Na początku były buty. Jak Berluti stało się jedną z najważniejszych marek w świecie męskiego stylu?
Jean Michel Casalonga, mistrz szewski w Berluti, w czasie pracy/ Starstock

Na początku były buty. Jak Berluti stało się jedną z najważniejszych marek w świecie męskiego stylu?

Kluczowe dla sukcesu marki było 6 ostatnich lat i trzech projektantów: Alessandro Sartori, Haider Ackermann i Kris Van Assche.
06.11.2018

Trudno historię tej 123-letniej marki uznać za nudną. Założona we Włoszech, a przeniesiona do Paryża, szyła buty dla Alaina Delona, Jeana Cocteau, Charlesa Aznavoura czy Romana Polańskiego. To w jej atelier Frank Sinatra dostał napadu szału, gdy dowiedział się, że na zamówienie będzie musiał czekać rok. I to tu nie rozpoznano Andy’ego Warhola, niemal wyśmianego za swój dziwaczny image (honor uratowała wówczas wnuczka Berlutiego i wyciągnęła zamówienie mistrza pop artu z kosza, przekonując pracowników firmy, że to wielka postać). Nie można też powiedzieć, że nie zmieniała się oferta marki.

Czytaj tez: Walizki Rimowa: bagaż na całe życie 

RELIVE THE FALL/WINTER 2017 SHOW ON WWW.BERLUTI.COM

Opublikowany przez Berluti Piątek, 20 stycznia 2017

 

Z czasem, na wyraźne życzenie ekscentrycznych klientów, buty Berlutiego zaczęły być wykonywane ze skóry aligatora, strusich piór i ogona bobra (a zamawiali takie m.in. Yves Saint Laurent czy Marcel Proust) i zyskały kolor. Niegdyś niemal wyłącznie czarne lub brązowe, zaczęły być dostępne w błękitnych szarościach czy szarawych zieleniach.

Ekspansja rzemieślników 

Prawdziwa rewolucja nadeszła jednak dopiero w 2012 roku, kiedy marka, będąca już od blisko dwóch dekad własnością koncernu LVMH, ruszyła z linią ubrań. Odpowiedzialnego za kolekcje uczyniono Alessandro Sartoriego, wcześniej fetowanego przez krytyków i uwielbianego przez klientów za swoje czternaście lat pracy u Ermenegildo Zegny nad linia Z Zegna. Wraz z nim Berluti zatrudnił wówczas zastęp wybitnych rzemieślników z Włoch – mistrzów ręcznego krawiectwa, którzy pomogli Sartoriemu stworzyć imponujące czterysta modeli ubrań i dodatków.

Opublikowany przez Berluti Czwartek, 30 listopada 2017

Tym samym dwurzędowe marynarki z wełny double face, garnitury z jedwabiu czy kaszmirowe spodnie i swetry dołączyły do szytych z jednego kawałka skóry Oksfordów i loafersów, uzupełniając garderobę eleganckiego (i majętnego) mężczyzny. Kolejność jednak nieprzypadkowa, bo to właśnie buty wyznaczyły styl kolekcji, a nie odwrotnie. „Stały sie punktem wyjścia przy jej tworzeniu, a przez to najważniejszym elementem całej stylizacji. Najpierw braliśmy but, by do niego zaprojektować odpowiednie spodnie z pasującą do niego nogawką” – mówił Sartori. Po spodnich przychodził czas na kolejne elementy stroju.

Czytaj też: Ulubione marki prezydenta Macrona 

Dżinsy na miarę 

Kolejnym krokiem w celu przeistoczenia Berlutiego z marki obuwniczej w dom mody było wprowadzenie usługi szycia na miarę. W tym celu LVMH wykupił Arnys, założone jeszcze w latach 30. paryskie atelier krawieckie. Sartori wymusił na przejętych razem z firmą pracownikach, by do swojego tradycyjnego repertuaru dodali trencze, wojskowe kurtki, chinosy i dżinsy – ofertę rzadko w szyciu na miarę spotykaną. „Byli tym zszokowani” – przyznawał później Sartori. Chciał jednak złamać zasadę, że tylko garnitury zasługują na indywidualne traktowanie. Niektóre z modeli z katalogu Arnys jednak zachował. Na przykład wysoko zapinaną marynarkę na bazie płaszcza, z trzema zewnętrznymi kieszeniami, pierwotnie zaprojektowana dla samego Le Corbusiera. Sartori powiększył też samą linię butów. Uznawszy, że praktyczny mężczyzna powinien mieć ich minimum dziesięć par (sam ma ich ponad sto), do klasycznych modeli dorzucił trampki i botki. Tym samym Berluti zaczął oferować obuwie na każdą okazję.

 

Cały tekst Michała Zaczyńskiego znajdziecie w dostępnym w całej Polsce, drugim tegorocznym numerze "Big Black Booka". 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie