Reklama

Bezowocnie sejmujące chłopy: felieton Grzegorza Piątka

Na wschodzie faceci wolą mówić. Na zachodzie robić.

Bezowocnie sejmujące chłopy: felieton Grzegorza Piątka
Reklama

Podobno podróże kształcą. W domyśle: poszerzają horyzonty, pozbawiają uprzedzeń, otwierają na inne kultury. Prawda jest taka, że w podróży każdy zobaczy to, co chce widzieć. Oddzieleni barierą językową, uzbrojeni w oczekiwania, w dość płytką i chaotyczną wiedzę, szczególnie chętnie formułujemy ogólne sądy na podstawie wyrywkowych wrażeń, potwierdzamy albo produkujemy kolejne stereotypy.

Piszę z Albanii. Jestem tu pierwszy raz. Język? Mam wyjątkowe kłopoty z zapamiętaniem podstawowego „dzień dobry” i „dziękuję”. Nie znam tu nikogo, więc nikt nie pożyczy mi klucza do albańskiej duszy. Patrzę po wierzchu i mogę snuć dowolne wnioski, zgodnie z oczekiwaniami i stanem niedoinformowania. Małe ćwiczenie. Nawoływanie muezzina, które słyszę przez sen o świcie i nowe meczety widziane w każdym niemal miasteczku mogą wskazywać na to, że jestem w kraju, w którym po dekadach przymusowej ateizacji ze wzmożoną siłą odradza się religia i tradycyjne wartości. Ale widziałem też trzech homoseksualistów, którzy pluskając się w morzu, bez skrępowania okazywali sobie czułość i przedrzeźniali muezzina. Jestem więc na konserwatywnym Wschodzie czy na skrajnie liberalnym Zachodzie? 

Albo infrastruktura. Autor przewodnika ostrzegał, by nie ufać rozkładom jazdy, dać sobie spokój z autobusami i wszędzie jeździć – śmiesznie ponoć tanimi – taksówkami. Wiadomo – Wschód! Mimo to, postanowiłem spróbować. Autobus podjechał na przystanek punktualnie. Trochę rozklekotany, siedzenia wytarte, ale klimatyzacja sprawna. A więc jednak Zachód. Ale po paru kilometrach zasnuł się dymem i rozkraczył. Wschód! – pomyślałem. Po chwili jednak podstawiono kolejny autobus – a więc jednak Zachód. Nawet w Szwajcarii psują się pekaesy, ale od tego jest system, żeby sprawnie zareagować. 

Wschód to oczywiście pojęcie relatywne. Za jeden z największych sukcesów polityki historycznej uważam na przykład to, że udało się całemu światu wmówić, że Grecja leży na Zachodzie. Po czym poznaję, że jednak jestem na Wschodzie? Wszędzie od Polski, przez eks-Jugosławię, Grecję, Turcję, po Syrię widziałem to samo zjawisko: BEZOWOCNIE SEJMUJĄCE CHŁOPY™. I tu, w Albanii, też. Gdy pierwszego ranka schodzę na śniadanie, już od wejścia słyszę: „reforma, reforma!”. Siedzi czterech ziomków gospodarza-hotelarza, czterech panów w wieku średnim, odzianych w kolory niecharakterystyczne, wędkarskie khaki i beże. Szlugi dymią, gazety szeleszczą, szkło stuka o szklany blat. Oczy łypią raz po raz na wyciszony telewizor, na kanał News24. Zmieniają się systemy – komuna, niekomuna, zamordyzm, demokracja; zmieniają się dekoracje – może być grecka kawiarnia albo wiejski sklep na Mazowszu; zmieniają się napoje – kawa na herbatę, raki albo wódkę, a kolejne pokolenia facetów siedzą i bezowocnie politykują.

Ale zaraz, zaraz, proszę mi tu nie prychać kruasantem z wyższością wynikającą z faktu zamieszkiwania w dużym ośrodku miejskim i nieprzesiadywania pod sklepem w Wilkowyjach. Możesz nawet nie mieć telewizora i nie wiedzieć, co to są Wilkowyje (to są takie Złotopolice, figuratywna polska wieś, która mieści się na Woronicza), ale BSCh™ jest w Tobie. Budzi się na fejsie (kawka wypita, wzrok błędny, OMG, dziś znów najgorzej, jutro koniec świata). Budzi się na domówkach, gdy podniecony alkoholem i własną błyskotliwością wcielasz się w rolę eksperta od stosunków bliskowschodnich i nawet nie czujesz, że stoisz z tyłkiem w zlewie. Budzi się na rodzinnych imprezach, na których występuje największa szansa konfrontacji stanowisk. 

A kolejowe przedziały i poczekalnie u lekarza? Te miejsca zawsze prawie dostarczą pretekstu do dyskusji panelowej na odwieczny temat „W tym kraju nigdy nie będzie normalnie”. Tylko od tego, ile czasu potrwa oczekiwanie aż pociąg ruszy i stopnia spoufalenia rozmówców zależy, czy debata dotrze do nieuchronnej konkluzji, że trzeba „ich” wszystkich pozamykać. Kraj, czyli przedmiot troski panelistów, od tego sejmowania jakoś nie normalnieje.

Może właśnie to nasze obradowanie, które nie jest ani pracą, ani zabawą, sprawia, że Wschód (mocny w gębie) skutecznie eksportuje poezję, teatr, muzykę, a nie wynalazki i odkrycia naukowe? Może to kolejny odprysk odwiecznego podziału gospodarczego Europy na linii Łaby? W czasie, gdy faceci na wschodzie bezowocnie sejmowali, faceci zachodni przechodzili na trójpolówkę, patentowali maszyny, zakładali start-upy. 

Sejmikuję tak sam ze sobą w głowie, jak Ignacy Rzecki. I pomyślałem, że dziś, zamiast pisać swój pełen bezowocnych rozmyślań politycznych pamiętnik do szuflady, ten gaduła zanudzałby nim w odcinkach na Facebooku. I też grosza by z tego nie zobaczył. A co zrobiłby na moim miejscu człowiek czynu, Wokulski? Zamiast charytatywnie udzielać się w mediach społecznościowych, skroiłby z tego felieton i zebrał chociaż owoc w postaci honorarium. Mark Zuckerberg, ten to na pewno przy kawce nie sejmował.

Tekst ukazał się w najnowszym numerze magazynu "Esquire".

Reklama

Polecane wideo

Polecamy również

Reklama

Inne artykuły

Reklama