Reklama

Przycinanie brody trymerem

Liczy się każdy włos.

Przycinanie brody trymerem Fot .Esquire
Tagi: trymer, boda
Reklama

Nie jestem hipsterem, nie gonię za modą. Noszę pokaźny zarost, bo zwyczajnie cenię sobie wygodę i nie mam zamiaru każdego dnia wstawać wcześniej z łóżka tylko po to, by z zaspanymi jeszcze oczami patrzeć w lustro i starać się nie pociąć sobie twarzy maszynką. Dlatego broda rosła w swoim tempie, a ja od czasu do czasu korzystałem co najwyżej z nożyczek. W końcu gęsty zarost ukryje wszystko, co trzeba. Los jednak chciał, że niemal, nomen omen o włos, pożałowałem wypadkowej komfortu i lenistwa. Z pomocą przyszły sprawne ręce i pewne urządzenie, którym okazał się ceniony przez profesjonalistów trymer T840E BaByliss For Men. Ale po kolei.

 

 

Siedziałem w biurze i symulowałem pracę, gdy okazało się, że za dwie godziny mam w zastępstwie za szefa wizerunkowo pojawić się na spotkaniu z klientem. A że na takich spotkaniach wszystkie miejsca powinny być zajęte, nie miałem wyboru. Na szczęście mogłem się nie odzywać, bo rozmowy miał prowadzić ktoś inny. Kazano mi tylko zrobić coś ze sobą i wskazano pobliski barber shop przy Wilczej. Poszedłem, klnąc na czym ten świat stoi.  

 

  

Po wejściu do "Udercut Barber Shop”, mądrzę się nieco, prosząc o „trymowanie”. Mimo że nigdy nie byłem u barbera, znajomy powiedział mi, że wśród brodaczy tak fachowo określa się podstrzyżenie. Golibroda uśmiecha nieco ironicznie i zaprasza na fotel godny niemalże gabinetu dentystycznego. Okazuje się jednak, że najpierw golenie, potem strzyżenie. Byłem niechętny, bo czas uciekał. Efekt końcowy pokazał, że to jednak barber miał rację.

 

 

Szybko dano mi odczuć, że jestem w rękach fachowca. Najpierw w ruch poszła szczotka - z włosia dzika, jak się dowiedziałem - następnie olejek do zmiękczania zarostu, gorący ręcznik otwierający pory na skórze twarzy i żyletka. Barber wygolił wszystko, co nie nadawało się na porządnie przycięta brodę. Był bardzo sprawny. Potem jeszcze after shave, zimny ręcznik dla uspokojenia skóry i balsam. Nadszedł w końcu czas na okiełznanie trymerem buszu na twarzy.

 

 

Barber sięga po trymer. Patrzę badawczo, czym chce mnie teraz potraktować. Raczej bez obaw, skoro przed momentem w ruch poszła przecież żyletka. Widzi moją minę zdradzającą ciekawość. W końcu od tego urządzenia miało wszystko zależeć. - Chce pan obejrzeć? - pyta. Potakuję głową nieco zaskoczony sympatycznym pytaniem i swobodą barbera, po czym, łamiąc chyba wszystkie możliwe zasady, wyjmuję rękę spod peleryny i przyglądam się trymerowi, jak głosi logotyp, BaByliss For Men. - BaByliss Paris to uznana francuska firma fryzjerska - słyszę od barbera, który po chwili dodaje: "Zaraz Panu o nim opowiem, ale najpierw musi mi Pan oddać trymer. Ponoć Pan się śpieszy." Niewątpliwa racja. Oddaję urządzenie, a na moich oczach ląduje ciepły ręcznik, mający chronić je przed niepożądanymi włosami.

 

 

Czuję, że trymer pracuje gładko, bez trudu wyrównując zarost. Barber mówi, że modelu T840E BaByliss For Men nie wybrał przypadkowo. Urządzenie zbiera do pojemnika 60 proc. ściętych włosów, a technologia W-TECH zapewnia precyzyjne cięcie. Oczy mam przykryte ręcznikiem, ale słucham dalej, bo barber opowiada z zapałem i ciekawie. Okazuje się, że mój zarost tną teraz najszersze na rynku ostrza - 35 mm - dzięki czemu jeden ruch wystarcza do okiełznania dużej powierzchni zarostu i zaraz będzie po wszystkim. A że lata temu raz czy dwa skorzystałem z trymera, pytam o nasadkę. Okazuje się, że umożliwia przycięcie brody od 1 do 20 mm z regulacją co 0,5 mm. Dużo. Na koniec „trymowania” słyszę jeszcze, że jak będę chciał, to podwójna głowica umożliwi mi zarówno przycinanie zarostu, jak i golenie na gładko. Koniec pracy trymera. W ruch poszedł szeroki pędzel usuwający odcięte włosy. Barber podnosi ręcznik z moich oczu. Jeszcze balsam i gotowe. 

 


Nie da się ukryć, wyszło nieźle. Nawet bardzo dobrze. Czyżby warszawska hipsterka coś tam jednak wiedziała? - Teraz może Pan obejrzeć ten trymer na spokojnie. Następny klient będzie za 10 minut - dodaje sympatyczny barber. Korzystam więc, mając jeszcze chwilę do planowego wyjścia na spotkanie. Zapisuję w telefonie nazwę firmy. Na odchodne słyszę jeszcze od profesjonalisty, że modelu T840E BaByliss For Men spokojnie mogę używać w domu do codziennego korygowania niesfornej brody, bo urządzenie jest proste w obsłudze i funkcjonalne, ale oczywiście zawsze będę mile widzianym gościem, gdyby chciał zrobić z brodą coś więcej.   

 

 

Wróciłem do biura. Pojechałem na spotkanie. Spokojnie wysiedziałem swoje, najwyraźniej robiąc dobre wrażenie z równie dobrze przyciętą brodą. Wieczorem poszukałem w sieci trymera T840E. Znalazłem bez trudu.

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Reklama

Inne artykuły

Reklama