdał swoim przełożonym spójny, ale całkowicie nieprawdziwy raport z przebiegu wydarzeń. Właśnie dlatego stwierdziłem, że powinienem poznać wszystkie techniczne szczegóły. Wszystkie naukowe informacje zostały przedstawione w scenariuszu w bardzo przystępny sposób, aby budować dramaturgię wydarzeń.

A jak wspominasz pracę na planie serialu?

PR: Spędziliśmy dwa i pół tygodnia na planie, który był bardzo wierną repliką sterowni. Scenografię zbudowano na terenie starej fabryki dywanów w Wilnie. To był majstersztyk. Pracowaliśmy tam dzień w dzień przez dwa i pół tygodnia. Na planie towarzyszyli mi wspaniali aktorzy - Sam Troughton, Robert Emms, Billy Postlethwaite i Carl Davies Można powiedzieć, że byliśmy kompanią reprezentacyjną czarnobylskiej elektrowni. Wiem, że to może zabrzmieć dziwnie, ale pomimo przygnębiającego tematu serialu często na planie panowała dość pogodna atmosfera. Pracowałem nad bardzo trudną materią, ale w towarzystwie wspaniałych aktorów. Odgrywaliśmy nasze role w scenerii zrekonstruowanej sterowni, aby oddać nastrój ludzi, którzy byli świadkami prawdziwej apokalipsy. Kiedy kręciliśmy scenę testu bezpieczeństwa, pracowałem na planie z Conem O’Neillem, Adrianem Rawlinsem i Emily Watson. Miałem dużo szczęścia, bo udało mi się zagrać z niemal wszystkimi członkami obsady.

Serial "Czarnobyl" możecie już teraz obejrzeć w HBO GO 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie