TO CO WIEM: DAVID BOWIE
fot. davidbowie.com

TO CO WIEM: DAVID BOWIE

Co go bawiło, robiło na nim wrażenie i czego zawsze żałował - przypominamy kwestionariusz słynnego muzyka.
07.01.2018

 

Do garnituru zawsze noś duże brytyjskie buty, te z widocznym przeszyciem. Nie ma nic gorszego od delikatnych włoskich bucików na męskich stopach.

Skonfrontuj się z trupem chociaż raz. Absolutny brak życia jest najbardziej niepokojącym i wymagającym doświadczeniem, w jakim można uczestniczyć.

Kiedy nie wiem, jak zakończyć tekst piosenki, sięgam po ostateczne wyjście z sytuacji: przytłaczającą niedorzeczność.

Lester Bangs, słynny krytyk muzyczny lat 70., ponoć skomplementował kiedyś zespół rockowy słowami: „You make me feel like a motherfucker from hell”. Wtedy poczułem, że chyba jednak jestem z innej planety.

Nie sądzę, że ludzkość zrobiła postęp w naprawdę wielu dziedzinach. Ale jak się ma dziecko chore na zapalenie ucha, człowiek docenia antybiotyki.

Zawsze żałowałem, że nie mogłem otwarcie rozmawiać z rodzicami, zwłaszcza z ojcem. Słyszałem i czytałem tyle rzeczy o mojej rodzinie, że w nic już nie wierzę; każdy mówi coś innego. Wygląda na to, że mam kilka historii rodzinnych.

Sława potrafi zmienić ciekawych ludzi w przeciętniaków.

Gdybym nie został muzykiem, nie miałoby znaczenia, co bym w życiu robił.

Nigdy nie znałem zbyt wielu ludzi z branży. Ilekroć znajdowałem się w towarzystwie rockmenów, którzy bratali się ze sobą, czułem się outsiderem. Czasem tego żałuję.

Jestem pod wrażeniem wszechświata, ale niekoniecznie wierzę, że za jego powstanie odpowiedzialny jest jakiś mocodawca. Fascynuje mnie za to strona wizualna rytuałów religijnych, nawet jeśli są one zupełnie puste. Kadzidło ma moc – nieważne, czy jest kadzidłem buddyjskim czy katolickim.

W epoce degrengolady inteligencji przygnębia mnie to, że ludzi nie interesuje już na przykład „Czy Nietzsche miał rację na temat Boga?”, ale raczej: „Jak dużego miał chuja?”.

Ciesz się każdą chwilą. Już nie ewoluujemy. Donikąd nie zmierzamy.

Nigdy nie jesteś tym, kim ci się wydaje. Kiedyś w latach 80. pewna staruszka zaczepiła mnie na ulicy: „Panie Elton, czy mogę prosić o autograf?” Odparłem, że nie jestem Eltonem Johnem tylko Davidem Bowie. Na co ona: „Dzięki Bogu, nie znoszę tych jego czerwonych włosów i makijażu”.

Oni nie są tymi, za kogo ich bierzesz. Kiedy w 1971 r. po raz pierwszy odwiedzałem Amerykę, dowiedziałem się od mojego przewodnika, że w nowojorskim klubie Electric Circus, który lada dzień miał się zamknąć, wystąpi Velvet Underground. Byłem chyba ich największym fanem w Anglii. Dotarłem na koncert przed czasem, by zająć miejsce tuż pod sceną. Grali świetnie. Robiłem wszystko, by Lou Reed widział, że ma przed sobą oddanego fana i równo śpiewałem z nim każdą piosenkę. Po występie pobiegłem do garderoby muzyków. Drzwi otworzył jeden z członków zespołu. Po wielu wylewnych komplementach spytałem, czy mogę zamienić kilka słów z Lou. Zmieszany powiedział, żebym zaczekał. Po chwili Reed wyszedł, usiedliśmy i przez dobre 10 minut gadaliśmy o muzyce. Opuściłem klub jak na skrzydłach – spełniło się moje marzenie z czasów nastoletnich. Następnego dnia opowiedziałem całą historię przewodnikowi, że wspaniale było posłuchać Velvetów na żywo i poznać osobiście Lou Reeda. Zrobił dziwną minę, a potem wybuchnął śmiechem. „Przecież Lou już z nimi nie gra. Musiałeś rozmawiać z jego następcą, Dougiem Yule”.

Zawsze mnie bawiło, kiedy nazywano mnie kameleonem rocka. Kameleon wkłada strasznie dużo energii, by wtopić się w otoczenie.

Nie ufaj niczemu poza własnym doświadczeniem. 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie