Jakub Józef Orliński: coś całkowicie własnego
ZDJĘCIA: IZA GRZYBOWSKA

Jakub Józef Orliński: coś całkowicie własnego

Nie było łatwo się z nim umówić. Nic dziwnego – Jakub Józef Orliński przyznaje, że kiedy spogląda do kalendarza, dziwi się, że da się robić aż tyle rzeczy. Było też dodatkowe utrudnienie: Orliński występuje na scenach całego świata, regularnie pokonując Atlantyk, dlatego trudno go złapać. Ma dwadzieścia osiem lat i status gwiazdy muzyki.
11.07.2019

Jest śpiewakiem operowym, kontratenorem. Najlepiej czuje się w repertuarze barokowym. Nieustannie podróżuje od projektu do projektu, na tyle często, że nie wynajmuje już mieszkania – ani w Warszawie, ani w Nowym Jorku, który stał się jego drugim domem. Wszystko, czego potrzebuje do życia, potrafi zmieścić w jednej wysłużonej walizce. W domu rodziców ma tylko łóżko i dwie szafy. W jednej z nich trzyma ubrania i buty, druga mieści partytury, wyciągi fortepianowe, dokumenty podatkowe i kolekcję magazynów z artykułami na swój temat. „Na pamiątkę” – mówi z rozbrajającą szczerością.

Zobacz film "Inner Voice", poświęcony Józefowi Jakubowi Orlińskiemu

Na drodze między Orlińskim a redakcją „Esquire’a” stanęła jeszcze jedna rzecz, niezwykle istotna – Jakub wydaje nową płytę, więc czasu na spotkania ma jeszcze mniej. Poprzednia, zatytułowana „Anima Sacra”, była wydarzeniem w świecie muzyki klasycznej – krytycy uznali ją za jeden z najlepszych albumów operowych 2018 roku. Pełne zachwytu recenzje pojawiły się w „New Yorkerze” czy „New York Timesie”. O nowym albumie Orliński nie chce na razie mówić. Zdradza tylko, że wziął na warsztat arie operowe i że płyta trafi do sklepów w listopadzie. Reszta to na razie tajemnica. Kiedy nagrywał, nie odbierał telefonów. Nawet nie dlatego, żeby czuł, że nie powinien odrywać się od procesu twórczego. Sprawa była prozaiczna. Jakub jest śpiewakiem i musi dbać o głos. Na potrzeby nagrań musiał śpiewać przez sześć dni po osiem godzin dziennie, więc dłuższa rozmowa była wykluczona. Kilka monologów mogłoby sprawić, że jego narzędzie pracy nie byłoby w odpowiedniej dyspozycji. „Czasami trudno jest wytłumaczyć komuś, że w okresie, kiedy dużo podróżuję i występuję, a głos jest zmęczony, o dziesiątej wieczorem muszę być w łóżku i nie mogę rozmawiać. Taką mam pracę – słyszę skargę w głosie Jakuba. – Muszę dbać o higienę głosu. W podróży zawsze noszę maskę nawilżającą powietrze, bo w samolotach czy pociągach jest ono zbyt suche, co źle wpływa na formę wokalną” – dodaje.

Bez pracy nie ma śpiewaków

Kariera Orlińskiego układa się doskonale. Wdarł się przebojem do pierwszej ligi, teraz czas na światowy top. Czy to kwestia szczęścia? „Owszem, ale z drugiej strony – trzeba na nie zapracować. Od wielu lat pracuję praktycznie bez przerwy. Ludzie mówią o moich największych osiągnięciach, zapominając, że na każdy wygrany konkurs przypada wiele innych, przegranych, w których nie udało mi się wyjść nawet z pierwszej rundy – mówi Orliński. – Ramię w ramię ze szczęściem musi iść ogromna wytrwałość, pracowitość i pasja. Bez tego nie da się nic osiągnąć” – dodaje.

Śpiewanie pojawiło się w życiu Jakuba wcześnie, ale długo traktował je jako hobby. „W drugiej klasie podstawówki do naszej klasy przyszła pani Berenika Jozajtis, prowadząca warszawski Chór Chłopięco-Męski Gregorianum – wspomina. – Poprosiła, żebym zaśpiewał fragment piosenki, a później wręczyła mi kartkę dla rodziców z zaproszeniem na zajęcia chóru. Byłem strasznie podekscytowany, że udało mi się załapać, chociaż później dowiedziałem się, że każdy chętny dostał identyczną karteczkę...” Orlińskiemu występy w chórze bardzo się spodobały. „Dziś widzę to wyraźnie, że zdecydowałem się na profesjonalne śpiewanie między innymi dlatego, że dawało mi to szansę podróżowania po świecie – przyznaje Jakub. – Zawsze lubiłem zwiedzać świat, poznawać ludzi i przyglądać się z bliska innym kulturom”.

Sztuka we krwi

Orliński pochodzi z artystycznej rodziny – jego ojciec i matka są malarzami, dziadkowie zajmowali się architekturą. Jakub rozważał pójście w ślady rodziców, zdał do liceum plastycznego. Wspomina jednak, że nie miał za grosz talentu, dlatego idąc na studia, wybrał Uniwersytet Muzyczny w Warszawie. Trochę naiwnie, po prostu dlatego, że lubił śpiewać. Nie wiedział, co chce robić w życiu, dlatego postanowił studiować śpiew solowy po to, żeby być lepszym chórzystą. Nie zrażał się przeciwnościami, a tych było sporo – wcześniej nie chodził do szkoły muzycznej, więc żeby nadrobić zaległości, musiał pracować znacznie więcej niż inni studenci. Na drugim roku studiów zaczął dostrzegać, że ciężka praca daje efekty. Już wcześniej wiedział, jak chce wykonać utwory, ale ograniczały go umiejętności techniczne. Kiedy zauważył poprawę i zaczęły mu wychodzić rzeczy, których wcześniej nie potrafił wykonać – postanowił, że śpiew stanie się jego sposobem na życie.

Opera na YouTubie

Zapytany o punkty zwrotne w karierze, Jakub odpowiada niechętnie. Wymienia pierwszą główną rolę, w której – jeszcze jako studenta – obsadził go niewielki teatr w Akwizgranie. To wtedy po raz pierwszy poczuł, że świat stoi przed nim otworem. Ważny był dla niego wyjazd na dwuletnie studia podyplomowe do prestiżowej Julliard School w Nowym Jorku, jednej z najlepszych muzycznych uczelni na świecie (czesne opłacał dzięki stypendium Fulbrighta). Nie bez znaczenia była z pewnością wygrana w konkursie National Council Auditions organizowanym przez nowojorską Metropolitan Opera – ogromny sukces, tym bardziej że kontratenorzy wygrywają go bardzo rzadko. Orliński przekonuje jednak, że w jego przypadku trudno mówić o wyraźnych przełomach – piął się w górę dzięki systematycznej pracy.

Przyszedł moment, w którym Jakub Józef Orliński, zupełnie niespodziewanie, stał się kimś w rodzaju internetowego fenomenu. Latem 2017 roku na YouTubie znalazło się jego wykonanie arii „Vedro con mio diletto” Antonia Vivaldiego. Film zrobił furorę, wychodząc daleko poza społeczność miłośników opery. Do dziś to nagranie obejrzano trzy miliony razy – w świecie muzyki klasycznej to wynik niespotykany. Co na to Jakub? „Ludziom wydaje się, że to nagranie dało początek mojej międzynarodowej karierze. To nieprawda – przekonuje. – W 2017 roku śpiewałem od kilku lat, podróżowałem po Europie, brałem udział w produkcjach operowych, koncertach, przesłuchaniach i konkursach. Nikt by mnie nie zauważył, gdybym przez lata nie przygotowywał sobie gruntu, dając się poznać fanom opery w różnych krajach. Film z YouTube’a pomógł mi trafić do większej liczby osób, ale nie rozpoczął mojej kariery. Kontrakt na debiutancką płytę »Anima Sacra« podpisałem z Warnerem dużo wcześniej” – mówi.

[…]

Tancerz został śpiewakiem

Jeżeli ktoś wyobraża sobie Jakuba Józefa Orlińskiego jako zbyt poważnego jak na swój wiek dwudziestoośmiolatka, chodzącego po bułki do sklepu we fraku i poświęcającego czas wyłącznie na ćwiczenia wokalne oraz czytanie nut – niech wie, że to zupełnie nie ten człowiek. Józek (tak od zawsze nazywają go członkowie rodziny i polscy przyjaciele) ma także hobby, w dodatku bardzo nietypowe w środowisku, w którym obraca się na co dzień. Rzut oka na sesję, która towarzyszy temu tekstowi, powinien przynieść odpowiedź, o jakie hobby chodzi. W wolnych chwilach, choć ostatnio jest ich niewiele, Jakub tańczy breaking. Robi to od lat, mniej więcej tak samo długo, jak zajmuje się profesjonalnym śpiewaniem. Szło mu świetnie, osiągał znakomite wyniki w ogólnopolskich zawodach, z czwartym miejscem w Red Bull BC One Poland Cypher na czele – imprezie, którą można traktować jak wstęp do światowej elity tancerzy.

Jakub miał też okazję wystąpić w spocie reklamowym jednej z polskich marek odzieżowych. „Tego typu zlecenia pozwalały mi się utrzymać podczas studiów, do dziś jestem za to bardzo wdzięczny” – wspomina Orliński. Gdyby nie to, że zaczął tańczyć dopiero jako dziewiętnastolatek, zdecydowanie za późno, by rozpoczynać karierę profesjonalnego tancerza – być może dzisiaj nie byłby śpiewakiem zachwycającym wykonaniami barokowej muzyki sakralnej, ale zawodowym b-boyem żyjącym z tańca.

Przez znajomych ze świata opery jego hobby taneczne zawsze było uważane za coś egzotycznego. „Koledzy i koleżanki patrzyli na to z zainteresowaniem i sympatią, z kolei profesorowie radzili mi, żebym skończył z breakingiem – wspomina Jakub. – Twierdzili, że jeżeli będę go uprawiał, to raczej nie zostanę śpiewakiem. Nie byli bez racji: kiedy tańczysz taki ekstremalny taniec, wszystkie mięśnie bardzo się napinają, trudno o rozluźnienie i głos rzeczywiście może się nie uwolnić. Na szczęście jestem jednym z tych, którzy kiedy usłyszą, że czegoś się nie da, zrobią dosłownie wszystko, żeby pokazać, że to jednak możliwe. Swego czasu całymi miesiącami siedziałem na sali gimnastycznej i analizowałem dokładnie, które partie mięśni napinają się podczas tańca, a następnie sprawdzałem, jakie ma to przełożenie na mój śpiew. Dzięki temu wiem na przykład, że nie mogę robić salt lub kręcić się na głowie przed śpiewaniem albo jeśli następnego dnia czeka mnie jakiś ważny występ, bo rzeczywiście głos wtedy nie brzmi tak dobrze jak powinien. Z drugiej jednak strony w zdrowym ciele zdrowy duch. A więc i zdrowy głos” – podkreśla Jakub. Dzisiaj, jak przyznaje, reżyserzy bardzo doceniają jego umiejętności taneczne i sprawność fizyczną. Coraz częściej zdarza się, że na scenie nie tylko śpiewa, ale i na różne sposoby wykorzystuje swoją niecodzienną gibkość.

Kiedy pytam, czy nie żałuje, że ilość obowiązków zawodowych nie pozwala mu już na regularny taniec, zaskakuje mnie. „Ależ ja regularnie tańczę! – wykrzykuje. – Trenuję, kiedy tylko mogę. W wolnych chwilach chodzę do sal gimnastycznych w hotelach albo sal baletowych w teatrach i ćwiczę, bo to uwielbiam” – podkreśla. Wierzę mu – w końcu nawet podczas sesji zdjęciowej dla „Esquire’a” pokazał rzeczy, które nie udałyby się, gdyby nie to, że regularnie ćwiczy i utrzymuje ciało w świetnej formie. Skąd bierze na to siłę? „Chyba najbardziej w breakingu pociąga mnie to, że to zajęcie całkowicie kreatywne. Nikt nie powie ci, że twój styl jest dobry albo zły: to, jaki jest, zależy wyłącznie od ciebie. W dodatku często stwarzasz go na żywo, improwizując podczas występu” – wyjaśnia, właściwie odpowiadając na moje pytanie.

Cały tekst Radosława Pulkowskiego ukazał się w numerze 3/2019

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie