Charvet: świątynia na placu Vendôme
instagram.com/f2fifty/

Charvet: świątynia na placu Vendôme

Powodów, by kochać tę firmę, jest mnóstwo – podobnie jak beli materiału w jej paryskim atelier. Od którego zaczynamy?
05.12.2018

Moją listę otwiera pani Anne-Marie Colban, współwłaścicielka firmy. Wystarczy spędzić z nią kilka godzin na trzecim piętrze budynku przy Place Vendôme, w otoczeniu stosu tkanin, by nabrać przekonania, że nie tylko wybrałeś odpowiednią firmę do uszycia koszuli na miarę, ale też że odebrałeś przy okazji bezcenną lekcję na temat tego, co w życiu jest ważne. Anne-Marie to bowiem niezrównana mistrzyni dobrego smaku, wyrafinowania i uroku osobistego.

Czytaj też: Na początku były buty. Jak Berluti stało się jedną z najważniejszych marek w świecie męskiego stylu 

W krainie materiałów 

Mademoiselle Colban jest drobna, ma szczególny błysk w oku, a także delikatny, wysoki głos, niekiedy wręcz trzeba nachylić się, by usłyszeć, co mówi. Jest niezwykle niepozorną osobą. Gdy spotkałem ją po raz pierwszy, była tak skromna, ze wziąłem ją po prostu za sprzedawczynię.  Na plac Vendôme do firmy Charvet skierował mnie mój znajomy. Na Anne-Marie natknąłem się na pierwszym piętrze siedziby – bajecznie kolorowym, wypełnionym poszetkami, jedwabnymi szlafrokami czy krawatami w dziesiątkach kolorów. Potem, już pod opieką Anne-Marie, trafiłem do malutkiej windy, która zawiozła nas na piętro trzecie, do pomieszczenia z tkaninami. Gdy tam wkroczyłem, zamurowało mnie. W całym pokoju, w każdym kącie i na każdej półce spoczywały bele materiału. Ułożono je według odcieni. Łącznie sześć tysięcy rodzajów, niektóre wzory zostały stworzone specjalnie dla firmy Charvet. Na drugim końcu pomieszczenia znajdowały się dwa niewielkie stoły. Przy większym mężczyzna z nożycami wielkimi jak sekator do strzyżenia żywopłotów starannie wycinał fragmenty tkaniny. Przy drugim siedziała kobieta, która skrupulatnie sprawdzała, czy wybrane zostały właściwe wzory. Obok niej zauważyłem bele białego materiału. Do niego przytwierdzona była niewielka fiszka, na której napisano: „S. Coppola”. Amerykańska reżyserka, twórczyni filmu „Między słowami” z Billem Murrayem, jest znaną fanką koszul firmy Charvet, często zakłada je, gdy pracuje na planie filmowym.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez @f2fifty

Obok spoczywał tuzin beli materiału. Do nich też przyczepiona była metka z nazwiskiem klienta – ale jego tożsamości akurat nie mogę ujawnić, bo firma Charvet szczyci sie między innymi tym, że strzeże informacji na temat swoich odbiorców. Wolno mi powiedzieć tyle, że to gwiazda muzyki z Brazylii. Zapytałem Anne-Marie, czy ten klient szyje u nich koszule. „Bokserki – odpowiedziała. – Cała bieliznę chce mieć w barwach flagi Brazylii”.

Mit sztywniactwa 

Siedziba firmy Charvet przy Place Vendôme, licząca siedem pięter, może wydawać się nieco przytłaczająca. O tym słynnym budynku rozmawiałem z ludźmi obytymi w świecie mody. Wielu z nich przyznawało, że nie było dotąd w środku. Nie dlatego, ze nie mieliby ochoty – albo że nie wiedzą, czym zajmuje się firma Charvet. Przyczyną jest raczej przekonanie, ze w środku panuje sztywna atmosfera. To jednak nieprawda. Mieszczący się po przeciwnej stronie ulicy hotel Ritz to właśnie miejsce dla snobów i ludzi żyjących w mylnym przekonaniu, ze mają dobry gust. Charvet? Wręcz przeciwnie.

Gdy odważysz się wejść do środka, dotrze do ciebie, co utraciliśmy w ostatnich kilku dekadach. Pozwoliliśmy mianowicie, by to, co niesie prawdziwą wartość – rzemiosło, ręczna praca, oryginalność – zostało wyparte przez to, co wygodne, ale zarazem przeciętne. Pozwoliliśmy, by powstał świat, w którym znane marki sprzedają identyczne towary setkom milionów ludzi na całym świecie. Charvet stoi na uboczu tych trendów, udowadniając, że w dzisiejszych czasach prawdziwym luksusem jest przedmiot, który stworzono nie z myślą o setkach milionów odbiorców, ale o tylko jednym – o tobie.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Olympia Le-Tan (@olympialetan)

Przede wszystkim jednak siedziba firmy to szczególnego rodzaju sanktuarium, miejsce, w którym nie zapomniano o tym, do czego wszyscy tęsknimy – o prawdziwych relacjach międzyludzkich. Klienci chcą wiedzieć, kto wytwarza zamawiane przez nich produkty. W gastronomii od lat powodzeniem cieszy się model, w którym surowce pozyskuje się wprost od rolnika, kontrolując przez to pochodzenie pożywienia, które trafi a na nasz stół. Charvet idzie podobnym tropem. Przy placu Vendôme można doświadczyć czegoś, co zdecydowanej większości ludzi pozostanie obce – można poznać ludzi tworzących ubrania, które będziesz nosić. Większość z nas marzy o tym, by o nas pamiętano, byśmy nie byli anonimowi. W Charvet z miejsca stajesz się znany. Nie mówię tu tylko o Anne-Marie, ale o wszystkich osobach, które pracują nad zamówioną przez ciebie koszulą. Żeby powstała, musisz przejść proces dwóch precyzyjnych przymiarek, w trakcie których mierzone jest dwadzieścia różnych parametrów. Tak powstaje koszula, która jest odzwierciedleniem twego ciała. Zapis twoich wymiarów trafia z kolei do archiwów Charvet i pozostaje tam na lata – twoja sylwetka, zarejestrowana w postaci liczb i notatek.

Cały tekst Martina Haineya o legendarnej paryskiej pracowni znajdziecie w drugim tegorocznym numerze "Big Black Booka" 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie