Karaoke za kółkiem - rozmowa z Jamesem Cordenem
James Corden i Alec Baldwin/ Starstock

Karaoke za kółkiem - rozmowa z Jamesem Cordenem

Kiedy dwa lata temu James Corden przejmował prowadzenie programu „The Late Late Show”, mało kto o nim słyszał. Wystarczył rok, by stał się światową marką. Wcześniej nic nie wskazywało na to, że odniesie aż taki sukces. Był jednym z wielu charakterystycznych aktorów brytyjskich. Pewnego dnia odkrył prostą prawdę – wszyscy lubimy oglądać gwiazdy śpiewające podczas jazdy samochodem. I dzięki temu wygrał. Odcinek „Carpool Karaoke” z Adele miał 140 milionów wyświetleń na YouTube.
28.11.2017

James Corden właśnie pędził w kierunku montażowni, żeby rzucić okiem na pierwszą wersjęnajnowszego odcinka „Carpool Karaoke”, gdy pewna rzecz przykuła jego uwagę .A właściwie dwie rzeczy – taca ze słodyczami i prawie ośmiometrowa taśma miernicza przypadkiem pozostawiona na szafce w pokoju, w którym kłębiła się ekipa „The Late Late Show” – jednego z najpopularniejszych nocnych talk-shows w Stanach. To były whoppersy – czekoladowe kulki w poręcznych paczkach. I żółta taśma miernicza w metalowej obudowie. – Chwila – rzucił Corden do wszystkich i do nikogo. – To się może przydać, nie?

Whoopersy - czekoladowe kulki w poręcznych paczkach

Był początek miesiąca, ekipa nagrywała tego dnia dwa odcinki „Carpool Karaoke”, do lunchu została godzina. Corden – jak na show-biznes przystało, odziany nieformalnie w czarne dżinsy, czarny rozpinany golf i czarne mokasyny Gucciego udekorowane złotymi pszczółkami i kwiatkami – chwycił rekwizyty. Otworzył paczkę czekoladowych kulek i pokazał na migi, żeby pierwszy ochotnik – lekko łysiejący blondyn w spranym T-shircie i okularach – rozwinął taśmę i zaczepił sobie jej koniec o dolną wargę. Corden wyciągnął dwa metry taśmy i uniósł, tworząc kąt 30 stopni, po czym umieścił kulkę na szczycie powstałej pochylni.

Cały pokój wstrzymał oddech. Kulka stoczyła się do połowy pochylni, trafiła na nierówność, obrała kurs na podłogę i w podskokach zniknęła pod biurkiem. Niezrażony tym Corden zmienił nachylenie i napięcie taśmy. Druga próba wypadła pomyślnie. W rezultacie cztery z sześciu czekoladowych kulek trafiły do ust dwóch osób z ekipy. Corden był zachwycony. – Rewelacja! – zawołał z takim samym entuzjazmem, jak wtedy, gdy Adele w nowej fryzurze pojawiła się w odcinku „Carpool Karaoke”, który okazał się najpopularniejszym wideo YouTube roku 2016.
– Damy to do programu – rzucił.


Nie jestem naiwny. Niewykluczone, że spektakl z czekoladowymi kulkami został zainscenizowany z okazji wizyty dziennikarza na planie. Jak inaczej wytłumaczyć ten podejrzanie szczęśliwy traf, że słodycze i taśma znalazły się akurat pod ręką? I że nie były to na przykład gumisie i kombinerki? Może tak naprawdę chodziło o zażartowanie z autora tego tekstu? Nie zdziwiłbym się, gdyby takie wydarzenia były na porządku dziennym w studio „The Late Late Show”, na które składają się przestronne pokoje biurowe i ogromna sala widowiskowa na najwyższym piętrze rozległego kompleksu telewizji CBS w Hollywood.

Biuro Cordena - zdjęcie żony Julii, grafika Banksy'ego z autografem

Trochę wcześniej piliśmy z Cordenem kawę w jego biurze – przytulnym pokoju udekorowanym zdjęciami jego żony Julii Carey i dzieci, grafiką Banksy’ego z autografem oraz rysunkiem przedstawiającym królika podskakującego z przerażenia podczas lektury „Wodnikowego Wzgórza”. Corden opowiadał o swoich planach.

– Zawsze chętnie próbuję nowych rozwiązań we wstępie do programu i w skeczach – zerwał się z fotela i podszedł do biurka. – To napisałem dziś rano – oznajmił, wygładzając odręczną notatkę. – Lepsze wizualnie. Bardziej ambitne. No i bardziej zabawne.

Te cechy oczywiście łączą się i w pewnym sensie oznaczają, że ma być tak samo, tylko jeszcze bardziej. Mimo silnej konkurencji, niecałe dwa lata po przejęciu sterów przez Cordena program „The Late Late Show” zdobył opinię najbardziej pomysłowego, może nawet najambitniejszego, a na pewno najzabawniejszego reprezentanta gatunku nocnego talk-show.

Choć to prawdopodobnie najbardziej tradycyjny format telewizyjny, to jednak Corden i Ben Winston – jego długoletni przyjaciel i jeden z producentów wykonawczych programu – od początku kładli nacisk na innowacje, proponując zmiany, które u komentatorów i menedżerów celebrytów początkowo wywołały sceptyczne reakcje. Goście „The Late Late Show” nie wchodzą na scenę z boku, tylko między rzędami publiczności. Rozmowy prowadzi się ze wszystkimi zaproszonymi naraz, nie pojedynczo, a tematy wybiegają daleko poza zwyczajowe wychwalanie ich nowych projektów.

"The Late Late Show" - innowacje

– Zawsze chodziło o to, żeby goście robili różne rzeczy w programie – mówi Winston. Te „różne rzeczy” to na przykład jedzenie obrzydliwych potraw, dzielenie się pomysłami na wychowanie dzieci i odgrywanie najlepszych momentów własnej kariery. Czasem są to wywiady w czyimś domu. Albo – te najsłynniejsze – podczas jazdy samochodem połączonej ze śpiewaniem. A Reggie Watts, lider zespołu muzycznego występującego w programie i pomocnik Cordena, na bieżąco improwizuje piosenki na temat wydarzeń na scenie.

Sam gospodarz programu, wbrew amerykańskiemu zwyczajowi, podczas rozmów z gośćmi nie siedzi za biurkiem, tylko na fotelu obrotowym. – Już sama zmiana miejsc po prostu ich zatkała – tu Corden imituje pełne dezaprobaty sapanie. – „Ale tak się nie robi!”. A ja na to: „Porąbało was czy co?”.

Corden - najmłodszy w elicie nocnych "gaduł" telewizyjnych

Niektórzy prowadzący nocne programy to niepoprawni introwertycy, zrzędliwi mizantropi, od których bije brak poczucia bezpieczeństwa i niechęć do samych siebie. Ale trzydziestoośmioletni James Corden – najmłodszy w tej elicie nocnych „gaduł” telewizyjnych – to typ z zupełnie innej bajki. Ten postawny, misiowaty chłopak z blond czupryną i mało rygorystycznym podejściem do codziennego golenia promieniuje entuzjazmem urwisa, gdzieś na skali pomiędzy błaznującym młodszym bratem a niesamowicie fajnym tatą. Kiedy Corden przedstawiał w CBS swoje pomysły na program, obiecywał „masę rozrywki, lekkość i mnóstwo pozytywnej energii”. I to właśnie stara się zapewnić.

Nie znaczy to jednak, że James Corden należy do tych komików, którzy bezustannie pajacują, by uniknąć poważnych tematów. W rozmowie w cztery oczy brzmi raczej jak scenarzysta lub aktor – czym zresztą zajmował się na długo przed pracą w talk-show. Skłonność do pokory – ta brytyjska i jednocześnie aktorska tendencja do umniejszania własnej roli – czasem wydaje się w nim walczyć z chęcią, by odrzucić fałszywą skromność. Wygląda na lekko oszołomionego własnym sukcesem, a jednocześnie wcale tym niezaskoczonego. Czy na scenie, czy przed kamerą – po mistrzowsku operuje emocjami, w trakcie jednego skeczu przechodząc od udawanego rozczarowania, przez zachwyt, po czystą wesołość. Prywatnie jest równie ożywiony, ale o wiele poważniejszy, patrzy okiem analityka i wspiera się swoim tikiem werbalnym: „Rozumiesz, co mam na myśli?”.

Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, Corden wyglądał na nieco zmęczonego. Właśnie wrócił z targów sztuki Art Basel w Miami, gdzie szukał prac do swojej niewielkiej kolekcji sztuki. Po zakończeniu nagrań miał zapowiadać Stevena Spielberga na jakimś wieczorze w Hollywood. Potem wybierał się do Londynu na „coś na YouTube”, a następnie wracał do Los Angeles, by przygotować kolejne odcinki swojego talk-show. 

– Przeraża mnie, że mógłbym obudzić się któregoś dnia i odkryć, że minęło pół roku, a my tylko nagrywaliśmy programy – wyznał Corden – zamiast szukać bardziej szalonych gambitów. Co to za przyjemność?

Corden cztery dni w tygodniu prowadzi przejęty po Craigu Fergusonie godzinny „The Late Late Show”, który stacje CBS nadają 37 minut po północy. Według najnowszych danych, każdy odcinek ogląda ok. 1,4 miliona widzów. Program konkuruje z nadawanymi o tej samej porze „Late Night with Seth Meyers” w NBC i „Nightline” w ABC. Ale Corden twierdzi, że tak naprawdę „nasza konkurencja to ci, którzy wybierają sen”.

– Pracuję w tej branży od dawna – powiedział Leslie Moonves, który kieruje CBS od 1998 roku, gdy rozmawiałem z nim w jego biurze ulokowanym wysoko nad centrum Manhattanu. – Ewolucja programów nadawanych nocą jest fascynująca. Przez długi czas dominował Johnny Carson, a cała reszta – tacy jak Dick Cavett, Joey Bishop, Chevy Chase, Joan Rivers – pozostawała daleko w tyle. A potem NBC zatrudniła Jaya Leno w „The Tonight Show”, CBS zdobyła Lettermana i zrobiła się z tego większa sprawa. ABC znalazła Jimmy’ego Kimmela. A potem do gry weszły kablówki i zamiast jednego czy dwóch mamy siedmiu czy ośmiu facetów.

Internet wszystko zmienił

– Jeśli spojrzeć na liczby, to są całkiem w porządku – twierdzi Moonves. Zapytałem go, jak ważne są pasma programowe. W roku 1993, a potem w 2009, gdy toczono wielkie boje o wieczorne godziny, pasmo o 23.30 dla Lettermana, Leno i Conana było punktem honoru. – Internet wszystko zmienił – stwierdził Moonves. – Bez wątpienia bardziej znany prezenter wygrywa w tym paśmie, ale dla sukcesu Jamesa Cordena to nie ma znaczenia. Takie myślenie zaczyna być wręcz nieco staroświeckie.

Dla Cordena nie ma mowy o żadnym „nieco”. – Jest tylko jedna sytuacja, w której wypalam: „Co ty pleciesz?” – oświadczył znad talerza w restauracji w Brentwood, szykując się do małego przemówienia. – Wtedy, gdy ktoś zaczyna mówić o pasmach programowych. To jak określać godzinę, używając zegara słonecznego. Wkurzyłem się, gdy nagraliśmy z Adele „Carpool”, a ktoś napisał: „Jak prezenterowi programu o 0.30 udało się ściągnąć Adele?”. Pomyślałem wtedy: „Człowieku, w jakim ty świecie żyjesz?”. Ten klip miał 129 milionów wyświetleń. To jest skala Super Bowl.

James is hosting this Sunday's 70th Annual Tony Awards and tomorrow he'll be doing a Facebook Live, answering YOUR questions. So leave one in the comments below and Sweet Baby James may just answer it live!

Opublikowany przez The Late Late Show with James Corden na 9 czerwca 2016

Za kulisami „The Late Late Show” nie brakuje typowych rytuałów sztuki komicznej. W dniu mojej wizyty cały ranek trwało zebranie w biurze Cordena, na którym producenci omawiali żarty i skecze. Na innym spotkaniu milczący scenarzyści intensywnie studiowali wydruki zaplanowanych monologów z dowcipami, czerpiących inspiracje z wiadomości i dziwacznych reklam. Atmosfera była miła, wystarczyło też czasu na żarty. Podczas jednego z tych zebrań wyszedłem do toalety. W tym czasie wszyscy pozamieniali się miejscami, a za biurkiem Cordena zasiadł najwyższy i największy facet w pokoju. Gdy wróciłem i usiadłem, Corden obwieścił teatralnym szeptem, zerkając niby-dyskretnie w moim kierunku:

– W ogóle się nie zorientował. Pewnie pomyślał, że zdjąłem ciuchy wyszczuplające.

Rob Crabbe wspomniał, że podczas przygotowań do programu rozważali zrezygnowanie z tradycyjnego monologu prezentera.

– James robi mnóstwo rzeczy dobrze – oświadczył Crabbe. – Ale, jak na ironię, wyjście na scenę, żeby komentarzami trafiać w sedno, opowiadać dowcipy i przeprowadzać wywiady to akurat coś, czego wcześniej nigdy nie robił. A to raczej kluczowe elementy pracy gospodarza nocnego programu w telewizji. Monolog został, ale czuć pewną sztywność i skrępowanie. Corden ma skłonność do przechylania się podczas dowcipkowania w prawo, z lewą ręką w kieszeni garnituru – najprawdopodobniej szytego na miarę przez jedną z uwielbianych przez niego luksusowych marek – jakby czuł się nie do końca swobodnie w tej roli. Może wynika to z faktu, że w odróżnieniu od większości rówieśników, którzy wychowali się na Carsonie i Lettermanie i zęby zjedli na skeczach i stand-upach, Corden nie odbył stażu jako fan.

Corden - wpływ na mnie mieli Evans, Ross, Norton, Wogan i Parkinson

– Mam szczęście, że dorastałem bez tych tropów, tych wpływów – stwierdził podczas naszego spotkania w restauracji, wbijając widelec w halibuta z broccolini i popijając to wodą mineralną. – Na mnie wpływ mieli Chris Evans, Jonathan Ross, Graham Norton oraz Wogan i Parkinson. Te nazwiska praktycznie nic nie znaczą – rozejrzał się po morzu gości – dla większości osób w tej restauracji. Równie dobrze można pójść do pubu w Bradford i opowiadać o Carsonie – nikt nie będzie miał pojęcia, o kim mowa.

Jako nastolatek Corden studiował aktorstwo w mieście High Wycombe, leżącym w połowie drogi między Londynem a Oxfordem, a niedługo później zaczął występować na scenie, w filmach i telewizji. Grał w wystawianej na West Endzie i Broadwayu sztuce „Męska historia” Alana Bennetta, a także w jej ekranizacji. Amerykańska publiczność oglądająca jego pierwsze programy mogła rozpoznać w nim Piekarza z musicalu „Tajemnice lasu”. Ale ta wczesna kariera zdawała się mieć ograniczone możliwości, co frustrowało Cordena. – Kiedy „Męska historia” stała się hitem Londynu, moi koledzy z teatru dostawali grube scenariusze filmowe – wspomina. – A ja jedną stronę z rolą chłopaka, który przywozi telewizor Hugh Grantowi albo kioskarza sprzedającego gazetę Julianne Moore. Pomyślałem wtedy sobie: – Umiejętności czy charyzma nie mają tu znaczenia. Ludzie wyglądający jak ja nie zakochują się w ładny sposób.

Autorem tekstu jest A.O. Scott. Całość ukazała się w Esquire 03, maj/czerwiec 2017 

Polecane wideo

Komentarze

Polecane dla Ciebie