Wielkie litery: Oskar Podolski
Facebook/oesuone

Wielkie litery: Oskar Podolski

- Moją indywidualność ukształtowała twórczość Strzemińskiego. Co za wspaniały facet! Do tego z własnym krojem pisma, na którego widok oszalałem – mówi Oskar Podolski, artysta, projektant, twórca czcionek, a do tego malarz.
05.03.2019

Zaczęło się od muzyki, głównie hiphopowej. W latach 90. na pierwszych przegrywarkach kopiowałem płyty i tworzyłem składanki – dla siebie i znajomych. Siłą rzeczy, zacząłem tworzyć do nich okładki. Wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z projektowaniem.

Czytaj też: David Choe - od murali do milionów 

Zawsze jednak rysowałem; prawdę mówiąc, nie wiem, jak zdawałem z klasy do klasy, skoro nie zrobiłem przez ten czas nawet pół notatki. Stąd pójście w grafikę i liternictwo było naturalną koleją rzeczy. Zdałem jednak na architekturę w Warszawie, bo uznałem, że znajdę po niej dobrze płatną pracę. Zrezygnowałem po trzech latach. Ale nie żałuję, bo nauczyła mnie, że wszystko musi mieć proporcje, precyzję i zgadzać się kompozycyjnie. Bardziej jednak interesowało mnie liternictwo. Już jako nastolatek co miesiąc wystawałem pod kioskiem w oczekiwaniu na „Ślizg”, magazyn dla skejtów, ze stałą rubryką poświęconą graffiti. Analizowałem je, próbowałem naśladować, niszcząc przy okazji mury mojego osiedla. Dziś to jak mgliste wspomnienie, ale pasja do liter pozostała. Dlatego też z Warszawy przeniosłem się do łódzkiej ASP. Moja artystyczna indywidualność zaczęła się kształtować pod wpływem  patrona tej uczelni – Władysława Strzemińskiego. Co za wspaniały facet! Szeroko myślący artysta, a do tego jeszcze ze stworzonym przez siebie krojem pisma, na którego widok po prostu oszalałem.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Oskar Podolski (@oesuone)

Od streetwearu do liternictwa 

W 2006 roku zrobiłem pierwszą kolekcję streetwearową. Nie potrafiłem jednak prowadzić biznesu, stąd po kilku latach zamknąłem markę. Nauczyłem się jednak projektować odzież, dlatego potem współpracowałem z firmami Diil, Prosto, Moro czy Mass Denim. Ledwo nadążałem z nowymi wzorami. Wtedy zacząłem też grzebać w Bauhausie. Zdumiało mnie, jak wiele rzeczy, zaprojektowanych nawet i sto lat temu, wyglądało tak nowocześnie.  Mój styl z pewnością pomógł ukształtować też Herb Lubalin, jeden z najwybitniejszych typografów w historii. Tak jak on zacząłem bawić się fontami i modyfikować te, które łatwo można znaleźć w sieci; znane i stosowane od dekad, a jednak – moim zdaniem – niedoskonałe. W ten sposób doszedłem do własnego liternictwa.

Opłacalna bezkompromisowość 

Zawsze starałem sie tworzyć na własnych warunkach i po swojemu. Bezkompromisowość opłaciła się i zaowocowała wieloma propozycjami ze strony globalnych marek. Dziś to oczywistość, że współpracują one z artystami; w Polsce byłem jednak jednym z pierwszych. Mam w portfolio projekty m.in. dla Volvo, Nike’a, Levi’sa czy Adidasa.

Opublikowany przez OESU. Piątek, 25 listopada 2016

Obecnie wraz z Karolem Imiałkowskim prowadzę studio brandingowe 247®, gdzie zderzamy się z szerokim pojęciem projektowania, w tym systemów identyfikacji wizualnej (Oskar jest autorem m.in. rebrandingu Heyah i Interii – przyp. MZ). Ponadto wykładam projektowanie i współpracuję z trójmiejskim deweloperem Eurostyl. Projektuje dla niego części wspólne trzech apartamentów, z podłogami, instalacjami świetlnymi i rzeźbą włącznie. Staram sie dojść do momentu, w którym nasze studio będzie rozpoznawalne na świecie.

Wysłuchał Michał Zaczyński. Tekst ukazał się w najnowszym numerze "Esquire'a" 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie