Adidas rezygnuje ze sklepów stacjonarnych i stawia na online
iStock

Adidas rezygnuje ze sklepów stacjonarnych i stawia na online

To kolejna duża marka, która zwraca się ku zakupom w sieci.
09.04.2018

Kasper Rorsted, CEO grupy Adidas, w wywiadzie dla „Financial Times” zapowiedział redukcję liczby sklepów stacjonarnych i skupienie się na sprzedaży online. „Nasza strona to najważniejszy sklep jaki mamy” – powiedział Rorsted, uzupełniając tym samym wcześniejsze zapowiedzi o próbie znaczącego zwiększenia zysków marki z e-commerce– z 1,6 miliarda euro w ubiegłym roku do 4 miliardów w 2020.

Zobacz też: Nowy spot Adidasa to najlepiej obsadzony film roku 

Zaledwie miesiąc temu podobną decyzję podjęli szefowie Foot Lockera, którzy zapowiedzieli zamknięcie w 2018 roku 110 sklepów marki w samych Stanach Zjednoczonych. Nierentowne sklepy zamykają również Ambercombie & Fitch (60 lokalizacji), Michael Kors (od 100 do 125 lokalizacji) oraz Ascena Retail Group, w skład której wchodzą takie kobiece marki odzieżowe, jak Ann Taylor, Loft czy Dress Barn (nawet 600 lokalizacji do 2019 roku). Nawet kolekcje Comme des Garcons, do tej pory znane ze sterylnych, niemal muzealnych, artystycznych wystaw trafią teraz na nową platformę sprzedażową marki, o której sporo mówiło się przy okazji „emerytury” Goshy Rubchinskiyego.

Te dane pokazują, że szefowie dużych marek odzieżowych pilnie przyglądają się dynamicznym zmianom, którym podlega nie tylko branża dóbr luksusowych. Wg prognoz w 2019 roku zakupy w sieci będą robiły już 224 miliony Amerykanów, a millenialsi i generacja X wolą zakupy internetowe od wyprawy do tradycyjnego sklepu. Nie chodzi więc tylko o najmłodszych – tych urodzonych ze smartfonami w ręku - bo również starsze pokolenia wybierają zakupy online.

Przeczytaj: Kino i telewizja walczą o millenialsów tak samo jak świat mody 

Czy wyznawcy „cegieł i zaprawy” (brick and mortar), jak mówi się o markach wybierających tradycyjne metody dotarcia do klienta, muszą ogłosić kapitulację? Nie do końca - bankructwo Toys R Us, firmy specjalizującej się w sprzedaży zabawek, która poległa z konkurencją Amazona, wprowadziło popłoch na amerykańskim rynku, powstało nawet określenie na całe zjawisko – „retail apocalypse”.

Jednak wbrew wieszczonej od dawna zagładzie sklepów stacjonarnych właściciele nowych marek, jak brooklyńskie GREATS, są przekonani, że dla nowicjuszy na rynku wciąż nie istnieje lepszy sposób na zaprezentowanie się klientom, niż tradycyjny sklep. I choć przychody z e-commerce rosną 4 razy szybciej, to zyski z handlu stacjonarnego wciąż stanowią dla dużych sieci ponad 80% całości. Co więcej, 9 na 10 największych sklepów na amerykańskim rynku opiera się na placówkach stacjonarnych. Warto zatem przygotować się na zmiany, ale na błyskawiczną rewolucję raczej nie liczcie.

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie