Kim Jones: chłopak z ulicy
Facebook/ Dior

Kim Jones: chłopak z ulicy

Kim Jones zmienia dom mody Dior. Jest kolor, wygoda i luz, czyli coś, czego w Paryżu dawno nie widzieli. A wiele wskazuje, że to dopiero początek francuskiej rewolucji, którą wprowadza Brytyjczyk.
19.04.2019

Jones nie ograniczył się do zmiany medialnego wizerunku męskich kolekcji Dior. Przewrócił też do góry nogami linię ubrań. Dotychczas była ona dość przewidywalna i sprowadzała się do superwąskich garniturów. Jones, człowiek słusznej postury, nie wcisnąłby się w nie, więc zaniechał proponowania wszystkiego, co obcisłe. Zrezygnował także z czerni. Pastele w męskim Diorze, do tego luźne kroje i konstrukcje? Ryzykowne. ale historia nieraz pokazała, że im bardziej radykalna zmiana, tym większe bywają korzyści. „Pragnąłem, by Dior wyglądał elegancko i świeżo. Przy okazji jednak chciałem, by kolekcja była łatwa do noszenia, inspirowana tym, w czym mężczyźni lubią chodzić” – tłumaczy projektant. a w czym lubią? „W rzeczach uniwersalnych, które dodają im pewności siebie, ale i takich, w których wygląda się dobrze bez względu na miejsce i okazję” – precyzuje.

Rzymianin. Sylwetka Pierpaolo Picciolego 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Dior Official (@dior)

Casualowe rzemiosło 

Stąd pomysł wygodnych garniturów. eleganckich, ale i nieco casualowych. W czasach dominacji streetwearu i mody athleisure, zaprojektowanie garnituru, który będzie pożądany niczym para najnowszych sneakersów to niezła sztuka. Jonesowi się udało. „Dior to legenda krawiectwa, stąd znakomite rzemiosło było podstawą. Pomyślałem jednak, że ubrania powinny być luźne i zdekonstruowane. Dzięki temu styl noszącego je mężczyzny jest niewymuszony” – opowiada Jones.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Dior Official (@dior)

Droga z magazynu 

Jeśli ktokolwiek mógł sobie pozwolić u Diora na zerwanie z tradycją, to rzeczywiście on. W modzie zakochał się dzięki magazynom muzycznym. Już jako nastolatek tworzył dla znajomych T-shirty na specjalne wyjścia. Na studiach wymieniał się ciuchami ze znajomymi, przerabiał je i sprzedawał. Szło mu nieźle; po studiach na znanej londyńskiej uczelni Central Saint Martins otworzył własną markę. Pracował też jako stylista i dyrektor artystyczny w magazynach i-d, V Magazine, Dazed and Confused czy Another Man. W 2008 roku przyjął posadę u Dunhilla. Efekt? Leciwa marka błyskawicznie stała się pożądana. Jones – nie mniej: rok później otrzymał British Fashion Award dla najlepszego projektanta mody męskiej na Wyspach. Kolejną, już jako kreator roku, odebrał siedem lat później. Czy dostanie trzecią, za pracę dla Diora? Nie widać przeciwwskazań.

Cały tekst Michaela Haineya znajdziesz w najnowszym wydaniu „Big Black Booka”

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie