Diego Della Valle: pasjonat i filantrop
Forum/Reuters

Diego Della Valle: pasjonat i filantrop

Tod's to synonim praktycznego luksusu. Włoska marka słynie z butów gommino i najwyższej jakości akcesoriów. Diego Della Valle, jej założyciel i prezes, zaprosił nas do Mediolanu, by opowiedzieć, dlaczego postanowił zostać krawcem.
08.05.2019

Są takie przedmioty, które dzięki swojemu dizajnowi stają się ponadczasowe, istnieją poza trendami, np. Wayfarery Ray-Ban, Meisterstück Montblanc albo Submariner Rolexa. W ostatnich dekadach do ich grona dołączył kolejny klasyk wzornictwa, i to jeszcze bardziej prozaiczny, bo model męskiego buta. Na pierwszy rzut oka widać, że to tzw. driving shoe; oficjalnie nazywa się Gommino, a produkowany jest przez włoską firmę wyrobów skórzanych Tod’s.

Dzieło sztuki użytkowej

Wsuwa się go jak mokasyn, ale wyróżniają go wycięcia na mostku, skórzana wyściółka i – przede wszystkim – gumowe wypustki na podeszwie, które sprawiają, że stopa lepiej trzyma się pedałów, a do tego gumowa wstawka amortyzująca piętę. Proces produkcji składa się z ponad stu etapów, wykończenie w całości jest ręczne. Dzięki temu Gommino to prawdziwe dzieło sztuki użytkowej, odporne na czas, zawsze stylowe, niezależnie od tego, czy nosimy je w drodze do pracy, czy na lśniącym mahoniowym pokładzie jachtu. To dzięki tym butom włoska firma Tod’s zyskała rozgłos, choć Amerykanie myślą, że to angielska marka, a Anglicy, że amerykańska.

W swojej siedzibie w Marche, malowniczym rejonie wschodnich Włoch, firma przez ostatnie 40 lat produkuje Gommino w przeróżnych odcieniach zamszu, skóry i nubuku, a także sznurowane buty, torby i inne skórzane wyroby. A wszystko to w dwupiętrowym palazzo z białego marmuru, górującym nad sąsiedztwem niczym ogromna góra lodowa, które stanowi jedną z największych fabryk obuwia luksusowego na świecie Gommino wymyślił Diego Della Valle, założyciel i prezes Tod’s.

Tod's - nazwę wybrał ją losowo z bostońskiej książki telefonicznej

Diego wychował się wśród ścinków skóry w warsztacie szewskim dziadka. Ojcu, Dorinowi Della Valle, towarzyszył podczas wyjazdów do Nowego Jorku, gdzie Della Vallowie sprzedawali obuwie największym domom handlowym. To właśnie tutaj na Manhattanie, w sklepie dla myśliwych, młody Diego zauważył niepozorne buty, od których Gommino się wywodzi. Nazwę Tod’s (pierwotnie poprzedzoną inicjałami JP) wybrał, ponieważ brzmiała anglosasko i można ją wymówić bez problemu w każdym języku, łącznie z japońskim. Legenda głosi, że wybrał ją losowo z bostońskiej książki telefonicznej.

Jednak Della Valle zaprzecza. Pytany, co przyświecało mu, gdy wymyślał Gommino, odpowiada: – Chciałem stworzyć coś, co sugeruje określony styl życia, sporty, ale zarazem szykowny. But wkrótce stał się ikoną. Dziś trudno wymienić męską markę, która nie kopiuje Gommino. Ten sam charakterystyczny wyluzowany styl Della Vallego widać w pierwszej w jego karierze linii ubrań. Owszem, w przeszłości od czasu do czasu w ofercie Tod’s znalazła się marynarka albo koszula, ale w kolekcji na jesień/zimę 2014/15 uwzględniono wszystko: spodnie z miękkiego zamszu, puchówki w kolorze chińskiej czerwieni, eleganckie marynarki z kaszmiru i dopasowane kurtki sportowe.

 


– Kolekcja nie imponuje wielkością, ale jest dopracowana – mówi Diego. I dodaje: – To ubrania do noszenia na co dzień, charakteryzujące się najwyższą jakością, ponadczasowe, dla mężczyzny w każdym wieku. Nasza kurtka pilotka wzorowana jest na tej, którą nosiłem, gdy byłem młody. Zresztą wciąż mi wszędzie towarzyszy, bo pasuje do niemal do wszystkiego. 

Z Diegiem Della Vallem spotkałem się w jego mediolańskiej siedzibie. Surowy szary budynek w centrum włoskiej stolicy przemysłu wewnątrz zachwyca prywatną kolekcją sztuki. Jest tu m.in. instalacja „Albero della vita” Maria Ceroliego, pocięte płótno „Concetto spaziale. Attese” Lucia Fontany oraz rzeźba przedstawiająca drzewo genealogiczne rodziny Della Valle. Na klatce schodowej stoi popiersie z marmuru surrealisty Mana Raya.

Tod's to również Roger Vivier, Fay i Hogan

Budynek to nie tylko centrum dowodzenia marki Tod’s, ale i całej grupy Tod’s SPA, do której należą luksusowe marki: damskie obuwie Roger Vivier, marka lifestyle’owa Fay i buty młodzieżowe Hogan.
60-letni Della Valle ma na sobie granatową dwurzędową marynarkę o miękkich ramionach, pod nią błękitną koszulę z postawionym kołnierzem, spod którego spływa świetnie dopasowana kolorystycznie ciemna jedwabna apaszka. Do tego oczywiście buty Gommino, idealnie znoszone. Tak manifestuje się majestat władzy i majątek. Wielki majątek. W pierwszym kwartale 2014 r. Tod’s odnotował przychody rzędu ponad 142 milionów euro, a sprzedaż poza Europą wzrosła o 22 procent. A warto pamiętać, że Tod’s, jako jeden z niewielu producentów dóbr luksusowych na świecie, wciąż należy do rodziny, która założyła firmę. Dlaczego Della Valle postanowił właśnie teraz wprowadzić linię superdrogiej odzieży?

– Musieliśmy to zrobić – wzrusza ramionami. – W branży akcesoriów jesteśmy od dawna. Pora zaoferować mężczyznom więcej włoskiego stylu życia.

Za pierwszą kolekcją nie stoi jeden dyrektor kreatywny, lecz zespół Tod’s, jednak w przyszłym sezonie stery przejmuje włoski projektant Andrea Incontri. Pod jego okiem nowa marka odzieżowa ma nabrać charakteru znacznie bardziej modowego, niemal awangardowego. Pytam, czy dla Tod’s ważne będą sezonowe trendy.
– Czasem będziemy kierować się trendami, bo to dodaje świeżości – wyjaśnia Della Valle – ale nie chcemy radykalnie się zmieniać co sześć miesięcy, ponieważ to mało eleganckie. Incontri nie będzie miał wolnej ręki, bo wszystko musi być akceptowane przez właściciela. – Do mnie należy kontrola nad detalami – mówi Della Valle z uśmiechem. – Uwielbiam przyglądać się wszystkiemu z bliska. Tak samo jest z marketingiem. Chcę znać każdy szczegół, wiedzieć dokładnie, co robimy. Wydaje się to trudne, ale tak naprawdę sprowadza się do niezwykle prostej recepty: wystarczy kupować najlepsze materiały i zatrudniać najlepszych ludzi.

"Wpływ na moje projekty miały stare filmy i fantastyczni aktorzy"

Jak na markę, która powstała w 1978 r., bardzo szybko prosperowała. Pytam, co go inspiruje. – Inne marki nie miały wpływu na moją wizję, bo nikt nie robił tego, co ja. Wszystko było albo zbyt casual, albo szyte na miarę. To, co miało wpływ na moje projekty, to stare filmy i fantastyczni aktorzy, jak Steve McQueen, zwłaszcza w filmie „Afera Thomasa Crowna”. Ma tyle wdzięku... Jest ideałem.

McQueen był kosmopolitą, tak też czuje się Della Valle. – Mam wiele domów, ale główny to ten w Marche. Mieszkam w Mediolanie, Paryżu, Nowym Jorku, Miami, latem na Capri. Trochę tego jest! – mówi, podkreślając, że wiele czasu spędza w drodze. Głównie w powietrzu i na wodzie, bo podróżuje prywatnym odrzutowcem, helikopterem i jachtem (ten ostatni, kupiony na aukcji w 1998 r., należał do Johna Kennedy’ego). – Mam kilka zabawek. Gorzej z czasem – wzdycha.

 

– Ciągle sobie obiecuję, że wreszcie znajdę parę chwil, żeby się nimi nacieszyć. W tym roku zamierzałem dać sobie spokój z niekończącymi się podróżami. Ale musiałem przełożyć te plany na przyszły rok.

 

 

Ale to właśnie w drodze, a raczej na drodze Della Valle czerpie najwięcej przyjemności. Choć przyznaje, że ma obsesję na punkcie Ferrari (jest też członkiem zarządu firmy), broni się przed łatką kolekcjonera. – Kocham samochody, a najbardziej ferrari. Mam trzy albo cztery – są jak rzeźby. Ale kolekcjonowanie to już co innego. Kolekcjoner potrafi czekać 10 lat na wymarzony model. Prezesem Ferrari jest mój przyjaciel, odwiedzam go w Maranello. Jemy razem lunch, pokazuje mi nowe samochody; czasem coś kupię.

Kolejną pasją Della Vallego jest piłka nożna. Ale zamiast kupować karnety na cały sezon na mecze ulubionej drużyny, w 2002 r. wspólnie z bratem Andreą kupił sobie drużynę Fiorentina. – Czemu nie? – pyta z szerokim uśmiechem na ustach. – Co można robić w niedzielne popołudnie, gdy pada? To właśnie McQueen w „Aferze Thomasa Crowna”, po tym jak obstawił mecz i przegrał dwa tysiące dolarów, powiedział: „Co innego można robić w niedzielne popołudnie, gdy pada?”.

Kiedy żyła moja mama, w niedzielę oglądaliśmy mecze w domu. Niedziela była moim jedynym wolnym dniem. Teraz mam Fiorentynę, ale nie mam czasu. Nie uczestniczę w zakupie zawodników, ale mam koszulkę z moim nazwiskiem i lubię zabrać syna na mecz.

Współczesny człowiek sukcesu powinien rozdawać pieniądze

Ale Della Valle nie tylko trwoni pieniądze na zachcianki. – Współczesny człowiek sukcesu powinien też je rozdawać. Chciałbym, by inni brali ze mnie przykład i robili coś dla swojego kraju – tłumaczy.
Jego hojność nie ogranicza się do rzucenia kilku monet ulubionej fundacji charytatywnej. W 2011 r. przekazał 25 mln euro na gruntowny remont rzymskiego Koloseum. Z kolei w Mediolanie jego firma wspiera La Scalę, a także galerię Padiglione d’Arte Contemporanea. Działalność filantropijną podsumowuje krótko: – Lubię tłumaczyć młodym ludziom, że pieniądze są nic niewarte, jeśli nie robi się z nimi czegoś wartościowego.

To słowa drugiego na liście włoskich miliarderów. Pierwszym jest Berlusconi, którego Della Valle krytykuje, wypominając mu publicznie brak wsparcia dla wschodzących przedsiębiorstw.
Pytam, co daje mu największe szczęście?
– Rodzina i czas. Lubię kolacje z rodziną i przyjaciółmi na Capri. I grać w piłkę nożną.
– A co pana wkurza?
– Kiedy ludzie ciosają mi kołki na głowie.
Wątpliwe, czy ktoś by się jeszcze odważył.

 

Tekst Teo Van Den Broeke 

Zdjęcia Angela Moore

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie