Reklama

Łącząc sport i elegancję

Współczesna moda męska nie byłaby tak urozmaicona, gdyby nie sportowe klasyki, które kiedyś były ubiorem sportowców, a dzisiaj częściej można je zobaczyć na ulicach niż sportowych arenach. O fuzji sportu i elegancji mówi Michał Kędziora, autor bloga MrVintage.pl.

Łącząc sport i elegancję
Reklama

Magazyn „Press” nazwał Pana „Profesorem Miodkiem mody męskiej”. Nie pasuje nam określenie „moda”, bo na swoim blogu nie pisze Pan raczej o zmieniających się trendach i panującej „modzie”, a raczej o ponadczasowym stylu. Skąd to wynika? Czy podążanie za modą to pułapka?

 

Nie odważyłbym się na stwierdzenie, że podążanie za modą to pułapka, bo ta moda często przynosi coś ciekawego. Takim przykładem może być moda na marynarki dwurzędowe, które przez wiele lat były zapomniane, a teraz wyglądają bardzo stylowo. Podobnie w przypadku poszetki, której jeszcze osiem lat temu nie było w sklepach, a obecnie można je kupić wszędzie. Ważna jest umiejętność selekcji (co nie jest łatwe) i odrzucanie tego, co faktycznie jest chwilowym trendem i co za kilka miesięcy trzeba będzie wyrzucić z szafy. 

 

Moda męska ma wiele wymiarów, które w dodatku w ostatnich latach bardzo płynnie się miksują i łączą, dlatego nie rozdzielałbym mody i stylu. Jeszcze dekadę temu zdziwienie budziło łączenie marynarek z obuwiem sportowym, dzisiaj jest to coś normalnego i akceptowalnego. Ja piszę o tym, co bliskie jest mojemu stylowi, czyli są to głównie ponadczasowe klasyki, ale interpretowane w nowoczesny sposób. Często staram się pokazywać, że tej samej rzeczy można nadać zupełnie inny charakter i nawet nudny granatowy garnitur może mieć to coś. Należy pamiętać też o tym, że styl ubierania powinien być dopasowany do stylu życia. Dla jednych lepszy będzie do bólu klasyczny garnitur, a dla innych trampki i białe polo.

 

Co wspólnego ma moda z motoryzacją?

Jedno i drugie może drenować portfel i dawać dużo frajdy (śmiech)

 

Wielu znanych mężczyzn pożegnało się z „modą” - taki Mark Zuckerberg, kiedyś Steve Jobes, zdecydowali się na jeden uniwersalny zestaw, który zakładają codziennie. Jaki zestaw Pan by wybrał, by chodzić w nim każdego dnia?

Biała koszula button-down z bawełny oxford, granatowa marynarka w kratę, granatowe dżinsy lub kolorowe bawełniane chinosy. Do tego brązowe półbuty lub mokasyny.

 

Czy jest jakiś trend, jakaś obecnie panująca „moda”, która jest dla Pana niezrozumiała i jest zaprzeczeniem Pana poczucia elegancji?

Nie mogę zrozumieć fenomenu spodni dresowych, które jeszcze dekadę temu zakładało się na siłownię lub co najwyżej do chodzenia po domu, a od kilku lat śmiało weszły na salony. O zgrozo widywałem je nawet w zestawach z koszulami smoking i marynarkami. Na szczęście ten trend powoli znika.

 

 

Bez wątpienia elegancja powinna być priorytetem w wielu sytuacjach prywatnych i zawodowych, ale czy moda sportowa w ubiorze codziennym to faktycznie coś złego, co należy bezwzględnie odrzucić?

 

Wręcz przeciwnie. Tym bardziej, że współczesna moda bardzo intensywnie miesza elementy stylu sportowego i eleganckiego. Obecnie nie ma już tak wyrazistych podziałów na odzież sportową i elegancką. Zresztą wiele marek typowo sportowych od kilku lat skutecznie wprowadza linie modowe, co potwierdza popularność tego kierunku mody codziennej. Dlatego uważam, że wskazana jest różnorodność stylu i umiejętność dopasowania się strojem do okoliczności. Mieszanie stylów pozwala budować wizerunek spójny ze stylem życia. W aktywnościach zawodowych i prywatnych każdego z nas jest miejsce zarówno na klasyczny garnitur, jak i t-shirt oraz sneakersy. Co ciekawe, wiele elementów mody współczesnej, które dzisiaj nazywane są mianem sportowej elegancji, kiedyś faktycznie były strojem czysto sportowym. Historia wielu z nich jest niezwykle ciekawa.

 

Koszulka polo przez kilkadziesiąt lat była podstawowym strojem tenisistów, a czapkę z daszkiem nosili na boisku bejsboliści - te przykłady są dość znane. Co jeszcze ma sportowe źródła?

 

Moim ulubionym elementem mody sportowo-eleganckiej są koszule typu button-down, czyli z kołnierzem przypinanym na guziczki. Noszę je zarówno w wersji z rozpiętym guzikiem pod szyją, jak również z mniej formalnymi krawatami. Ich popularyzację przypisuje się amerykańskiej firmie Brooks Brothers. John Brooks, wnuczek założyciela tej firmy przebywając w roku 1896 w Wielkiej Brytanii oglądał mecz polo. Podstawowym elementem stroju zawodników była wówczas klasyczna bawełniana koszula. Wyłogi kołnierzyka były przypinane guzikami do koszuli w celu zapewnienia komfortu: kołnierzyk nie powiewał na wietrze i nie przeszkadzał graczom. To rozwiązanie tak się spodobało Brooksowi, że po powrocie do Stanów Zjednoczonych postanowił je wdrożyć do produkcji przy koszulach własnej marki. Pomysł ten spodobał się klientom, a koszula button-down stała się wkrótce znakiem rozpoznawczym Brooks Brothers, a obecnie można je kupić w każdym sklepie z odzieżą męską. Do wielkich fanów ich koszul należał Gianni Agnelli – legendarny prezes Fiata, uznawany za ikonę męskiego stylu.

Inne elementy, które zawdzięczamy modzie sportowej to m.in. zimowe kurtki puchowe z których aktywnie korzystali himalaiści; lekkie kurtki sztormowe kojarzone ze sportami wodnymi; swetry tenisowe z charakterystycznym splotem warkoczowym.

 

A przy obuwiu też znajdziemy takie związki mody współczesnej ze sportem?

 

Ja wręcz odważyłbym się na stwierdzenie, że większość modeli współczesnego obuwia casualowego wywodzi się z różnych dyscyplin sportowych lub jest nimi inspirowana. Koszykówka dała nam klasyczne trampki, żeglarstwo mokasyny żeglarskie, a sporty biegowe - tak popularne w ostatnich latach sneakersy. Najbardziej klasyczne modele sneakersów, które obecnie mają charakter modowy, kiedyś były częścią stroju zawodowych biegaczy. Największe bestsellery z kolekcji marek takich jak Adidas, Nike czy Reebok, to właśnie modele wzorowane na ich klasykach z lat 60, 70 i 80, co potwierdza ich ponadczasowy styl. Jest to ciekawy temat, bo wiele osób modę współczesną utożsamia z szybkimi zmianami i wymyślaniem ciągle czegoś nowego, a okazuje się, że największe obuwnicze hity, to klasyki z co najmniej kilkudziesięcioletnią historią.

 

Wiele tych klasyków ma niezwykle ciekawe historie, przytoczę tylko jedną z nich, która dotyczy tak popularnych w ostatnich latach mokasynów żeglarskich, które dzisiaj częściej można spotkać na ulicach niż na wodzie. Ich twórcą był Paul Sperry, amerykański żeglarz-amator, który pewnego zimowego dnia zaobserwował jak sprawnie po tafli lodu porusza się jego pies o imieniu Prince. To zainspirowało go do wycięcia w podeszwach swoich butów gęstych rowków, jakie podejrzał na stopach swojego psa. Tak powstały prawdopodobnie pierwsze antypoślizgowe buty na łódkę. Był to początek lat 30 ubiegłego wieku, a kilka lat później Sperry uczynił z tego biznes. Jego buty do dnia dzisiejszego są inspiracją dla marek obuwniczych z całego świata.

 

Najbardziej charakterystyczne elementy elementy butów żeglarskich, które dzisiaj traktujemy  jako elementy ozdobne, kiedyś miały funkcję czysto praktyczną: biała podeszwa kauczukowa nie zostawiała ciemnych śladów na pokładzie, skórzane rzemienie przeplatane wokół kostki zapewniały stabilność stopy, przyszywana podeszwa była trwalsza niż klejona w przypadku przemoczenia butów, a aluminiowe oczka nie rdzewiały w kontakcie z wodą. Po blisko 80 latach od momentu stworzenia pierwszych butów żeglarskich nadal znajdują one miliony sympatyków na całym świecie. Klasyczne boat shoes stały się symbolem sportowej elegancji, dobrego stylu i pasji do wody.

 

No dobrze, a co z obuwiem eleganckim? Tutaj chyba trudno o sportowe rodowody.

 

Wiele osób w sezonie zimowym nosi do garnituru sztyblety, czyli wysokie wsuwane trzewiki z charakterystyczną gumą na wysokości kostki. Model ten wywodzi się ze sportów jeździeckich, zresztą jeśli dzisiaj chcemy kupić dobre sztyblety o ponadczasowym designie, to lepiej udać się do specjalistycznych sklepów jeździeckich niż popularnych sieciówek obuwniczych. W tej samej cenie dostaniemy znacznie lepszy produkt. Popularyzację sztybletów w modzie codziennej przypisuje się członkom zespołu The Beatles i subkulturze Mods.

 

W ostatnich latach bardzo popularnym modelem w modzie męskiej są brogsy, czyli półbuty z charakterystycznym naszywanym i ażurowanym noskiem. Niewiele osób wie, że obuwie to przez wiele lat było wykorzystywane przez golfistów, najczęściej w wersji czarno-białej. Oczywiście podeszwa była wyposażona w specjalne kolce zwiększające przyczepność na mokrej trawie. Zresztą wśród starszych szewców warszawskich brogsy do dnia dzisiejszego funkcjonują pod nazwą golfy. Skoro już wspomniałem o golfie, to z tej dyscypliny do mody codziennej przebiła się także kurtka harringtonka i spodnie w kratę.

 

Co z tych sportowych klasyków powinno być w szafie każdego mężczyzny?

 

Śnieżnobiała koszula button-down z bawełny oxford to element bez którego nie wyobrażam sobie mojej szafy, więc rekomenduję ją każdemu, bo jest wielozadaniowa jak szwajcarski scyzoryk. Dobra zarówno do dżinsów, jak i codziennych, mniej formalnych garniturów. Jeśli chodzi o obuwie, to warto mieć w szafie brązowe brogsy i jakieś klasyczne sneakersy. Te pierwsze można nosić do bardziej eleganckich stylizacji, a drugie do zestawów casualowych. Te trzy klasyki są najlepszą propozycją dla tych, którzy nie chcą wybierać pomiędzy wygodą i elegancją.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Reklama

Inne artykuły

Reklama