Walizki Rimowa: bagaż na całe życie
Brett Lloyd/ facebook.com/Rimowa

Walizki Rimowa: bagaż na całe życie

Wytrzymają wszystko, bo zrobiono je z aluminium, niczym kadłuby samolotów. Zniosą trudy każdej podróży, niezależnie od tego, czy zdecydujesz się na wyprawę do dżungli, czy wybierzesz zakupy w Nowym Jorku. Zadrapania czy wgniecenia jedynie dodadzą im charakteru. Nawet gdy są zniszczone, wysyłają jasny komunikat: to najlepsze walizki na świecie.
24.04.2019

„Wyruszając w podróż, potrzebujesz walizki, która podoła trudom nawet najcięższej wyprawy. Musisz mieć pewność, że bez względu na wszystko, walizka ochroni to, co znajduje się w środku. I że nigdy nie pęknie”. To słowa Alexandre’a Arnaulta, dwudziestopięcioletniego szefa słynnej niemieckiej firmy Rimowa produkującej – to nie będzie niespodzianka – walizki. Produkty Rimowy bardzo łatwo rozpoznać – wykonane są ze szczotkowanego aluminium i mają charakterystyczne karbowane obudowy. Na lotniskach bagaż tej firmy wyróżnia się w morzu identycznych, banalnych walizek.

Kim Jones robi rewolucję w Diorze. Przeczytaj naszą sylwetkę projektanta 

Twardo stąpający po ziemi millenials 

Można by uznać, że młody Arnault nadawałby się bardziej na założyciela startupu niż na prezesa legendarnej niemieckiej firmy. Francuz ma jednak odpowiednie wykształcenie i jest przygotowany do roli szefa. Przede wszystkim jednak Alex jest synem Bernarda Arnaulta, szefa modowego imperium LVMH, giganta, do którego należą tak znane marki jak Louis Vuitton, Dior, Bulgari czy Dom Perignon. Mając takie umocowanie rodzinne, Alexandre mógłby skupić się na wydawaniu rodzinnej fortuny w klubach nocnych na Lazurowym Wybrzeżu. Wolał jednak pójść inną drogą – podjąć wyzwanie i wejść do świata biznesu. Bardzo łatwo jest zepsuć to, co dobrze działa od ponad wieku. Ale Arnault junior nie okazuje lęku. „Rimowa jest bardzo mocną marką z dużym potencjałem na rynku, który niezwykle dynamicznie się rozwija” – tak uzasadnia to, dlaczego koncern, któremu szefuje jego ojciec, postanowił kupić niemieckiego producenta walizek za siedemset szesnaście milionów dolarów. „Tę branżę czeka niezwykły rozwój, w ciągu najbliższych dwudziestu lat liczba pasażerów na świecie wzrośnie z 3,8 miliarda do 7,2 miliarda osób” – tłumaczy młody Arnault. 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez RIMOWA (@rimowa)

Alex nie sprawia wrażenia rozpieszczonego synalka bogatych rodziców. Nie jest też oderwanym od rzeczywistości wizjonerem biznesu w stylu inwestorów  z Doliny Krzemowej, marzących o podboju innych planet i propagujących transhumanizm. Kim jest w takim razie? Millenialsem, to oczywiste, ale twardo stąpającym po ziemi. Zna swoich rówieśników i wie, że to pokolenie, choć zamożne, chce wydawać pieniądze na doświadczenia, a nie na zbytki. A co jest niezbędne, by zaliczać kolejne przeżycia? Rzecz jasna, walizka, która pomieści wszystko, czego millenials-podróżnik potrzebuje, która będzie świetnie wyglądać i która, co równie ważne, nigdy nie zawiedzie.

Narodziny gwiazdy 

Firmę Rimowa założono w 1898 roku. Jej twórcą był Paul Morszeck, który produkował drewniane kufry podróżne. W latach 30. XX wieku pożar doszczętnie strawił siedzibę przedsiębiorstwa w Kolonii. Tysiące drewnianych walizek spłonęły. Ogień nie pochłonął jedynie aluminiowych okuć, których używano do wzmacniania kufrów. Syn Paula, Richard, który przejął firmę z rąk ojca, wyciągnął z tego nieszczęścia wnioski. Od tego czasu przedsiębiorstwo skupiło się na produkcji walizek z aluminium. Były lżejsze i bardzo wytrzymałe, niemal niezniszczalne. Pomysł był tak doskonały, że firma otrzymała nazwę na cześć swego odnowiciela – Rimowa to skrót od Richard Morszeck Warenzeichen (niem.: znak towarowy Richarda Morszecka).

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez RIMOWA (@rimowa)

W latach 50. wprowadzono kolejną ważną innowację. Firma po raz pierwszy zastosowała charakterystyczny karbowany kształt skorupy walizek, zwiększając w ten sposób ich wytrzymałość. Przy okazji nawiązano też do poszycia słynnego niemieckiego samolotu transportowego Ju-52, który w okresie międzywojennym był jednym z podstawowych samolotów pasażerskich na europejskim niebie. W 1976 roku pojawiła się kolejna nowość – tym razem były to walizki wodoszczelne. Sprzęt Rimowy stał się nieodzowny dla fotografów i ekip filmowych, które potrzebowały walizek zapewniających odpowiednią ochronę cennego sprzętu. Produkty niemieckiej firmy stały się wszechobecne na planach filmowych i telewizyjnych. W ten sposób rodziła się gwiazda.

Prestiżowy transfer 

W ubiegłym roku szefowie modowego giganta LVMH uznali, że niemiecka firma produkująca te wyjątkowe walizki mogłaby stanowić atrakcyjny dodatek do portfolio firmy obejmującego najbardziej luksusowe i wyszukane marki na świecie. Transakcja przebiegła szybko i bezboleśnie. Kolejnym krokiem było wprowadzenie do Rimowy Alexandre’a. Syn Arnaulta seniora ma za sobą studia na prestiżowych paryskich uczelniach, a także, co nie bez znaczenia, płynnie mówi po niemiecku.

Alex przeniósł się do Kolonii, gdzie mieści się siedziba Rimowy, i od razu zabrał się do pracy. „Zaskoczyło mnie to, jak dużo uwagi podczas produkcji walizek przywiązuje się do detali” – mówi o swoich początkach w firmie. Jego współpracownik Hector Muelas ujmuje to znacznie dosadniej: „Nie chodzi o jakiś bliżej nieokreślony proces produkcji, lecz o słynną niemiecką jakość. Na stworzenie jednej walizki potrzeba stu siedemnastu minut i dwustu pięciu części, a także dziewięćdziesięciu etapów produkcji”.

Konsekwencja, dokładność i skupienie na jakości są teraz firmie szczególnie potrzebne – Rimowa świętuje bowiem właśnie kilka ważnych jubileuszy. W ubiegłym roku obchodzono 80. rocznicę wprowadzenia do sprzedaży aluminiowych walizek. Z tej okazji zorganizowana została niezwykła wystawa, na której zaprezentowano walizki znanych i wiernych klientów. Na ekspozycję trafiły między innymi eksponaty od Karla Lagerfelda, Virgila Abloha, dyrektora kreatywnego marki Louis Vuitton czy reżysera Davida Finchera.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez RIMOWA (@rimowa)

W grudniu ubiegłego roku Rimowa otworzyła pop-up store w Los Angeles. Na otwarciu pojawił się Alex Arnault, a także Pharrell Williams czy supermodelka Alessandra Ambrosio, aniołek Victoria’s Secret. Z kolei w tym roku firma będzie obchodziła 120. rocznice powstania, a jej 25-letni prezes zapowiada otwarcie nowych salonów, odświeżenie linii produktów, a także współpracę z twórcami i kolejne limitowane serie walizek. To zresztą już miało miejsce w przeszłości – Rimowa współpracowała między innymi z Fendi, jedną z marek siostrzanych, należących do koncernu LVMH.

Sukces to wypadkowa wielu czynników, nie tylko dobrego PR-u. W ostatnich latach pojawiło się kilka firm, które rzuciły wyzwanie niemieckiemu gigantowi. Rimowa próbuje więc eksperymentować – wprowadzono między innymi funkcję o nazwie E-Tag, niewielki ekran z e-papieru wbudowany w walizkę. To rozwiązanie pozwala na rezygnację z papierowych przywieszek identyfikujących bagaż na lotnisku, a także na śledzenie lokalizacji walizki poprzez aplikację w telefonie. „Klienci troszczą się o swój bagaż. Pozostaje odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcesz kupić coś modnego, czy raczej interesuje cię walizka, która przetrwa wszystko i po latach nadal będzie doskonałym towarzyszem podróży” – mówi Hector Muelas z Rimowy.

Dla Alexandre’a Arnaulta właśnie ta długowieczność i niezawodność stanowi gwarancję sukcesu Rimowy. Walizki niemieckiej firmy wraz z upływem czasu wyglądają coraz lepiej – zyskują specyficzną patynę, która przydaje im niezwykłej szlachetności. „Nasze walizki zmieniają się tak jak ich właściciele”. Brzmi sentymentalnie? Nie, jeśli mówi to ambitny dwudziestoparolatek. Syn szefa koncernu LVMH wie, ze niezawodność i autentyczność to wartości, dzięki którym ludzie wciąż sięgają po walizki Rimowy.

Tekst Jona Rotha ukazał się w numerze 4/2018  

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie